Euro 2016: Historyczny triumf Portugalii!

Reprezentacja Portugalii po dogrywce pokonała Francję 1:0 (0:0;0:0) i sięgnęła po pierwsze w historii mistrzostwo Europy. Bramkę na wagę historycznego tytułu strzelił w 109. minucie po indywidualnej akcji Eder.

onet.pl
Euro 2016: Historyczny triumf Portugalii!

Fot. PAP/EPA

Portugalia i Francja w swoich pierwszych meczach Euro 2016 nie zachwycały. Podopieczni Fernando Santosa, rywalizujący w teoretycznie najsłabszej grupie z Islandią, Austrią i Węgrami, do ostatniej chwili drżeć musieli o awans do najlepszej szesnastki turnieju, po trzech remisach kończąc rywalizację dopiero na trzecim miejscu. To sprawiło, że los w 1/8 skojarzył ją z Chorwacją – najlepszą drużyną grupy D. Ekipie z Półwyspu Iberyjskiego udało się wygrać dzięki bramce strzelonej w końcówce dogrywki.

W ćwierćfinale z kolei piłkarze Santosa mierzyli się z Polską. Po 120 minutach gry remisowali 1:1, lecz skuteczniej egzekwowali „jedenastki”, co dało im przepustkę do meczu o finał. W nim wreszcie pokazali pazur, pokonując Walię 2:0. Co ciekawe, było to ich jedyne w całym Euro zwycięstwo odniesione w regulaminowym czasie gry.

Francja z kolei wygrała swoją grupę, w której rywalizowała z Rumunią, Albanią i Szwajcarią, jednak styl, w jakim tego dokonała, nie mógł napawać kibiców Trójkolorowych optymizmem. Bramki na wagę trzech oczek w starciach z Rumunami (2:1) i Albanią (2:0) padły dopiero w samych końcówkach meczów. Helwetom gospodarze nie byli w stanie strzelić (0:0), jednak awans z pierwszej pozycji stał się faktem.

W 1/8 finału Francja mierzyła się z Irlandią i już od pierwszych minut zmuszona była odrabiać straty. Ostatecznie udało się wygrać 2:1, jednak na podopiecznych Didiera Deschampsa spadła kolejna fala krytyki. Oddalili oni ją od siebie dopiero po znakomitym występie przeciwko Islandii i efektownemu zwycięstwu 5:2.

Do finału gospodarze przystępowali uskrzydleni zwycięstwem nad Niemcami (2:0), w którym ponownie pokazali się z dobrej strony, bezlitośnie wykorzystując słabości rywala. Przystępowali w roli zdecydowanego faworyta, jednak pierwsze minuty spotkania zapowiadały, że spotkanie będzie o wiele bardziej wyrównane, niż początkowo mogło się wydawać.

To Portugalczycy przeprowadzili bowiem pierwszą groźną akcję: w czwartej minucie Cedirc znakomicie odszukał Naniego, ten zwiódł francuskich defensorów i uderzył piekielnie mocno, przenosząc piłkę tuż nad poprzeczką. W odpowiedzi uderzać próbował Sissoko, ale pomylił się wyraźnie. Deschamps nakazał swoim podopiecznym przesunięcie ciężaru gry w kierunku bramki Rui Patricio, jednak większość akcji zaczepnych kończyła się nadal w strefie środkowej.

Znakomitą okazję do objęcia prowadzenia Trójkolorowi mieli w 9. minucie. Payet kapitalnie zagrał do Griezmanna, a ten przymierzył głową pod poprzeczkę. Ekipę, która za burtę turnieju wyrzuciła między innymi Polskę uratował tylko refleks Patricio. Potem gra nieco się uspokoiła, aż do 17. minuty, kiedy to na ekipę Santosa spadł potężny cios: na murawę po starciu z Payetem runął Cristiano Ronaldo i długo nie podnosił się z boiska. W końcu opuścił je o własnych siłach i po interwencji sztabu medycznego wznowił grę, jednak uraz nie pozwolił mu na walkę na pełnych obrotach. W 23. minucie został zmieniony przez Quaresmę, a na ponad dziesięć milionów obywateli Portugalii padł blady strach.

Bez swojego lidera piłkarze Santosa zaczęli grać dużo ostrożniej, starając się utrzymać rywala możliwie najdalej od własnej bramki. Francuzi swoje ataki konstruowali spokojnie, lecz w końcu stanęli przed dogodną szansą: w 32. minucie Sissoko próbował zaskoczyć Patricio strzałem z ostrego kąta, lecz golkiper w znakomitym stylu obronił strzał. Portugalia starała się odpowiedzieć i bliska tego była w 38. minucie, jednak Nani w znakomitej okazji zamiast uderzać, zbyt długo holował piłkę.

Ostatnie momenty pierwszej połowy należeć mogły do Trójkolorowych: w 41. minucie Payet znakomicie podał na środek do Girouda, jednak błyskawicznie doskoczyło do niego dwóch defensorów, którzy zablokowali jego strzał. Na przerwę obie ekipy schodziły bez bramkowego skalpu, ale statystyczną przewagę mieli Trójkolorowi, którzy oddali trzy celne strzały, podczas gdy Portugalczycy – ani jednego.

Drugą część gry znów aktywniej rozpoczęła ekipa Santosa, która w pierwszych minutach nie opuszczała połowy Trójkolorowych. Brak Ronaldo był jednak bardzo widoczny: kilkukrotnie Portugalczycy „w ciemno” zagrywali tam, gdzie powinien być ich lider, tracąc w ten sposób piłkę. Francuzi odpowiedzieli uderzeniem Pogby z 54. minuty, jednak próba pomocnika Juventusu Turyn była niecelna. Na murawie po zmianie stron nie działo się zbyt wiele. Żywiołowy doping publiczności nie skłaniał Francuzów do śmielszych ataków, a rywale starali się kąsać groźnymi kontratakami. W 56. minucie w pole karne Trójkolorowych dobrze dośrodkował Joao Mario, jednak Nani przegrał pojedynek z obrońcami.

W 58. Minucie Didier Deschamps zdecydował się na pierwszą zmianę: boisko opuścił Payet, w miejsce którego pojawił się Coman. Już kilka sekund po wejściu na boisko młody zawodnik idealnie dograł do Griezmanna, który uderzył z narożnika pola karnego, jednak zbyt lekko, by zaskoczyć dobrze dysponowanego Patricio.

Tylko piłkarz Atletico Madryt wie, dlaczego nie udało mu się skierować piłki do bramki w 66. minucie. Po kolejnym bardzo dobrym zagraniu Comana Griezmann znalazł się we właściwym miejscu, lecz nie trafił czysto w piłkę, która minęła bramkę Portugalii. Dwie minuty później bardzo aktywny pomocnik Bayernu Monachium błysnął po raz kolejny, decydując się na groźny strzał z dystansu.

W 75. Minucie przewaga Francuzów powinna zostać nagrodzona: w polu karnym znalazł się Giroud, do którego podał, a jakże, Coman. Napastnik uderzył piekielnie mocno, lecz Patricio w sobie tylko znany sposób sparował uderzenie.

Francja przeważała, ale była nieskuteczna, za co mogła ponieść najwyższą cenę. W 80. Minucie Nani wrzucił piłkę „za kołnierz” Llorisa, którego uratowała poprzeczka. Nim golkiper Trójkolorowych zdołał się otrząsnąć, zmuszony został do kolejnego wysiłku po efektownym, lecz zbyt czytelnym strzale Quaresmy przewrotką. Odpowiedź ekipy Deschampsa przyszła bardzo szybko: pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Sissoko uderzył z około 40 metrów, lecz po raz kolejny bardzo dobrze interweniował Patricio.

Kiedy już wydawało się, że oba zespoły odliczać będą sekundy do dogrywki, Francuzi przeprowadzili akcję, która mogła przesądzić o ich sukcesie. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Gignac przyjął piłkę w polu karnym, oszukał Pepe i huknął na bramkę, trafiając w słupek. Kolejne trzydzieści minut emocji stało się faktem.

Dogrywka rozpoczęła się od mocnego akcentu w wykonaniu Portugalii: po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Pepe uderzył tuż obok słupka. Gdyby nawet piłka wpadła do siatki, gol nie zostałby uznany, bo sędzia dopatrzył się pozycji spalonej urodzonego w Brazylii defensora. Francuzi, tak jak miało to miejsce w pierwszej i drugiej połowie, szybko przejęli inicjatywę, meldując się na stałe na połowie ekipy Santosa. Na sytuacje strzeleckie nijak się to jednak nie przekładało – Trójkolorowi wymieniali podania przed polem karnym rywala, egzekwowali rzuty rożne, ale na tablicy wyników wciąż widniało 0:0.

W 104. minucie po raz kolejny bardzo blisko gola była z kolei Portugalia. Quaresma dośrodkował z rzutu rożnego a Eder celnie uderzył. W ogromnym zamieszaniu Lloris zachował jednak zimną krew i odbił tę próbę.

Francuzom sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, lecz szczęście im sprzyjało: w 107. minucie piłkę ręką zagrywał Koscielny a arbiter podyktował rzut wolny około 20 metrów od bramki Llorisa. Guerreiro przymierzył a piłka po raz drugi w meczu zatrzymała się na poprzeczce bramki Trójkolorowych. Co nie udało się wtedy, przyszło 120 sekund później: indywidualna akcja Edera, który przed polem karnym zgubił obrońcę i precyzyjnie przymierzył dała Portugalii prowadzenie.

Po stracie bramki Francja ruszyła do ataku, jednak biła głową w mur a ekipa z Półwyspu Iberyjskiego odgryzała się groźnymi kontrami. Cristiano Ronaldo z ławki rezerwowych pokrzykiwał na kolegów, nawołując, by skupiali się na defensywie. Trójkolorowi nic już nie zdziałali – Mark Clattenburg zagwizdał po raz ostatni a historyczne, pierwsze mistrzostwo dla Portugalii stało się faktem.

PODCASTY I GALERIE