Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Knutowicz

Dr Kamil Pecela: Wilno – to skomplikowany tekst literacki

W Ministerstwie Kultury RL zostały wręczone nagrody im. św. Hieronima - patrona tłumaczy. Dyplom honorowy otrzymał polski tłumacz literatury litewskiej dr Kamil Pecela. "Dyplom honorowy jest dla mnie zaskoczeniem i czuję się nieco zestresowany" - wyznaje. W tym roku w polskich księgarniach pojawiło się aż 6 książek w tłumaczeniu dr Peceli.

Jak się zaczęła Pana przygoda z językiem litewskim?

Zaczęła się ona ponad 10 lat temu w Krakowie. Język litewski pojawił się na studiach polonistycznych, gdzie się uczyłem. Czułem wtedy, że Polska jest środowiskiem bardzo monokulturowym, a trzeba poznawać swoich sąsiadów. W kulturze litewskiej znalazłem tyle ciekawych rzeczy, że przy niej pozostałem.

Nauczyłem się języka o tyle, że mogłem zacząć tłumaczyć. Zachęciła mnie do tego dr Beata Kalęba, która zaproponowała mi pierwszy tekst do tłumaczenia. Był to rozdział z książki obecnego ministra kultury, dr Mindaugasa Kvietkauskasa, o polifonicznej literaturze Wilna lat przedwojennych. A potem już się potoczyło – podjąłem współpracę z Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu, z wydawnictwami i warsztatami kultury. Ostatnio jest to lubelskie Centrum Architektury, gdzie się ukazały moje przewodniki. Jeden z nich już wchodzi do księgarń.

Tłumaczył Pan m.in. Herkusa Kunčiusa – autora, który, według krytyków literackich, tworzy nowe alegorie litewskie, opisuje codzienność, która może być niezrozumiała dla czytelnika zagranicznego. Jak to przekazać polskiemu czytelnikowi?

Oczywiście, jest to trudne ze względu na tę, jak można to nazwać, egzotykę, która jest nieznana polskiemu czytelnikowi. Jednak trzeba to robić mimo tego niebezpieczeństwa, że wiele rzeczy będzie niezrozumiałe. Jeśli nie będziemy takich rzeczy wprowadzali coraz więcej i więcej, to pozostaną one rzeczami egzotycznymi i niezrozumiałymi.

Myślę, że pisarstwo Herkusa Kunčiusa jest bardzo atrakcyjne dla Polaków. Oni się będą uczyć współczesnej kultury litewskiej właśnie od niego, ale też od innych twórców, jak na przykład, Ričardasa Gavelisa, którego „Wileński poker” również się ukaże w moim tłumaczeniu.

Jeżeli chodzi o „Wileński poker” – jest to utwór również nietypowy dla czytelnika polskiego. Wilno Gavelisa – to nie jest romantyczne miejsce Mickiewicza – raczej na odwrót. Czy w trakcie czytania i tłumaczenia rujnowały się stereotypy o Wilnie?

Oczywiście. Jest tam obraz Wilna, który pozostaje w Polsce zupełnie nieznany. Jest to Wilno nie litewskie, a sowieckie, czyli zsowietyzowane miasto, które pewne siły polityczne starają się wyrównać do poziomu jednej bądź innej miejscowości Związku Sowieckiego, odzierając ją z własnego ducha i historii – jak polskiej, tak i litewskiej czy żydowskiej. O tym właśnie i pisze Gavelis. Dlatego jest tak ważne, aby ta książka docierała właśnie do Polaków – aby nie widzieli w Wilnie tylko tej arkadii, która kiedyś tutaj, głównie między wojnami, panowała. Chociaż, oczywiście, nazywanie tego arkadią jest uproszczeniem. Drugi obraz, czyli to Wilno litewskie, współczesne – to takie, do którego Polacy mają dostęp, a to Wilno sowieckie – nie. Trzeba o tym mówić i to pokazywać.

Jak Pan odkrywa tych autorów? To są takie dzieła, które podobają się Panu jako czytelnikowi.

Osobiście wybrałem Gavelisa, jak też Dalię Grinkevičiūtė i jej „Litwinów nad Morzem Łaptiewów”. Są to książki kanoniczne. Bez ich obecności w Polsce kultura i literatura litewska nie będzie w pełni rozumiana. Czyli jest to taka pozytywistyczna praca, która musi być wykonana, żeby móc rozmawiać z równej stopy.

Mówiąc o Grinkevičiūtė – przeżycia, o których ona pisze, są nieco inne, niż te, które przeżyli mieszkańcy Polski. Czy Pana zszokowali „Litwini nad Morzem Łaptiewów”?

Oczywiście, świadectwo Grinkevičiūtė różni się od tych polskich. Przede wszystkim dlatego, że historia Polaków w Związku Radzieckim była inna. Pakt Sikorski-Majski jakby zakończył – przynajmniej prawnie – zesłania i wywózki Polaków. Natomiast Litwini nie mieli takiego paktu i do końca swojego wyroku musieli spędzać czas na Syberii i dalej – w Trofimowsku. Świadectwo Grinkevičiūtė nieco się różni też od historii Rosjan, których znamy w Polsce, np. Sołżenicyna czy Szałamowa. Dlatego jest ważne, aby przeczytać i zobaczyć optykę litewską. Tym bardziej, że jest to jedno z najbardziej traumatycznych wydarzeń, kształtujących współczesną historię i charakter współczesnej Litwy.

Kamil Pecela/ Fot. Joanna Bożerodska

Czy są już reakcje od czytelników z Polski?

Te książki jeszcze są ciepłe, nawet pachną farbą. Pojawiły się w wakacje, a takich książek w wakacje się nie czyta. Więc zostały dopiero niedawno dostarczone czytelnikom do rąk, ale już się pojawiły pierwsze recenzje. Wiem, że wkrótce będą następne. Myślę, że te książki, mimo wszystko, zdobędą bardzo szybko swoich czytelników.

Czy Wilno jest atrakcyjne dla polskiego czytelnika?

Na pewno tak, ponieważ można rozumieć to miasto jako tekst bardzo skomplikowany, palimpsestowy, który jest złożony z wielu innych, bardzo różnych tekstów. Dlatego właśnie pobudza wyobraźnie i tak wiele emocji. Właśnie dlatego z takim zacięciem się czyta o tym Wilnie. Myślę więc, że kolejnie książki mają prawo bytu w polskich księgarniach.

W dowolnym wypadku, w ostatnie laty widzimy wzrost zainteresowania literaturą litewską wśród Polaków.

Nie tylko literaturą, ale kulturą w ogóle. Myślę, że jest to związane z tym, że ta kultura po prostu stała się dla nas bardziej dostępna po tym długim okresie sowieckim. Polacy wreszcie mogą do was przyjechać. W trakcie pierwszych dekad niepodległości uczyli się swojej kultury, a teraz rozjeżdżają po świecie i patrzą, co tam u sąsiadów.

Jakie utwory zamierza Pan tłumaczyć w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie przetłumaczę III część „Silva Rerum” Kristiny Sabaliauskaitė. W przyszłym roku mam tłumaczyć książkę „Laisvės horizontas”, czyli „Horyzont wolności” Aleksandrasa Štromasa. Jest to dzieło politologiczne.

To trudny autor z niełatwym losem, w tym również życiowym, litewski dysydenta.

To prawda. Štromas nie jest łatwy, ale jest postacią nieznaną w Polsce. Chociaż wydaje mi się, że powinien zostać rozpoznany, między innymi dlatego, że był nauczycielem Leonidasa Donskisa, który był w Polsce bardzo znany, ceniony i uważany wręcz za autorytet wśród intelektualistów. Mój pomysł, aby Štromasa przetłumaczyć, wynika również z lektury Donskisa. To mój swoisty trybut.

Dlaczego akurat pośmiertny utwór „Laisvės horizontas“?

Inne książki Štromasa były pisane w języku angielskim na Zachodzie, więc są dostępne dla polskiego czytelnika. „Laisvės horizontas“ – to zbiór tekstów, które zostały opublikowane w języku litewskim i siłą rzeczy dotrą tylko do niewielkiej grupki czytelników.

Pan lubi odkrywać postacie nieznane, np. pisał pracę doktorską o Rapolasie Mackonisie – pisarzu o poglądach nacjonalistycznych, którego nawet na Litwie kojarzy mało osób. Skąd takie zainteresowanie takimi postaciami?

Trudno mi teraz znaleźć wspólny mianownik dla tych wszystkich nieznanych postaci, którymi się zajmuję. Być może to, że ich dorobek, teksty, a nawet życiorysy, stanowią dobrą soczewkę do oglądania współczesnej kultury litewskiej.

Co jest najtrudniejsze w pracy tłumacza?

Rzeczą najtrudniejszą jest zdecydowanie dyscyplina. Mimo tego, że nie ma bezpośredniego szefa nad głową, trzeba wstać i znaleźć to coś, co zmobilizuje do pracy. Muszę ubrać jakieś jeansy, usiąść do komputera i odejść od niego w godzinie wieczornej.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!