Historia tancerki z Nowej Wilejki: Od zawsze najlepiej czułam się na scenie i w sali gimnastycznej

"Jest tyle rzeczy do poznania, nie rozumiem jak w ogóle można znudzić się życiem? Jak ktoś mnie pyta „co byś robiła, gdybyś nie tańczyła”? To mówię, że bez problemu znalazłabym coś ciekawego do roboty, tyle tego jest, świat jest fascynujący"- w rozmowie z zw.lt mówi Bożena Wojcinowicz, profesjonalna tancerka i prowadząca szkoły tańca w Nowej Wilejce.

Dorota Skoczyk

Bożena Wojcinowicz pochodzi z Nowej Wilejki. Po ukończeniu konserwatorium w Wilnie i kilku latach pracy jako choreograf, założyła szkołę taneczna w stolicy, a następnie w swojej rodzinnej Nowej Wilejce, gdzie obecnie zamieszkuje z mężem i synem. Jak mówi, zawsze wiedziała, że chce prowadzić własną działalność, a największą pasją od zawsze był taniec.

Wojcinowicz jest również kierowniczką kolektywu tanecznego Venus, o którym opowiada z miłością i wielkim entuzjazmem. Kolektyw w tym roku obchodzi 15 jubileusz. Przy herbacie w studiu tanecznym w Nowej Wilejce charyzmatyczna Bożena Wojcinowicz opowiada o swoich pasjach, trudnościach i wyzwaniach, a także planach na przyszłość.

Dorota Skoczyk, zw.lt: Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z tańcem?

Bożena Wojcinowicz: Zawsze marzyłam o tańcu i chciałam się tym zajmować, ale nie zawsze miałam taką możliwość. Dorastałam w Nowej Wilejce. W latach 90-tych, było trochę ciężko z dostępem do lekcji tańca, rodzice nie mogli dowozić mnie na zajęcia do Wilna. Musiałam wybierać z tego, co było dostępne tutaj, na miejscu. Zaczęłam więc chodzić na zajęcia dżudo. Uprawiałam tę sztukę walki przez sześć lat i odnosiłam sukcesy. Doszłam do niebieskiego pasa, wyżej jest tylko brązowy i czarny.

Chyba między innymi dlatego, że moja mama prowadzi własną działalność, ja też od zawsze chciałam pracować na siebie

W dziewiątej klasie dużo się zmieniło bo… Zaczęłam pracować, a naukę w szkole kontynuowałam w trybie wieczorowym. Tak się złożyło, że mama pracowała w dziedzinie handlu na Targowisku Kalwarysjkim, biznes akurat był bardzo udany i zaproponowała mi razem pracować. Obok rynku była szkoła taneczna, więc w końcu mogłam uczyć się tańca. I tak przygodę z tańcem rozpoczęłam dosyć późno, w wieku prawie 15 lat.

Jednak był to bardzo udany start, bo po krótkim czasie zostałam przyjęta do zespołu show. Zauważyli coś we mnie, i wtedy też zrozumiałam, że chcę całe swoje życie powiązać z tańcem. Skończyłam przygodę z dżudo i przerzuciłam się na taniec.

Od jakie stylu tańca się zaczęło?

Zawsze marzyłam o tańcach indyjskich, takich jak można zobaczyć w filmach Bolywood. Ale znowu, nie było gdzie się uczyć tego stylu. Po jakimś czasie przyjechała do Wilna moja pierwsza nauczycielka, u której zaczęłam się uczyć tańca brzucha i byłam nim zachwycona. Oczywiście nadał chciałam się uczyć tańca indyjskiego, bo to zupełnie co innego, choć ludzie na ogół wrzucają to do jednego worka. Taniec brzucha jest zwykle klasyfikowany jako taniec arabski albo po prostu taniec wschodni.

Współczesny taniec indyjski, kojarzony właśnie z indyjskimi filmami Bolywood, wywodzi się z klasycznego tańca indyjskiego, choć faktycznie to dwie różne rzeczy, podobnie jak street dance odróżnia się od baletu. Dlatego też ucząc się współczesnego gatunku tańca warto zapoznać się z klasyką, z której się on wywodzi.

Właściwie nigdy nie musiałam szukać pracy, bo miałam dużo ofert, praca sama mnie znajdywała

Chciałam zostać tancerką, to się spełniło. Zaczęłam marzyć o zespole tanecznym, to też się zrealizowało. Otworzyłam szkołę tańca. Cieszę się ze swojego obecnego studia, udało mi się też powiększyć salę taneczną. Studio znajduje się w centrum Nowej Wilejki w byłym budynku łaźni publicznej. Dla mieszkańca miasteczka wystarczy powiedzieć, że szkoła jest tam, gdzie kiedyś była łaźnia i już będzie wiedział, gdzie to jest.

Jak powstał pomysł założenia własnej szkoły tańca i zespołu?

Chyba między innymi dlatego, że moja mama prowadzi własną działalność, ja też od zawsze chciałam pracować na siebie. Mama, co prawda, przedtem pracowała w przedszkolu i uwielbiała swoją pracę, jednak nie da się ukryć, że w handlu zarobki są lepsze. Dotychczas z powodzeniem pracuje w tej dziedzinie.

Czasem mama nawet mówi mi „rzuć ten taniec i zajmij się handlem” , żeby coś zarobić, bo przecież ja wszystkie pieniądze mogę wydać na nowe kostiumy i ubiory taneczne, a to jest bardzo kosztowne. Ostatnio zaś mam coraz większy kolektyw taneczny. Troszczę się o stroje dla tancerzy, więc wydatki zawsze są spore.

W konserwatorium w Wilnie zdobyłam kwalifikację pedagoga tanecznego i zaczęłam uczyć tańca. Właściwie nigdy nie musiałam szukać pracy, bo miałam dużo ofert, praca sama mnie znajdywała. Pracowałam jakiś czas też w szkole, jednak to nie było dla mnie, bo nie lubię tej instytucji. Uwielbiam pracować z dziećmi i młodzieżą, jednak nie lubię tej atmosfery i aury szkolnej. Od dzieciństwa wiedziałam że najlepiej się czuję tylko na scenie i w sali gimnastycznej. W szkole co prawda nie lubiłam nauczycieli, jednak po tym jak spróbowałam tam pracować, zaczęłam bardzo doceniać ich ogromną pracę. Powinni otrzymywać dziesięciokrotną pensję i złote medale.

Jednocześnie zaczęłam prowadzić szkołę tańca w swojej miejscowości, w Nowej Wilejce, którą bardzo kocham. W ogóle uważam, że każdy powinien pracować tam gdzie mieszka, bo tak jest i wygodniej i istnieje więź emocjonalna, a człowiek czuje, że wnosi coś dla swojej społeczności, wzbogaca swoje korzenie

Jak już wspomniałam, od zawsze chciałam prowadzić swoją działalność: kiedy chodziłam na dżudo, planowałam otworzyć swoją szkołę dżudo dla dziewczyn, a po „przejściu” na taniec wiedziałam, że muszę kiedyś otworzyć swoją szkołę tańca.

Długo pracowałam w szkole tanecznej „7 muz” w Wilnie. Z jej prowadzącą Živilė Miškinytė-Tubelienė, której mąż również jest choreografem, nadal się przyjaźnię. Jestem im bardzo wdzięczna za to, czego mogłam się tam nauczyć, był to bardzo udany start. Na początku swojej kariery byłam jedną z niewielu w Wilnie nauczycielek tańca brzucha.

Po tym, jak mój syn poszedł do przedszkola, wynajęłam salę taneczną w Wilnie i zaczęłam prowadzić lekcje. Wiedziałam, że nie chcę pracować na kogoś, więc pomyślałam, że od początku powinnam inwestować w siebie i rozwijać się. Uczyłam tańca brzucha, który był wówczas na topie, a teraz już królują inne style tańca.

Jednocześnie zaczęłam prowadzić szkołę tańca w swojej miejscowości, w Nowej Wilejce, którą bardzo kocham. W ogóle uważam, że każdy powinien pracować tam gdzie mieszka, bo tak jest i wygodniej i istnieje więź emocjonalna, a człowiek czuje, że wnosi coś dla swojej społeczności, wzbogaca swoje korzenie. W końcu zrezygnowałam też ze studia w Wilnie, które prowadzi teraz jedna z partnerek grupy tanecznej Venus. Zaczęłam prowadzić więcej lekcji tutaj w Wilejce, doszły takie zajęcia jak zumba, aerobik, fitness i inne, dla dzieci i dorosłych.

Jakie trudności stają na drodze, prowadząc własną działalność?

Ja zawsze wiedziałam że chcę robić coś swojego. Jednak samych dobrych chęci nie wystarcza, trzeba też mieć talent i spędzić naprawdę dużo czasu, żeby zrealizować swoje pomysły.

Nie zawsze jest łatwo pracować z ludźmi. Z niektórymi łatwo się współpracuje, a czasem komunikacja z klientem jest zniechęcająca. Jest takie zjawisko, na przykład, w grupie 20 osób prawie zawsze znajdzie się jedna, która ciągle narzeka i czegoś się czepia, jednak i tak ciągle chodzi na zajęcia, tańczy i uczestniczy w działalności szkoły. Z czasem można przyzwyczaić się do takich osób, może to taki typ ludzi.

Ostatnio dało się też odczuć skutki wprowadzenia euro na Litwie. Ludzie kupują i konsumują mniej, przez co jest trochę mniej uczęszczających na lekcje tańca. Niektórzy mówią że „po prostu w tym momencie nie możemy sobie na to pozwolić”, ale miejmy nadzieję, że wkrótce będą lepsze czasy. Ludzie zaczęli żyć skromniej i oszczędzać, no i odmawiają sobie niektórych przyjemności albo rozrywki, takiej jak taniec.

Bardzo lubię prowadzić zajęcia dla dorosłych, jednak jak już mówiłam, trudniej zachęcić ich do tańca, a dzieci są zapisywane przez rodziców, którzy chętniej w nie inwestują, niż w swoje hobby i rozrywki.

Z drugiej strony, ja osobiście mam bardzo pozytywne podejście do życia i to mi chyba pomaga, żeby w ogóle realizować jakieś projekty. Nawet jak jest źle, ciężko, to i tak znajdę coś, za co się można zaczepić, jakieś światełko, które prowadzi do przodu. Szukam plusów, zamiast minusów, myślę że dlatego jest mi też łatwiej żyć.

Zawsze myślę sobie, że „jutrzejszy dzień będzie stokrotnie lepszy”. Nie znaczy to, że żyję nadzieją, tylko sądzę, że życie w ogóle jest bardzo interesujące i fascynujące. Jest tyle rzeczy do poznania i zrobienia. Lubię poznawać ludzi, podróżować, odkrywać nowe kuchnie, uczyć się czegoś nowego, czytać. Czasem kolorów w życiu dodaje zwyczajne wyjście na spacer i odkrycie nowego miejsca. Jest tyle rzeczy do poznania, nie rozumiem jak w ogóle można znudzić się życiem? Jak ktoś pyta „co byś robiła, gdybyś nie tańczyła”? To mówię, że bez problemu znalazłabym coś ciekawego do roboty, tyle tego jest, świat jest fascynujący. Wokół nas jest więcej piękna niż rzeczy brzydkich.

Nie wyobrażam sobie życia bez tańca, nawet gdybym pracowała w jakiejś innej dziedzinie, to taniec i tak by był. Ostatnio miałam taką próbę od życia. Przez pięć lat miałam problem z tarczycą, a w ubiegłym roku mój stan bardzo się pogorszył, nie mogłam prawie tańczyć ani uprawiać aktywności fizycznej, wszystko mnie męczyło. Już myślałam że to starość. W dodatku chorobie towarzyszyła gorączka, przytyłam koło 30 kilogramów i strasznie wypadały mi włosy. Wypróbowaliśmy wszystkie możliwe tradycyjne i nietradycyjne sposoby leczenia, aż w końcu zdecydowałam się na zabieg chirurgiczny, wycięcie tarczycy, w maju bieżącego roku.

W pewnym momencie zaczęłam nawet tracić chęć do tańca, jednak teraz rozumiem, że był to sygnał od mojego organizmu, żebym odpoczęła i zajęła się swoim zdrowiem. Po operacji mam wrażenie, że znów mam 18 lat, pojawiło się strasznie dużo pomysłów na nowe projekty taneczne i nie tylko, nowe ambicje i chęć dalszego rozwoju w tej dziedzinie.

Co ciekawe, starsze osoby chętnie zapisują się na zumbę czy fitness, a na taniec już nie, bo czują się na to już za stare lub „nie w formie”, wstydzą się swojej sylwetki

W tym roku w Nowej Wilejce powstały dwie nowe szkoły taneczne oraz dwa fitness kluby, więc konkurencja szybko rośnie. Na takie miasteczko to już jest dużo. Jednak ta szkoła jest jak moje dziecko i wierzę że będzie dobrze, cały czas się rozwijamy.

Jakich tańców można się uczyć w twojej szkole tanecznej w Nowej Wilejce?

Szkoła w Nowej Wilejce działa już 9 lat. Wspomnę też, nie tak dawno została powiększona nasza sala taneczna. W tym momencie można chodzić na zajęcia street dance, solo latino, taniec brzucha, zumbę, show dance, strip plastica, fitness. Większość zajęć jest dla dzieci i młodzieży, niektóre dla dorosłych.

Bardzo lubię prowadzić zajęcia dla dorosłych, jednak jak już mówiłam, trudniej zachęcić ich do tańca, a dzieci są zapisywane przez rodziców, którzy chętniej w nie inwestują, niż w swoje hobby i rozrywki. Jest to naturalne, tym bardziej że z powodu wprowadzenia euro wiele rodzin musiało zacząć bardziej oszczędzać.

Po drugie, szczególnie kobiety często się krępują, muszą się przełamać, żeby zacząć tańczyć. Co ciekawe, starsze osoby chętnie zapisują się na zumbę czy fitness, a na taniec już nie, bo czują się na to już za stare lub „nie w formie”, wstydzą się swojej sylwetki. Szkoda że ludzie na Litwie tak myślą. Często słyszę „mam już 40 lat, już trochę późno zaczynać tańczyć”, na co odpowiadam że „gdzie, kobieto, to sam czas!”. Często też podaję przykład kobiety, która już od dawna jest na emeryturze, jednak od początku powstania szkoły przychodzi na zajęcia, tańczy taniec brzucha i jest w tym naprawdę dobra, więc wiek nie jest żadnym wyznacznikiem. Ostatnio mamy też jednego tancerza, który na co dzień jest strażakiem i bardzo polubił zajęcia tańca. W wielu krajach Europy ludzie chętnie uczą się tańca nawet na emeryturze, choć pewnie sprzyjają temu również warunki finansowe.

A grupa taneczna Venus, która też jest twoim „dzieckiem”, powstała później niż szkoła?

Nie, najpierw powstała właśnie grupa taneczna, około 15 lat temu. Zaczęło się od tego, że na początku robiłam performanse taneczne sama, ale wiele osób interesowało się możliwością zaproszenia na występ grupy tanecznej, więc dołączyły do mnie jeszcze dwie dziewczyny. Wykonywałyśmy taniec brzucha, a także mój ulubiony indyjski taniec współczesny, następnie powstał taniec cygański.

Po jakimś czasie uświadomiłyśmy sobie, że grupa powinna posiadać jak najbardziej różnorodny repertuar taneczny, żeby zainteresować klientów i widzów. Więc powoli w programie znalazły się tańce z całego świata: doszły tańce brazylijskie, polskie rosyjskie, taniec gejszy, kowbojski, kankan itd. Jest to dosyć fenomenalne, że jedna grupa taneczna wykonywała tyle gatunków tańca, uwzględniając fakt, że jest to bardzo profesjonalne wykonanie. O ile mi wiadomo, na dzień dzisiejszy jest to jedyna grupa taneczna posiadająca tak bogaty repertuar.

Ile osób tworzy zespół taneczny? Czy są to głównie kobiety?

Więc na początku grupa Venus składała się z trzech osób, później z czterech. Teraz kolektyw, już właśnie nie grupa, tylko kolektyw, liczy 10 osób, a ja zawsze marzyłam o bardzo licznej grupie tanecznej. Udało się to osiągnąć dzięki wsparciu pewnego sponsora. Zaś nasz pokaz klient może zamówić w różnych zestawach i kombinacjach, od kilku do dziesięciu osób.

W zespole jest też jeden mężczyzna, znany zawodowy gimnasta litewski, który jest między innymi członkiem komisji oceniającej na igrzyskach światowych. Wzbogaca nasze show taneczne elementami gimnastycznymi, co też jest pewnym fenomenem na scenie wileńskiej. Choć na początku nie chciał tańczyć, bo jednak jest gimnastą, to w końcu udało się go przekonać i jest bardzo potrzebny w naszym zespole, jest naszym „solistą”.

W tym momencie jestem bardzo zadowolona z poziomu kolektywu Venus i myślę że będziemy działali jeszcze przez wiele lat.

Dodam też, że od niedawna jest mężem jednej z moich tancerek, a więc zapoznali się dzięki pracy w kolektywie, z czego się cieszę.

Poza tym, każdy członek kolektywu jest zawodowym tancerzem, wszyscy prowadzą lekcje tańca: ktoś uczy tańca sportowego, tańca ulicznego, współczesnego itd. Choć grup tanecznych w Wilnie i okolicach nie brakuje, to jednak najczęściej tworzą je zawodowcy i amatorzy, my zaś mamy szczęście, że wszyscy są zawodowcami.

W tym momencie jestem bardzo zadowolona z poziomu kolektywu Venus i myślę że będziemy działali jeszcze przez wiele lat. Co prawda z młodymi kobietami jest ten problem, że często się zmieniają: jedna wyjeżdża z kraju, inna zachodzi w ciążę. Jest ciągła rotacja.

Najważniejszym dla mnie jest zrobienie dla ludzi naprawdę dobrego show. Czasem są to wielkie koszty finansowe, mogę włożyć ostatnie pieniądze w zakup nowych strojów i będę się niezmiernie cieszyć tego, że moi tancerze wyjdą na scenę z niespotykanymi w Wilnie pióropuszami czy kostiumami, to jest pokarm dla mojej duszy. Zarobek też jest na trochę dalszym planie, najważniejsze jest doskonalić swoje show, pokazać najlepsze co się da.

Chciałabym, żeby kolektyw kiedyś wyrósł nawet do 30 osób, żebyśmy częściej koncertowali za granicą. Teraz też nieraz występujemy za granicą, ostatnio częściej na Łotwie, głównie na festiwalach i konkursach.

Wkrótce, w końcu lutego 2018 roku odbędzie się nasz jubileuszowy koncert z okazji 15-lecia istnienia kolektywu Venus w lokalu „Legendos klubas” w Wilnie o czym będziemy informować na naszej stronie.

Dziękuję za rozmowę!

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej