Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Historia, która nie ma końca. Czy klasztor franciszkanów wróci do zakonu?

Decyzja sądu zapadła osiem miesięcy temu. Budynki klasztoru franciszkanów w Wilnie, znajdującego się przy kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Piaskach, wciąż jednak nie wracają do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. "Traktujemy to jako niechęć, aby wypełnić akt restytucyjny" - mówi ojciec Marek Dettlaff, gwardian klasztoru i rektor kościoła franciszkanów.

Ta historia ma wiele początków, na razie jednak nie ma końca. Pierwszy początek to powstanie w Wilnie kościoła i klasztoru franciszkanów. Nastąpiło to prawdopodobnie około roku 1421, mimo że historia franciszkanów w Wilnie sięga czasów jeszcze bardziej odległych. Losy tego zgromadzenia w stolicy Litwy nie toczyły się gładko – dotykały go wszystkie wojny, okupacje, pożary, epidemie. W roku 1710 prawie wszyscy wileńscy franciszkanie wymarli od dżumy.

Kościół i budynki klasztorne najbardziej ucierpiały podczas wojny w 1812 roku, a w okresie między powstaniami część budynków została zajęta przez władze carskie. Franciszkanie aktywnie wspierali powstańców styczniowych, dlatego po roku zabrano im klasztor, a kościół zamknięto. Od tamtej pory budynki klasztoru używane były jako mieszkania, lokale, magazyny. Na początku XX w. działały tu Litewskie Towarzystwo Nauk i pierwsza w Wilnie szkoła litewska.

Franciszkanie powrócili do kościoła w roku 1934, klasztor odzyskali ostatecznie w 1938. Po trzech latach został on znacjonalizowany przez władzę radziecką. W niepodległej Litwie kościół zwrócono zakonowi w 1998 r. Klasztor natomiast dalej pozostawał w cudzych rękach.

Proces „prychwatyzacji”

Drugi początek to okres „dzikiego kapitalizmu” – schyłek Związku Radzieckiego i początki niepodległego państwa litewskiego, kiedy znacjonalizowany w czasach radzieckich majątek klasztoru został przekazany do użytku zarządowi Związków Zawodowych. Zarząd z kolei zezwolił na korzystanie z tego mienia Stowarzyszeniom Nauk Technicznych Litwy. Podczas kolejnego zjazdu Stowarzyszeń Nauk Technicznych Litwy organizacja zrzekła się podległości wobec organizacji sowieckich i została przemianowana na Litewską Asocjację Stowarzyszeń Nauki i Techniki.

W 1991 r. zrzeszenie to – wraz z innymi osobami prawnymi – podpisało umowę założycielską spółki Mokslo ir technikos rūmai. Na podstawie tej umowy akcje założonej spółki opłacono wkładem niegotówkowym – budynkami klasztornymi, którymi asocjacja nie mogła formalnie dysponować, gdyż majątek należał do państwa. Później spółka Mokslo ir technikos rūmai została przemianowana na Pranciškonų rūmai i bez przeszkód zarządzała klasztorem, większość pomieszczeń przeznaczając na wynajem.

Jako że państwo nigdy nie przekazało praw własności do budynków klasztornych zarządowi Związków Zawodowych, wszystkie późniejsze transakcje w których figuruje majątek zakonu były nielegalne. Udowodnienie tej prostej prawdy Zakonowi Braci Mniejszych Konwentualnych (franciszkanów) zajęło ponad 9 lat. W lipcu 2004 r. zakon zwrócił się do sądu z wnioskiem o unieważnienie rejestracji budynków klasztornych na imię spółki Pranciškonų rūmai, dokonanej w roku 1994, i o przekazanie budynków rządowi litewskiemu. Po wielu procesach w sądach różnej instancji, odwołaniach i procedurach, zapadł ostateczny wyrok.

Ministerstwu się nie śpieszy

Trzeci początek to moment, w którym właściwie powinien nastąpić koniec całej historii. W lutym b.r. Sąd Najwyższy Litwy zakończył sprawę, uznając ostatecznie i nieodwołalnie, że budynki klasztorne mają wrócić do państwa. Następnym krokiem powinno być zwrócenie ich zakonowi w ramach obowiązującego na Litwie prawa restytucji. Mimo to Ministerstwo Gospodarki Litwy do tej pory nie poczyniło konkretnych kroków.

„Ministerstwo Gospodarki było zobowiązane jeszcze przez poprzedni rząd, by przygotować całą dokumentację przekazania klasztoru dla zakonu. Przez prawie osiem miesięcy ministerstwo nie było w stanie tego zrobić ani zarejestrować na państwo budynku klasztornego” – mówi ojciec Marek Dettlaff.

Franciszkanie przerejestrowali budynki klasztorne na państwo z własnej inicjatywy, płacąc w tym celu 6 tys. litów ze swoich środków.

Zmieniony czy nie?

Ministerstwo nadal nie śpieszy się jednak z decyzją. W końcu września podało, że przed zwróceniem budynków klasztornych należy ustalić, czy powierzchnia klasztoru nie została zwiększona o ponad trzecią część tak, że nowopowstałą powierzchnię można oddzielić od byłej oraz czy główne konstrukcje budynku nie były zmienione w ponad 50 proc.

Kwestia zwrotu klasztoru dla zakonu to kwestia, czy jesteśmy państwem prawa, które respektuje ustawy.

Co prawda, przeprowadzona w czasie procesu sądowego była ekspertyza wykazała, że nie ma dokumentów potwierdzających zmianę budynku klasztornego. Departament Ochrony Zabytków również potwierdził, że w budynku nie nastąpiły żadne znaczące zmiany – jest on zabytkiem i nie mógł być zmieniony. Kilka miesięcy temu była przeprowadzono inwentaryzacja budynku, która wykazała, że jest on w 90 proc. autentyczny.

Podkreśla to również przewodnicząca Państwowej Komisji Dziedzictwa Kulturowego Gražina Drėmaitė. „W czasach radzieckich klasztor nie był poddany renowacji, a że we wnętrzu pomalowano ściany, to nic nie znaczy. Kwestia zwrotu klasztoru dla zakonu to kwestia, czy jesteśmy państwem prawa, które respektuje ustawy. Budynki mają być zwrócone właścicielom, jest to fakt bezapelacyjny i niepodważalny. Wszyskie inne teorie czy wymówki są zwykłą manipulacją” – mówi G. Drėmaitė.

W klasztorze bez zmian

Komunikacja pomiędzy klasztorem a instytucjami państwowymi przebiega jednak raczej ospale.

„Nie ma żadnych oficjalnych informacji, wszystko wisi w powietrzu. Oczekujemy – piszemy pisma do Ministerstwa Gospodarki, do premiera i czekamy. Pisma przychodzą z opóźnieniem – nie po dwóch tygodniach, a po dłuższym okresie, albo nie przychodzą w ogóle. Są to odpowiedzi ogólne, niekonkretne” – opowiada o. Marek Dettlaff.

Tymczasem były właściciel wciąż zajmuje budynki klasztorne. Obecnie wynajmuje pomieszczenia około 30 najemcom, czerpiąc z tego zyski w wysokości około 250 tys. litów rocznie.

Atrakcyjna nieruchomość o powierzchni ponad 6 tys. metrów kwadratowych w centrum Wilna przyciąga także kolejnych chętnych. Ostatnio kampanię w mediach rozpoczął Uniwersytet Wileński, który uznał, że należą mu się budynki klasztorne, gdyż przez kilka lat działała w nich szkoła litewska, a także mieszkał prekursor niepodległości Litwy Jonas Basanavičius.

„Jest to wyraz wielkich pragnień, aby mieć jeszcze więcej, niż się już ma” – kwituje o. Dettlaff.

„Idziemy z otwartym sercem”

Franciszkanie, którzy liczą swoją obecność w Wilnie od XIII wieku, są przekonani, że budynek powinien wrócić do nich.

Mamy wizję i jesteśmy przygotowani aby budynek przyjąć, zagospodarować go, aby służył społeczeństwu i kościołowi.

„Mamy wizję i jesteśmy przygotowani aby budynek przyjąć, zagospodarować go, aby służył społeczeństwu i kościołowi. Zamierzamy w nim kontynuować naszą działalność kulturową, oświatową i ewangelizacyjną” – mówi o. Marek Dettlaff.

„Nadal wierzymy w dobrą wolę państwa i rządu. Wiele razy zarówno rząd Andriusa Kubiliusa, jak i niektórzy członkowie obecnego rządu dowiedli, że mają świadomość, iż trzeba wypełnić akt restytucyjny, trzeba wypełnić sprawiedliwość i oddać budynek klasztorny dla prawdziwych właścicieli. Mamy nadzieję że to się dokona, idziemy z otwartym sercem i wierzymy że kiedyś wrócimy do swojego domu” – dodaje przeor franciszkanów.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!