Wilno i Wileńszczyzna
Agata Antoniewicz

Historia pewnego dworu: Żelazna chatka

Historia ta sięga połowy XIX w. Drążąc temat pewnej zagadkowej dzielnicy Wilna przy cmentarzu na Rossie, która za dzisiejszych czasów już odeszła w zapomnienie, kiedyś przyciągała swym krajobrazem pysznymi przekąskami miejscowych wilnian jak i przejezdnych, nawet mężowie poważni i mający zasługi na polu nauki, literatury i sztuki byli tam częstymi gośćmi, a miejsce to było porównywane niegdyś do Ogrodu Botanicznego, choć tamten swą powierzchnią nie mógł jej dorównać.

Legendę, jaką słyszałam będąc dzieckiem, którą pragnę się podzielić była opowieść mojego dziadka Wacława Antoniewicza, który mówił, że jego dziadek Aleksander Antoniewicz (ur. 1835 r.- zm. 1903 r.) niegdyś został poproszony o nakrycie dachu tej chaty, która nie miała żadnego gwoździa, podobno nawet zamki były z drewna, żelazną blachą. Po wykonaniu zlecenia Chatka ta położona wśród fantastycznych gór i wąwozów, pokrytych gęstymi krzakami leszczyny, z pośród których wznoszą się sosnowe i dębowe drzewa z nowym zadaszeniem obrała nazwę „Żelazna chatka”. Syn Aleksandra Ludwik Antoniewicz (ur. 1876 r. – zm. 1935 r.) zakupił ziemię obok dworku zakochał się w prababci Helenie Antoniewicz z domu Tyryło, która pracowała na przejeździe kolejowym nieopodal i wybudował tam ich wspólny dom.

Na samym początku swojego rozkwitu mieszkańcy żelaznej chatki mieli kilka krów, których mleko z kawałkiem razowego chleba, stanowiło jedyny produkt, którym przybywająca publiczność, mogła się do syta ufetować. Później przerosła w miejsce gdzie liczne uczęszczanie publiczności na balety w żelaznej chatce, dowodziło chętnego oglądania warszawskich artystek i artystów, bez względu na stopień ich talentu. Co prawda w pewnym okresie swego istnienia gospodarzem lepianki położonej wśród gór i wąwozów został niejaki Izraelita, który podobno na skutek zawyżonych cen i tandetnych przedstawień zniesławił to miejsce.

Natomiast jak pisze Władysław Zahorski w przewodniku po Wilnie z 1927 r. : „Żelazna Chatka w odległości 1 1 /2 wiorsty od miasta w blizkości toru kolejowego, dawniej była ulubionem miejscem spacerów wilnian. W r. 1862 tu był punkt zborny pierwszej partji powstańców wileńskich”.

Nie jest to jedyne źródło, które opisuje to miejsce, gdyż na łamach Kuriera Warszawskiego z dnia 13 (25) lipca 1861 roku ukazał się artykuł opisujący uroczystości Zielonych Świątek w Kalwarii, Święto BOŻEGO CIAŁA w Wilnie oraz: „W Kościele Śgo JANA w dniu tegoż Patrona Nabożeństwo, a po nim po południu ludowe zabawy na Rossie (tak się zwie plac obszerny tuż za miastem położony pomiędzy cmentarzem Rossa a restauracją Żelazna Chatka)”.

Dziś stoi przebudowany dwór, który ludzie podocznie nazywają byłym zajazdem, tą słynną żelazną chatką łączącą ludzi różnego pokroju i pomimo historii, która za nią stoi, patrząc na żelazną chatkę XXIw., wydaje mi się, że jeszcze mamy czasy połowy XIX wieku. Ulica przed wojną zwana Żelazną Chatką, zmieniła swą nazwę na Geležinė. Dziś zapomniana od niedawna „wyasfaltowana”, a w miejscu zajazdu od dziesięciu lat ruina „czyjejś własności”.

Zapraszam na spacer Żelazną Chatką, gdyż można się tu pogrążyć w czasy przed końcem ósmego dziesiątka lat ubiegłego stulecia, zaledwie półtora kilometra od centrum stolicy Litwy.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!