Debata Polskiego Klubu Dyskusyjnego: Co wybory przyniosą litewskim Polakom?

Na Uniwersytecie Wileńskim odbyła się dyskusja "Co wybory przyniosą litewskim Polakom?", zorganizowana przez Polski Klub Dyskusyjny. W debacie wzięli udział przedstawiciele partii kandydujących w wyborach w Sejmu.

Ewelina Knutowicz
Debata Polskiego Klubu Dyskusyjnego: Co wybory przyniosą litewskim Polakom?

Fot. BNS/Lukas Balandis

Dovilė Šakalienė z Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej przypomniała zebranym o swoich polskich korzeniach.

„Moja prababcia była Polką, nie mówiła po litewsku. W takim wypadku jak mam się czuć? Nazywam siebie Litwinką, ale nie ukrywam, że miałam w rodzinie Polaków. Wszyscy są w ten czy inny sposób „mieszani” – nie ma sensu tego negować” – uważa kandydatka.

Według niej, mieszkańcy Litwy są bardziej postępowi i wykształceni, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. „Rozmawiam z osobami z rejonu wileńskiego. Te osoby są zmęczone tworzeniem sztucznych konfliktów na tle narodowościowym. Chcę zwrócić uwagę, że z tego powodu cierpią nie tylko Polacy, ale również Rosjanie. Proputinowskie poglądy niektórych polityków tylko im szkodzą, ponieważ w taki sposób nie są chronione prawa tej mniejszości. Są tworzone różnice między Rosjanami a Litwinami” – tłumaczy Šakalienė.

Przedstawicielka socjaldemokratów sądzi, że w rejonie wileńskim jest jeszcze jeden ważny problem, o którym wciąż mówi się zbyt mało. „Mieszkańcy, którzy nie zagłosowali na „właściwą” partię, są w pewien sposób „sankcjonowani”. Słyszę skargi od niektórych osób, które lubią ten region, ale czują ciśnienie ze strony władz, które tworzą konflikt” – powiedziała kandydatka.

Ewelina Dobrowolska z Partii Wolności uważa, że problemy mniejszości narodowych nie wolno nazwać wyłącznie rzeczami symbolicznymi. „Czy jest to symboliczne, że setki rodzin każdego roku płaci pieniądze, aby zmienić wpisy we wszystkich dowodach tożsamości? Już dzisiaj nasze akty prawne pozwalają na oryginalny zapis nazwiska dziecka, jeżeli się urodziło w rodzinie posiadającej podwójne obywatelstwo. Jednak często droga do tego zapisu wiedzie przez sądy i wydanie dużych kwot finansowych” – tłumaczy.

Jak dodaje, większość partii w swoich programach politycznych nie zwraca nawet uwagi na obecność mniejszości narodowych. „Większość programów politycznych nawet nie zawiera wzmianki o mniejszościach narodowych” – zauważa prawniczka.

„Nauka języka polskiego czy rosyjskiego w szkole nie jest jakimś dodatkiem – jest to gwarancja możliwości pobierania edukacji w języku ojczystym. Powstanie placówek polsko-rosyjskich nie mogło być rozwiązaniem pewnych problemów. Uczniowie nie słyszą w szkołach języka litewskiego, więc są rusyfikowani” – uważa Dobrowolska. „Fakt, że ukończyłam polską szkołę, nie oznacza, że jestem Polką w każdym znaczeniu tego słowa. Warto podkreślić, że jeżeli osoba jest przedstawicielem mniejszości narodowej, nie musi być traktowana i wyróżniana oddzielnie jako część tej grupy. Jest to kwestia wyboru” – sądzi kandydatka.

Fot. BNS/Lukas Balandis

Monika Navickienė ze Związku Ojczyzny-Litewsckich Chrześcijańskich Demokratów uważa, że w wypadku, jeżeli opinie się różnią, należy dyskutować i docierać do kompromisu. „Mamy grupę parlamentarną, powiązaną z Konstytucją 3 Maja, której przewodniczącym był Andrius Kubilius. Nie możemy jednak się spotkać z powodu pandemii koronawirusa. Jednak po wyborach sejmowych obiecamy, że wznowimy naszą działalność. Chcemy poprzez aktywność tej grupy rozwiązywać pewne problemy mniejszości narodowych” – dodała Navickienė.

Konserwatystka uważa, że należy więcej mówić o sytuacji ekonomicznej Wileńszczyzny. „Sporo osób, w tym również mówiących po polsku, pozostaje w gorszej sytuacji ekonomicznej. Ludzie muszą być coraz mniej zależni od miejsc pracy, otrzymywanych „z dobrej woli” polityka. Na Litwie mamy wiele wolnych stref ekonomicznych. Nie ma jednak takiej obok Wilna. Należy więc zwrócić większą uwagę na tworzenie nowych miejsc pracy i ulepszyć sytuację ekonomiczną. Statystyki pokazują, że Soleczniki i rejon wileński są jednymi z najbiedniejszych regionów kraju” – uznała Navickienė.

Renata Cytacka na debatach przedstawiała Akcję Wyborczą Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) zamiast nieobecnego lidera Waldemara Tomaszewskiego. „Spotkanie się odbywa na Uniwersytecie Wileńskim, który został założony przez Stefana Batorego. Mówimy o problemach polskiej mniejszości narodowej w języku państwowym, a nie ojczystym. To już jest łamanie praw człowieka” – rozpoczęła przemówienie Cytacka.

Zapytana o ocenę działalności partii i opinię dotyczącą krytyki, Cytacka odpowiedziała, że AWPL-ZChR jest tylko częścią koalicji. „Nie jesteśmy większością. Gdybyśmy rządzili samodzielnie, to byśmy rozwiązali wszystkie problemy, dotyczące mniejszości narodowych. Uważam, że naszym ministrom udało się pokazać dobre wyniki swojej pracy. Rita Tamašunienė i Jarosław Narkiewicz zrobili kawał dobrej roboty. Od naszych partnerów w koalicji przez cały czas słyszymy podziękowania za dobrą współpracę. Oczywiście, media nigdy tego nie powiedzą. Należy podkreślić, że wciąż nie został rozwiązany problem zwrotu ziemi” – dodała Cytacka.

Fot. BNS/Lukas Balandis

Tomas Tomilinas z Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych również przypomniał zebranym o swoich polskich korzeniach. „Ukończyłem polską szkołę. Nie czuję się jednak dyskryminowany i nie mam problemów z określeniem swojej tożsamości. Być może dlatego, że byłem uczniem w czasach, gdy szkoły nie były dzielone na te „lepsze” i „gorsze”. Teraz, gdy taki podział się pojawił, musimy rozwiązać problemy związane z jakością nauczania. Społeczność jest dzielona na lepszych – czyli bogatszych – i gorszych” – uważa polityk.

Według Tomilinasa, język polski ma ogromną cenę. „Uważam, że jest to wspaniałe, że niemała część mieszkańców Litwy mówi po polsku. Coraz więcej przedstawicieli inteligencji uczęszcza na zajęcia z języka polskiego. Myślę, że szkoły litewskie również powinny dać możliwość pobierania nauki w tym języku. Uważam, że znajomość polskiego jest ogromnym plusem” – sądzi parlamentarzysta.

Według posła, przez długi czas stosunki polsko-litewskie były w bardzo złym stanie. „W ciągu ostatnich lat stały się lepsze. Jest to ważny sygnał dla polskiej społeczności. Czytam w języku polskim, więc sporo aktów ustawodawczych próbuję „kopiować” od Polski” – dodał Tomilinas.

Fot. BNS/Lukas Balandis

Arminas Lydeka ze Związku Liberałów podkreślił, że problemy mniejszości narodowych są powiązane z ustawodawstwem dotyczącym praw człowieka. „Co partie polityczne mogą zaproponować dla polskiej mniejszości narodowej? Nic. Nic wyjątkowego. Polska mniejszość narodowa nie jest jakaś niepełnosprawna. Są to normalni, wykształceni, pracowici mieszkańcy naszego kraju. Jak i dowolny obywatel, chcą spełnienia swoich celów i ambicji” – uważa Lydeka.

Według niego, najważniejsze kwestie dotyczące Polaków na Litwie – to Ustawa o Mniejszościach Narodowych, a także pisownia nazwisk. „Pracowałem w Sejmie, gdy ustawa dotycząca praw mniejszości narodowych wygasła. To był jedyny, jeszcze radziecki akt prawny, wszystkie pozostałe już od dawna zostały zmienione. Należało uzgodnić, czy powstanie nowa ustawa, czy w ogóle nie potrzebujemy takiego aktu prawnego. To nie jest łatwe pytanie” – tłumaczy przedstawiciel Związku Liberałów.

Lydeka zwrócił uwagę, że w Unii Europejskiej tylko dwa kraje tworzą akty prawne dotyczące mniejszości narodowych. W innych państwach takie aspekty są regulowane w Konstytucji, uchwałach rządu i innych dokumentach. „Rozumiemy, że specjalna ustawa jest bardzo ważna dla oświaty, aby została uzgodniona możliwość nauki w języku ojczystym. Jednak w zasadzie, nasze ustawy odpowiadają na wszystkie pytania dotyczące mniejszości narodowych. Co by dała Ustawa o Mniejszościach Narodowych? W zasadzie nic. Z drugiej strony, w takim wypadku jeden dokument zawierałby wszystkie normy, byłyby one wyraźnie zaznaczone. Gdyby ktoś się poczuł skrzywdzony, zawsze miałby możliwość sprawdzić, czy jego prawa rzeczywiście nie są łamane” – podsumował polityk.

PODCASTY I GALERIE