Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Mokrzecka

Aleksander Radczenko: Siódmy kontynent „zaliczyłem” przed dwoma laty

Bez dwóch zdań warte polecenia są Antarktyda i Namibia. Każdy — niezależnie od tego, czego w podróżach szuka — będzie pod wrażeniem – powiedział zw.lt znany wileński bloger oraz prawnik Aleksander Radczenko, który odwiedził wszystkie kontynenty i został członkiem Klubu Siedmiu Kontynentów.

Jako jedyny z Litwy zostałeś członkiem Klubu Siedmiu Kontynentów, prowadzonego przez znanego gdańskiego podróżnika Wojciecha Dąbrowskiego. Co to dla Ciebie znaczy?

Sam nie wiem (śmiech). Swój siódmy kontynent „zaliczyłem” przed dwoma laty, w kwietniu 2014 roku, ale jakoś nie pchałem się do żadnych organizacji z tego powodu. Dla mnie o wiele ważniejszym było spotkanie „na żywo” z samym Wojciechem Dąbrowskim, który był ostatnio w Wilnie na zaproszenie Polskiego Klubu Dyskusyjnego. Z tego spotkania w zasadzie i wynikło zaproszenie do Klubu, które przyjąłem.
To oczywiście duży zaszczyt, chociaż członkostwo w Klubie 7 Kontynentów nie niesie ze sobą żadnych profitów ani wydatków. Ten klub to po prostu wirtualne miejsce, w którym spotykają się znajomi Wojtka Dąbrowskiego, jednego najwybitniejszych polskich podróżników, którzy odwiedzili wszystkie kraje na świecie.

Dlaczego zacząłeś podróżować i co to dla Ciebie oznacza podróż?

Wychowałem się na literaturze podróżniczej: Juliusz Verne, Alfred Szklarski, Arkady Fiedler Jack London i wielu wielu innych. Nie wyobrażam swego dzieciństwa bez Jakuba Paganela czy Tomka Wilmowskiego. To książki zaraziły mnie najpierw miłością do geografii i historii, a potem — gdy po upadku ZSRS podróżowanie stało się możliwe — pasją podróżowania.

Podróże – to moje hobby, chociaż czasami się zastanawiam, czy praca zawodowa nie jest moim hobby, a podróże zawodem, bo pracy potrzebuje wyłącznie, żeby zebrać kasę na kolejną podróż (śmiech). Podróżuję od wielu lat. Najczęściej samotnie, bo tak jest… najprościej. Nie musisz się dostosowywać do innych osób, ich zachcianek i charakterów, łatwiej nawiązujesz kontakt z miejscowymi. A poza tym samotna podróż pozwala spojrzeć w głąb siebie, poukładać myśli. I chyba o to chodzi — podróżując do jakiegoś mniej lub bardziej egzotycznego zakątka, podróżujesz też jednocześnie w głąb siebie.

Czy na Litwie są jeszcze osoby, którzy odwiedziły wszystkie kontynenty? Czy masz jakieś z nimi kontakty?

Nie należę do tej całej litewskiej podróżniczej „tusowki” i nie bardzo jestem nią zainteresowany. Dla mnie podróż to bardzo osobiste doświadczenie. Z tego co wiem Donaldas Rakevičius, Paulius Kovas – znani litewscy podróżnicy — byli na wszystkich kontynentach. Pewnie takich osób jest na Litwie więcej. Bo dziś odwiedzenie wszystkich kontynentów to tylko kwestia chęci, czasu i możliwości finansowych. Najdroższa jest podróż do Antarktydy. Nawet w najtańszym wydaniu to wydatek rzędu 5-6 tysięcy dolarów, ale przyznajmy szczerze, że nie jest to kwota niemożliwa do uzbierania. U nas częstokroć nawet studenci więcej wydają na kupno samochodu (śmiech)

Jak w ogóle udało Ci się odwiedzić siedem kontynentów?

Nie stawiałem sobie celu odwiedzić wszystkie kontynenty, to wynikło niejako samo z siebie. W dzieciństwie trochę podróżowałem z rodzicami po ZSRS, na studiach – po Polsce, a gdy zacząłem pracować i zarobiłem pierwszych kilkaset litów — natychmiast wydałem je na podróż do Czech. A następnie powoli poszerzałem geografię swoich podróży. Najpierw kraje europejskie, potem Afryka, Ameryka Łacińska, Bliski Wschód, Azja Południowo-Wschodnia. I w ten oto sposób udało mi się odwiedzić dotychczas 50 uznanych i nieuznanych państw i terytoriów zależnych. W 2013 roku dosyć nieoczekiwanie pojawiła się możliwość popłynięcia na Antarktydę, więc skorzystałem. I wtedy została mi już tylko Australia. Więc stwierdziłem, ze nie ma co odkładać tego na później, w kwietniu 2014 roku spakowałem plecak i poleciałem obejrzeć kangury i misia koalę (śmiech).
Natomiast jeśli chodzi o kasę na podróże, to jest to po prostu kwestia priorytetów życiowych. Ja np. nie palę, a to daje możliwość zaoszczędzenia w skali rocznej co najmniej 600-800 euro. Nie mam samochodu, a więc kolejna oszczędność rzędu 1000-1500 euro rocznie. A za dwa tysiące można faktycznie pojechać gdziekolwiek na świecie. No może z wyjątkiem Antarktydy. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że lepiej wydać te 2 tysiące na nowe meble, smartfon i modne ciuchy, a nie na 2-3 tygodniową podróż po pustyni, ale to już, jak mówiłem, kwestia priorytetów (śmiech).

Jaka podróż spodobała ci się najbardziej, a który kraj na pewno byś nie polecił?

Bez dwóch zdań warte polecenia są Antarktyda i Namibia. Każdy — niezależnie od tego, czego w podróżach szuka — będzie pod wrażeniem. Dwa absolutnie niesamowite miejsca na świecie, z wprost kosmicznymi widokami. O Namibii marzyłem od dziecka. Mając lat 10 przeczytałem książkę o tym kraju i postanowiłem, że kiedyś tam obowiązkowo się wybiorę. W 1985 roku było to marzenie ściętej głowy — z Kraju Rad nawet wyjazd do sąsiedniej, „ludowej” Polski był bardzo skomplikowany, a co już mówić o Namibii (zresztą wówczas okupowanej przez RPA)?… Ale udało się. Co prawda dopiero przed czterema laty. I muszę przyznać, że warto było czekać. Pomarańczowe wydmy, Brzeg Szkieletów usiany wrakami rozbitych o skały statków, lwy, nosorożce, słonie, antylopy, żyrafy. I jednocześnie prawie niemiecki ordung oraz apfelstrudel w nawet najbardziej zapadłej wiosce (śmiech)…

O Antarktydzie zaś nawet nie marzyłem, zawsze wydawało mi się, że to coś poza granicami moich możliwości. Jak lot na Księżyc. Jednak w 2013 roku Litwini organizowali ekspedycje na biały kontynent. Spróbowałem się do nich wkręcić. Oczywiście nie dostałem się, ale organizatorzy zaproponowali mi inne rozwiązanie, popłynąć ze zniżką statkiem turystycznym-ekspedycyjnym udającym się na ukraińską stację badawczą. No i tak o to na blisko dwa tygodnie trafiłem w krainę lodowców, pingwinów i fok.
Nie wiem, czy mogę natomiast wskazać kraj, który bym nie polecał. Bo to zależy od osobistych preferencji i doświadczeń. Dla mnie na przykład całkowicie nieudaną była moja ostatnia podróż – na Seszele. Bo poza bajecznie pięknymi plażami i żółwiami nie ma tam nic, a jeszcze doszły do tego konflikty z miejscowymi, którzy próbowali mnie naciągnąć na forsę… Ale jeśli ktoś szuka tylko odpoczynku na pięknej, piaszczystej i pustej plaży — Seszele będą w sam raz dla niego. Więc de gustibus…

Szef Klubu 7 kontynentów Wojciech Dąbrowski odwiedził ponad 200 krajów. Dokąd planujesz pojechać?

Wszędzie tam gdzie jeszcze nie byłem (śmiech). Na pewno w najbliższych planach są zachodnie wybrzeże Ameryki Południowej i Afryka Zachodnia. Chciałbym wrócić do Arktyki i „upolować” wreszcie zorzę polarną. Ale zobaczymy dokąd mnie los rzuci w pierwszej kolejności (śmiech). Już nie mam takich miejsc, które chciałbym odwiedzić za wszelką cenę, więc o kierunkach moich podróży dziś decyduje częściej przypadek niż plan. Wszystko zależy od ceny biletów lotniczych oraz czasu wolnego jakim dysponuję.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!