Wilno i Wileńszczyzna
Kurier Wileński

75 lat po pierwszej masowej deportacji z Litwy

„Ostrzeżono nas, ale ojciec powiedział, że nie musimy się bać, bo nikomu nie zrobiliśmy nic złego” — opowiada Aldona Grigalavičiūtė-Šimkienė. Wiosną 1941 r. wielu mieszkańców Litwy nadal myślało, że zwykła uczciwość może uchronić przed sowieckimi represjami. Czas terroru, jaki właśnie się rozpoczynał, miał dopiero pokazać, że pod sowiecką władzą nikt nie może czuć się bezpiecznym.

Od wieków Syberia była miejscem, gdzie tysiące rosyjskich poddanych i więźniów przeżywało najgorsze lata swego życia. Wiadomo, że już w 1617 roku, w czasie wojny polsko-rosyjskiej, „za Ural” wysłano 60 Polaków i Litwinów, którzy po kilku latach powrócili do domu. Po nich, przez stulecia na „nieludzką ziemię”, za prawdziwe przestępstwa czy też za walkę o niepodległość, wędrowały kolejne pokolenia.

Po władzy carskiej nastała jednak władza sowiecka, która nie musiała ani sądzić, ani nawet szukać winy, by zgotować ludziom choćby najgorszy los.

W sowieckim państwie nikt nie może czuć się bezpieczny tylko dlatego, że jest niewinny.

Ojciec Aldony Grigalavičiūtė-Šimkienė był nauczycielem i członkiem Związku Strzelców Litewskich, organizacji, która w okresie międzywojennym zrzeszała 61 tys. osób. Znajomi ostrzegali przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, kazali się ukryć, on jednak, po rozmowie z żoną, zdecydował się na pozostanie na miejscu.

14 czerwca 1941 r., kiedy kazano im się zebrać do wyjazdu, wydawało się, że to już koniec. Mieli ze sobą zabrać jedzenie tylko na trzy dni, najpotrzebniejsze rzeczy — myśleli, że zostaną rozstrzelani.
Aldona nie miała wtedy nawet dwóch lat, właśnie chorowała. Matka błagała, aby dziecko mogło pozostać u babci, ale nie wysłuchano jej prośby.
Dramat dopiero się zaczynał. Oddzielono mężczyzn, kobiety wyruszyły w bydlęcych wagonach razem z dziećmi. Nikt z wywożonych nie wiedział, za co spotkał go taki los, ani jak długo potrwa wygnanie.

Spośród 556 deportowanych niemowląt drogi nie przeżyło co trzecie. Aldona Grigalavičiūtė-Šimkienė miała dużo szczęścia — udało się jej nie tylko przeżyć, ale też powrócić na Litwę.

Deportacje nie były karą — były po prostu częścią planu.
Zgodnie z wizją Stalina deportacje miały umożliwić zbudowanie nowego, sowieckiego społeczeństwa na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. Miały umocnić działanie aparatu władzy przez zlikwidowanie „burżuazyjnych” warstw społeczeństwa, które w okresie niepodległości związane były m. in. z armią, władzą i administracją publiczną. Miały być wreszcie sposobem na zastraszenie pozostałych na miejscu mieszkańców wsi, na wypadek, gdyby chociaż chcieli pomyśleć o sprzeciwie wobec kolektywizacji.

Skuteczność tej metody Stalin wypróbował już na początku lat trzydziestych. W ramach likwidacji kułactwa w latach 1930-1931 deportowano ok. 800 tys. chłopów — w przeważającej części Rosjan i Ukraińców. Podobne akcje, w ramach oczyszczania terenów przygranicznych, przeprowadzono przed spodziewaną wojną.

Na Litwie czerwiec 1941 r. był dopiero początkiem sowieckich zbrodni — tu wojna nie skończyła się w 1945 r. Po pierwszej fali represji przyszły kolejne. Według oficjalnych danych do 1953 r. deportowano ponad 120 tysięcy osób. Drugie tyle trafiło do łagrów za tzw. przestępstwa przeciwko władzy sowieckiej, wielu zostało zamordowanych lub zaginęło bez wieści.
A jednak władzy sowieckiej się nie udało…

Mimo tak wielu represji nie udało zbudować na Litwie prawdziwie sowieckiego społeczeństwa, wypranego z tożsamości narodowej. Nie udało się także wykorzenić oporu, co najlepiej widać było w styczniu 1991 r.

Co roku 14 czerwca Litwa świętuje jako Dzień Pamięci i Nadziei. Tegoroczne obchody rozpoczęły się już 10 czerwca, na jednym z miejsc zesłania, w Tomsku. Miejsce to zapisało się tragicznie w historii wielu narodów, stąd można w okolicy zobaczyć pomniki polskie, łotewski i estoński. Teraz został odsłonięty także pomnik poświęcony litewskim zesłańcom.
Powstanie pomnika jest także uwieńczeniem 10. rocznicy działalności „Misji Sybir” — chyba najbardziej widocznego dowodu pamięci o deportowanych, jaki co roku dają przedstawiciele młodego pokolenia. Od 2006 r. w miejsca zesłania wyjeżdża grupa młodzieży, aby odnawiać groby tych, którzy nie zdołali powrócić na Litwę.

Mimo że wyjazd nie należy do łatwych, liczba chętnych zdecydowanie przewyższa możliwości organizatorów wyjazdu. Do tej pory chęć wzięcia udziału w akcji wyraziło 11 000 młodych ludzi. Nie pierwszy raz, w historii pełnej przecież paradoksów, wydarzenie, które miało być końcem narodu, staje się źródłem, z którego czerpią siłę następne pokolenia.

Ilona Lewandowska

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!