Dwie strony medalu sieci H&M. „Pracownicy tracą przytomność ze zmęczenia”

W najbliższy weekend szwedzki koncern odzieżowy H&M otworzy swój pierwszy sklep na Litwie. Z tej okazji na każdym przystanku w Wilnie i na billboardach widnieje ogromna reklama informująca o ,,niecodziennym wydarzeniu”. Organizatorzy otwarcia zapowiadają masę niespodzianek, bonów rabatowych i innych atrakcji. Czy druga strona medalu jest tak samo piękna, jak witryny sklepów H&M?

Ewelina Mokrzecka
Dwie strony medalu sieci H&M. „Pracownicy tracą przytomność ze zmęczenia”

H&M przyciąga swoich klientów nie tylko modnymi ubraniami i akcesoriami, ale też stosunkowo niską ceną. Nie od dziś wiadomo, że wiele firm odzieżowych w celu zmniejszenia kosztów produkcji przenosi swoje zakłady do Azji, gdzie siła robocza jest bardzo tania. H&M nie jest w tym odosobniony.

Kilkakrotnie wybuchały afery, w ogniu których stał szwedzki koncern, a przyczyną były głodowe pensje pracowników. W Kambodży pracownik fabryki H&M zarabia 45 centów na godzinę. Sprawę w ubiegłym roku nagłośniła szwedzka telewizja, która zaprezentowała dokument obrazujący skrajne ubóstwo pracujących ponad 70 godzin tygodniowo szwaczek, które masowo tracą przytomność w pracy ze zmęczenia i niedożywienia.

Warto przypomnieć również o zawaleniu się ośmiokondygnacyjnego budynku Rada Plaza w stolicy Bangladeszu mieszczącego wielkie szwalnie. W tragedii śmierć poniosło ponad 1 tys. 200 robotników. Jak wykazało śledztwo, fabrykę umiejscowiono w niedostosowanym do potrzeb przemysłu budynku o przeznaczeniu mieszkalnym. Cienkie stropy nie podołały ciężarowi pracujących urządzeń.

W celu załagodzenia powyższych napięć w maju br. europejscy giganci branży odzieżowej – włoska firma Benetton, hiszpańska Inditex (Zara), brytyjski Marks and Spencer, szwedzki H&M i francuski  i in. podpisali porozumienie w sprawie poprawy warunków bezpieczeństwa w przemyśle tekstylnym w Bangladeszu. Porozumienie poparły międzynarodowe centrale związków zawodowych IndustriALL i UNI Global Union, które powstały w 2012 roku (zrzesza 50 mln robotników w 50 krajach, a UNI Global – 20 mln).

Wydawałoby się, że smutna historia ma dobre zakończenie. Bangladesz jest drugim na świecie, po Chinach, eksporterem tekstyliów, a H&M jest dziś głównym odbiorcą ubrań tam produkowanych. Przemysł ten zatrudnia ponad 40 proc. siły roboczej w kraju i dostarcza 80 proc. całego eksportu, co daje ludziom zatrudnienie.

Wszystko się jednak zmienia, potrzeby konsumentów rosną, a niskie ceny działają jak magnes. Dlatego też w celu zmniejszenia kosztów produkcji H&M ucieka z Bangladeszu. Teraz tzw. markowe ubrania od jesieni będą szyli Etiopczycy.

Przyciąga nas sukienka, którą widzimy na wszystkich billboardach za 39,99 lt? Należy jednak wiedzieć o tym, że to tylko i wyłącznie my oczekujemy niskich cen i dostajemy je na tacy. Kosztem…?

PODCASTY I GALERIE