Aleksander Radczenko. Głowa Murzyna (urywek)

Portal zw.lt zamieszcza kolejny urywek z książki „Cień Słońca. Inne opowiadania” wileńskiego blogera Aleksandra Radczenki. Tym razem z opowiadania „Głowa Murzyna“. Książkę można nabyć w wileńskiej księgarni „Elephas” (ul. Olandu 11), księgarni w Ejszyszkach (ul. Raubiškių 1) oraz w księgarniach internetowych e-ksiegarnia.lt oraz ewka.lt.

Aleksander Radczenko. Głowa Murzyna (urywek)

Fot. Ewelina Mokrzecka

Widok z pagórka był przepiękny. Niebo było zachmurzone, Słońce już się ukryło za horyzontem i tylko czerwona poświata oświecała okolice, ale i tak było widać całkiem sporo – w dole w olbrzymiej kotlinie leżał spowity lekką wieczorną mgłą lej Dziury. Tak jak mówił Hague — absolutnie dokładna geometryczna konstrukcja w kształcie okręgu o promieniu mniej więcej kilometra. Brzegi Dziury porastały drzewa i krzewy, niektóre niebezpiecznie nawisały nad bezdenną przepaścią, a ich korzenie bezsilnie wyrastały z ziemi starając się trafić na twardy grunt, lecz trafiały w próżnię. Ten widok robił niesamowite wrażenie. Jay oparł się o sosnę rosnącą na wzgórzu i spojrzał w głąb Dziury. W dole kłębiły się białe i perłowe chmury.

— Wierzy pan w demony? — zapytał Jaya pastor Bellingham.
Spotkali go przed chwilą nad krawędzią przepaści. Stał nad Dziurą zamyślony i rzucał w nią kamykami. Herman przez kilka minut żądał, aby pastor pokazał przepustkę zezwalającą na przebywanie nad Studnią, jednak wielebny Bellingham nawet nie raczył mu odpowiedzieć. Hague splunął ze złością i odszedł w głąb lasu, żeby sprawdzić czujniki jakichś aparatów badawczych rozstawionych wokół Studni, grożąc zarazem pastorowi natychmiastowym wydaleniem z Instytutu. Jay i wielebny Bellingham wdrapali się na pokryte gęstymi krzewami wzgórze by przyjrzeć się panoramie Studni. I wówczas Bellingham zadał nieoczekiwane pytanie: — Wierzy pan w diabła, panie Stern?
— Jestem agnostykiem, panie Bellingham.
— Nie dziwię się. Nie ma pan wystarczająco odwagi, żeby powiedzieć Bogu, że go nie ma, więc zostawia sobie furtkę w postaci „może”. Myśli pan, że będzie to odczytane jako okoliczność łagodząca na Sądzie Ostatecznym..? — powiedział Bellingham. Jay przyglądał mu się teraz z uśmiechem:
— Myślę… że mało myślę na temat Sądu Ostatecznego, pastorze!
— Szkoda. Sąd Ostateczny jest coraz bliżej… Czy słyszał pan o losie ekspedycji profesora Dmitrija Nazarowa? — zapytał nieoczekiwanie pastor.
— Nie, chyba nie — odparł Jay.
— O tej ekspedycji nawet tu w Instytucie ludzie wolą nie mówić, nie znajdzie pan też żadnych informacji o niej w oficjalnych opracowaniach na temat Studni. Niektórzy uważają tę historię za apokryf, legendę miejską, ale ja wiem, że jest to absolutna prawda. Kiedyś Gromow, który uczestniczył w ekspedycji Nazarowa, opowiedział mi co nieco! Proszę mi wierzyć jego opowieść robi piorunujące wrażenie…

Jay kiwnął głową na znak zgody. Pastor kontynuował:
— Przed kilkunastoma laty przybyła tu ekspedycja Rosjan pod kierownictwem znanego geofizyka Dmitrija Nazarowa z Uniwersytetu Moskiewskiego. Mieli najlepszy sprzęt, jaki tylko można zdobyć za pieniądze. Badali Studnię na własną rękę i dotarli o wiele głębiej niż my. Gdzieś na głębokości 20 czy 25 kilometrów naukowcy natrafili na bardzo wysoką temperaturę. Wynosiła około 1100 stopni Celsjusza, czyli dużo więcej niż można było się spodziewać. Najbardziej zaskakujące i jednocześnie przerażające okazało się to co wydarzyło się potem. Próbując odsłuchać odgłosów tektonicznych spuszczono na tę głębokość bardzo czułe mikrofony. Po dostrojeniu i przeprowadzeniu pomiarów geolodzy usłyszeli przerażający krzyk cierpiącego człowieka, w tle podobno słychać było setki innych krzyków cierpiących ludzi. Geolodzy byli przerażeni. Makabryczne odkrycie Nazarowa i wielu członków jego zespołu doprowadziło niemalże do obłędu i nie byli oni w stanie kontynuować pracy. Rosjanie płakali z przerażenia i byli w stanie tak silnego szoku, że wymagali opieki medycznej. Wkrótce cały ich zespół badawczy opuścił teren Strefy….

— Uważa pan, że Studnia jest bramą do piekła, pastorze Bellingham?… — zaryzykował Jay.
— A pan uważa inaczej? — odpowiedział pytaniem na pytanie Bellingham.
— Cóż ja jestem zwolennikiem poglądów Karla Rahnera. Bóg, o ile istnieje, w swojej nieskończonej miłości do człowieka nie może nikogo skazać na potępienie wieczne. A skoro tak, to piekło jest puste. Dlatego jeśli nawet Dziura jest bramą piekła, to i tak nie ma w nim nikogo, żadnych cierpiących dusz, zaś ekipa Nazarowa zapewne stała się ofiarą masowej halucynacji — odpowiedział Stern.
— O, mądrość z głupstwem jakże pomieszane! Rozum z szaleństwem… — wyszeptał Bellingham i odwrócił się w stronę Dziury. — Jest pan oczytany, zdobył pan doskonałe wykształcenie w Harwardzie lub Yale…
— Notre Dame, panie Bellingham. Ukończyłem uniwersytet w Notre Dame.
— Niech będzie Notre Dame. Wie pan wiele i nic z pańskiej wiedzy nie wynika. Fakty przesłaniają panu całość obrazu…
— To plaga tych czasów: ślepi pod władzą szaleńców…— zaryzykował ironiczną ripostę Jay.
— Niech pan nie przesadza z tym Szekspirem, panie Stern! — rzucił gniewnie Bellingham. — Przyjdzie dzień i zrozumie pan jak bardzo się pan mylił! Wszyscy zrozumiecie jak bardzo się myliliście, wierząc jedynie w to, co da się pomacać, rozszczepić, zbadać za pomocą Waszych mikroskopów i akceleratorów! Tylko oby nie było za późno! — dodał pastor na widok wchodzącego na wzgórze Hague i oddalił się szybkim, nerwowym krokiem bez słowa pożegnania.

Hague przyjrzał mu się z dobrodusznym uśmiechem i pokręcił głową:
— Zdenerwował pan naszego ojczulka, panie Stern!
— Nie chciałem uwierzyć w to, że Studnia jest bramą do piekła — wyjaśnił Stern.
— Duży błąd, panie Stern — roześmiał się Hague i spojrzał na niebo rumieniejące coraz bladszą pomarańczową poświatą. — Wracajmy do Instytutu. Za kilkanaście minut zapadnie noc…
Po kilku minutach marszu Stern zapytał:
— Jest jednak pewna rzecz, która mnie w opowiadaniu pastora zastanowiła. Wspominał on o ekspedycji niejakiego Nazarowa…
— Niech pan nie zwraca uwagi. Mogę panu przysiąść na najnowszym numerze czasopisma „Science”, że nigdy nie było żadnej ekspedycji profesora Nazarowa. Jestem geofizykiem z 20-letnim stażem, a nigdy nie słyszałem o profesorze Nazarowie. Jest to jedna z niezliczonych bajek, które opowiadają sobie pracownicy Instytutu na dobranoc. …

— Ale każda baśń, legenda lub mit zazwyczaj ma jakieś podstawy w rzeczywistości — nie zgodził się dziennikarz. — Pastor twierdzi, że o Nazarowie opowiadał mu niejaki Gromow…
— Mi Gromow o żadnym Nazarowie nie opowiadał nigdy! — powiedział Hague i przez chwilę szedł w milczeniu, po czym niechętnie dodał. — Widzi pan, panie Stern… Prawdą jest, iż czasami ze Studni wydobywają się odgłosy, których nie możemy zidentyfikować… Bardzo nieprzyjemne odgłosy… Nie mają one oczywiście nic wspólnego z wyciem potępionych dusz — dodał pospiesznie Hague.
— Oczywiście — zgodził się Jay.
— Poza tym kilkakrotnie automaty, które zrzucaliśmy do Studni, wracały ze stopionymi narzędziami, pancerzami, mimo iż temperatury na tej głębokości nie są wystarczająco wysokie, żeby topić stal żaroodporną. Innymi razy nie wracały w ogóle… Studnia kryje w sobie sporo zagadek. Pastor traktuje je metafizycznie, ja wolę bardziej naukowe wyjaśnienia… Nie wiem, jaką bajkę wymyślił po pijaku Gromow, aby zadrwić z biednego Bellinghama, jednak raz jeszcze mogę pana zapewnić, iż nigdy nie istniał żaden geofizyk o imieniu Dmitrij Nazarow. Podobnie jak nie istnieją mikrofony będące w stanie wytrzymać 1100 stopni Celsjusza…

Jay kiwnął na znak zgody i założył słuchawki walkmana.

PODCASTY I GALERIE