Człowiek jest w niebie wtedy, kiedy jest z Chrystusem

Wniebowstąpienie Jezusa jest wymownym znakiem Jego wywyższenia, oraz przejściem do Ojca. Dlaczego doznał aż tak wielkiego wywyższenia?

ks. Waldemar Ulczukiewicz
Człowiek jest w niebie wtedy, kiedy jest z Chrystusem

Fot. BFL/Kęstutis Vanagas

Albowiem uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wzwyższył (por. Fil. 2, 8-9).

Niektóre teksty (Łk 24 ; J20,17) ukazują iż wniebowstąpienie dokonało się w tym samym dniu zmartwychwstania, co szczególną uwagę przykuwa do wielkości znaczenia wydarzeń Wielkanocnych. Natomiast Dzieje Apostolskie ustalają czas Wniebowstąpienia 40 dni po zmartwychwstaniu (por. Dz 1, 3).

Ale także w Dziejach Apostolskich czytamy: „On ukazywał się przez wiele dni tym, którzy z Nim razem poszli z Galilei do Jerozolimy” (Dz 13,31). A więc możliwie iż 40 dni podczas których ukazywał się Jezus apostołom, są wymownym znakiem, iż tak jak lud Izraela był prowadzony z Egiptu przez Mojżesza do ziemi obiecanej, tak Jezus, ukazując się swoim uczniom prowadzi ich z Galilei do Jerozolimy.

Wniebowstąpienie jest więc podążeniem wzwyż, oraz przejściem do „Ojca” i do „Boga”, a zarazem jest przedstawione apokaliptycznie, albowiem wyraz „ wyniósł się w górę” na „obłoku”, przypomina proroka Eliasza, który został uniesiony w niebiosa na wozie ognistym. Natomiast Jezus, według tekstów nowotestamentalnych, przewyższa proroka Eliasza tym, iż nie był wzięty w niebosa, lecz sam „wstępuje na wysokości” (por. Ef 4, 8).

Zaiste, Wniebowstąpienie potwierdza zapowiedź: „ czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały”(Łk 24,26). A więc wniebowstępujący Jezus doznaje równej Ojcu chwały. Przez wniebowstąpienie, Jezus wraca do stanu, w którym był zanim przyjął ciało ludzkie, dlatego też żegna się z przemijającym ciałem ludzkim. Już odtąd Jezus chce być widoczny nie przez swoje życie ludzkie, lecz dzięki posłannictwu uczniów: „idźcie i nauczajcie… udzielając chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego… A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” ( por. Mt 28, 19 – 20).

Chociaż słyszymy te słowa, jednak to nie znaczy iż Jezus zapowiedział iż już nigdy i nikomu nie ukaże się. Wspomnijmy iż po wniebowstąpieniu, po upływie niemałego odcinka czasu ukazuje się Pawłowi z Tarsu, a także do dziś On ukazuje się w życiu tak wielu świętych i umiłowanych. Jezus przekracza nasze wyobrażenia i objawia się na różnych drogach, pod różnymi postaciami. Kim On jest naprawdę i do czego nas zaprasza?

Jezus pragnie z nami być, ponieważ pragnie pomóc stawać się człowiekiem dojrzałym. „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Mk 8, 34). Jeśli chcę być uczniem Jezusa, jeżeli chcę dojść do Jeruzalem – do chwały niebieskiej, muszę powiedzieć „nie” mojemu egoizmowi, który wycofuje się urażony i obrażony, który chce być najważniejszy, chce rządzić i dyrygować. Muszę nabrać dystansu do skłonności mojego „ego”, do tego aby wszystko podporządkować sobie, by stale kręcić się wokół siebie. Rezygnując ze swoich największych pragnień, mamy szansę na dojrzewanie w człowieczeństwie, co zawsze znaczy nosić krzyż.

Często wielu ludzi tego nie chce, lub zaniedbuje. Antoni Kępiński, więzień łagrów koncentracyjnych w Hiszpanii pisze: „ponieważ w łagrze śmierci wygodnie mogli żyć tylko ci, którzy uważając się za panów zabijali innych, niektórzy starali się swoich katów naśladować. Było i takich, którzy mimo głodu, pragnienia, chłodu, bólu oraz poniżenia ludzkiej godności, umieli przerosnąć swoje cierpienia i nie myśleć o tym, jak dostać coś do zjedzenia, co zrobić by nie było zimno lub gorąco, by nie bolało wycieńczone, wypracowane ciało. Zaiste biologiczny przymus niezwykle silny, dlatego potrzeba niemałych wysiłków woli, aby gdy jesteś głodny nie myśleć o chlebie, lub o wodzie mimo iż jesteś spragniony; lub o bólu gdy boli. Natomiast te starania były niezbędne by zachować wolność, wolność dzięki której mógłbyś wolno myśleć, marzyć, decydować, oraz uwolnić się od codziennych koszmarów. Dla tych którzy wyżyli w łagrach, wspomnienia tego okresu nie są tylko koszmarem, ale raczej dowodem, iż mimo tak strasznych warunków zdołali zachować człowieczeństwo, i odpowiedzieć na pytanie „ kim i jakim, ja jestem naprawdę” (por. Antoni Kępiński „ Rytm życia”).

Nie zapominajmy, iż proch Oświęcimia i innych łagrów, woła o zwyciężenie nienawiści, zła, a pójściem za Jezusem. Albowiem człowiek jest w niebie, wtedy i w takiej mierze, kiedy i w jakiej mierze jest z Chrystusem.

PODCASTY I GALERIE