Dyskusja w PKD: Kto zapłaci za nadawanie TVP na Litwie?

Brak pieniędzy, problemy z prawem autorskim oraz brak jakiegokolwiek sygnału ze strony Polski – to są podstawowe przyczyny, dlaczego na Litwie nie można oglądać TVP i innych polskich telewizji.

Antoni Radczenko
Dyskusja w PKD: Kto zapłaci za nadawanie TVP na Litwie?

Takie wnioski można było wyciągnąć po wczorajszej dyskusji zorganizowanej przez Polski Klub Dyskusyjny w Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk, której prelegentami byli: prezes Litewskiej Komisji ds. Radiofonii i Telewizji Edmundas Vaitekūnas, prezes Litewskiego Stowarzyszenia Telewizji Kablowych Vaiva Žukienė oraz dyrektor służby informacyjnej telewizji LRT Audriusem Matonis.

„W maju br. Polski Klub Dyskusyjny zwrócił się do Litewskiej Komisji ds. Radiofonii i Telewizji oraz do odpowiednich instytucji w Polsce (Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz AB Telewizja Polska), żeby została wznowiona retranslacja polskiej telewizji na Litwie. Argumentowaliśmy to względami bezpieczeństwa informacyjnego oraz ważnym aspektem do zachowania naszej kultury i tradycji” – powiedział na początku Artur Zapolski, prezes PKD oraz moderator wczorajszej dyskusji. Zapolski podkreślił, że na przełomie lat 80-90 – tych telewizja polska była ważnym elementem odrodzenia polskości na Litwie. Wówczas zwiększyła się liczba uczniów i szkół polskich w kraju. Zdaniem moderatora telewizja może przyczynić się do wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego.

Brak pieniędzy i praw autorskich

Edmundas Vaitekūnas poinformował zebranych, że temat polskiej telewizji jest poruszany, zarówno w samej komisji oraz podczas różnych spotkań na szczeblu rządowym i ministerskim. „Wszystko jednak opiera się na pieniądzach. Wszystko zależy od praw autorskich. Inna sprawa jest taka, czy telewizje polskie chcą nadawać na Litwie oraz kto ma ponieść koszty” – powiedział prezes Litewskiej Komisji ds. Radiofonii i Telewizji.

Vaitekūnas zaznaczył, że jest zwolennikiem nadawania polskiej telewizji na Litwie, ponieważ jeszcze w czasach ZSRR mieszkając w Szawlach jeździł w weekendy do Olity, aby oglądać TVP.

Z prezesem Litewskiej Komisji ds. Radiofonii i Telewizji zgodziła się Vaiva Žukienė. Jej zdaniem główny problem tkwi nawet nie w pieniądzach, ale w prawach autorskich. „W latach 90-tych był okres, kiedy nikt nie zwracał uwagi na prawa autorskie czy licencje, ale ten czas szybko się skończył. Większość telewizji ma wykupione licencje na określone programy i nie może nadawać ich poza granicami kraju” – oświadczyła prezes Litewskiego Stowarzyszenia Telewizji Kablowych.

Kto będzie oglądać?

Audrius Matonis zwrócił uwagę na inny aspekt problemu. „Telewizja Polonia raczej nie cieszy się wielką popularnością wśród miejscowych Polaków. Nie mówię już o Litwinach. Z pewnością poziom nie jest gorszy, a czasem nawet lepszy od sporej części produkcji litewskich lub rosyjskich. Powstaje więc pytanie: jeśli nie oglądacie Polonii, to czy będziecie oglądać inne telewizje?” – zapytał retorycznie Matonis oraz dodał, że sam czasem ogląda TV Polonia, chociaż nie zna języka polskiego, korzysta jednak z angielskich napisów, które umożliwia telewizja.

Wszyscy trzej rozmówcy powiedzieli, że Polska nie oferowała żadnej pomocy, aby TVP powróciła na litewskie ekrany w przeciwieństwie np. do Niemiec, których przedstawiciele ,,przyjeżdżają i zabiegają o nadawanie niemieckojęzycznych kanałów”. Žukienė dodała nawet, że słyszała pogłoski, iż TV Polonia chce nadawać na Litwie na zasadach komercyjnych. „Być może warto zrobić podobną dyskusję po stronie polskiej. Zaprosić polskich kolegów. Chętnie bym uczestniczyła w takiej dyskusji. Być może wspólnymi siłami udałoby się rozwiązać problem” – powiedział Edmundas Vaitekūnas.

Nie ma zapotrzebowania

Z sali padło również pytanie: czy sami Litwini potrzebują polskiej telewizji i czy mogłaby konkurować ze stacjami rosyjskimi i zachodnimi? „Bardzo bym chciał, aby było inaczej, ale nie ma zapotrzebowania na polską telewizję w litewskim społeczeństwie. Nie mówię tu o garstce intelektualistów czy polonofilów. W ZSRR Litwini nie oglądali TVP ze względu na polską produkcję, tylko po to, by zobaczyć amerykański film lub występ zespołu ABBA. Zresztą w ZSRR nie było niczego, natomiast obecnie polska telewizja nie byłaby w stanie konkurować na polu rozrywkowym z telewizją rosyjską lub zachodnią. Ludzie oglądają telewizję przede wszystkim ze względu na rozrywkę” – oświadczył Matonis.

Z przedstawicielem LRT nie zgodziła się przedstawicielka sieci kablowych. „Z pewnością popyt byłby. Na Litwie mieszka spora grupa osób, która zna język polski. Zwłaszcza w starszym wieku. Dlatego mogłaby konkurować z telewizjami rosyjskimi, gdyby oczywiście to byłby normalny produkt” – zaznaczyła Žukienė.

Rosyjska propaganda

Dyskutując o polskiej telewizji nie sposób było pominąć tematu kremlowskiej propagandy serwowanej przez liczne rosyjskie stacje. W trakcie dyskusji doszło nawet do krótkiego spięcia pomiędzy przedstawicielem LRT a prezeską. Matonis, który od lat prowadzi wojnę z sieciami kablowymi, zarzucił Žukienė, iż zamawiając podstawowy pakiet „na wstępie otrzymujesz” kilkanaście rosyjskich kanałów. „Skąd może pojawić się inne zapotrzebowanie, jeśli od 25 lat zachodnie produkcje najczęściej trafiają do nas w języku rosyjskim. (…) Dlaczego będąc obywatelem Unii Europejskiej dostaję telewizje, których nie chcę oglądać? Nie jesteśmy żadnym Talibanem. Nie mówię o zabranianiu. Jednak niech będą w oddzielnym pakiecie, za dodatkową opłatą” – dziwił się szef programowy LRT.

„Rosyjskie telewizje są europejskimi telewizjami. Są zarejestrowane w Unii Europejskiej. Nie nadajemy stricte kanałów z Rosji, więc na jakiej zasadzie możemy ich nie pokazywać. Na zasadzie języka? To byłaby dyskryminacja” – zripostowała Žukienė.

Na zakończenie przedstawicielka sieci kablowych powiedziała, że sprawa polskiej telewizji na Litwie nie jest przesądzona. Można rozważyć kilka wariantów. Jednym z nich byłby kanał kodowany z polskimi telewizjami. Wówczas łatwiej by było, jeśli chodzi o kwestie praw autorskich.

PODCASTY I GALERIE