25-lecie stosunków polsko-litewskich: Ostatni moment, by podać sobie ręce

Litwa i Polska mają ostatnią szansę, by poprawić swoje relacje, bo za pół roku możemy obudzić się w zupełnie innym świecie - ostrzegali uczestnicy konferencji "25-lecie wznowienia stosunków dyplomatycznych Litwy i Polski: osiągnięcia, straty, nowe możliwości", która odbyła się dzisiaj w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego.

Małgorzata Kozicz
25-lecie stosunków polsko-litewskich: Ostatni moment, by podać sobie ręce

Fot. Joanna Bożerodska

Mity są żywotne

„Jubileusz jest wspaniałą okazją, by zastanowić się nad osiągnięciami i nad tym, co się nie udało. Stosunki Litwy z Polską jak z żadnym innym państwem są pełne przeciwności. Miotamy się od miłości do niechęci. Jesteśmy skazani na bycie razem, ale nie znajdujemy wspólnego języka. Pytanie, co się stało. Przecież gdy runął Związek Radziecki i staraliśmy się o udział w strukturach euroatlantyckich, Polska była naszym największym sojusznikiem i adwokatem. Dlaczego o tym zapomnieliśmy – po obu stronach? Nadal mamy wspólne interesy – to nasze cele strategiczne, ale też zagrożenia. Po każdych wyborach spodziewamy się, że coś się wydarzy. Politycy obiecują – gdy my dojdziemy do władzy, nastąpi reset stosunków. Dlaczego tak się nie dzieje, dlaczego nie ma odważnej grupy polityków, którzy by powiedzieli – myliliśmy się, spróbujmy od nowa. Właśnie ta konferencja może być formą poszukiwania twórczych sposobów, jak zacząć od początku” – powiedziała witając zebranych doc. dr Margarita Šešelgytė, zastępca dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych UW.

„Z punktu widzenia ministerstwa współpraca z Polską jest priorytetem naszej polityki zagranicznej i wszystkie wysiłki kierujemy na to, aby tak właśnie były postrzegane te relacje. Tu, na Litwie, jesteśmy za jak najszerszym dialogiem, podczas którego można byłoby omówić wszystkie ważne kwestie. W ostatnich latach nastąpił szereg wydarzeń, które są dodatkowym impulsem, by zwrócić się ku sobie – to wydarzenia na Ukrainie, aneksja Krymu, budowa elektrowni atomowej w Ostrowcu, negatywna dynamika Unii Europejskiej, co ma wpływ na wiele procesów politycznych. Mamy jednak wiele płaszczyzn współpracy” – mówił Vidmantas Purlys, dyrektor Departamentu Krajów Europejskich Ministerstwa Spraw Zagranicznych Litwy.

Jak podkreślił, najważniejsze aspekty relacji dwóch państw to współpraca w dziedzinie obronności, polityki wschodniej, energetyki i transportu oraz współpraca między społeczeństwami.

„Otwarty dialog pomiędzy intelektualistami, politologami, młodzieżą jest ważny, abyśmy rozwiali pewne mity, które są bardzo żywotne. Czasami widzę, że nie jesteśmy jeszcze na tyle bliscy i nie rozumiemy na tyle dobrze obiektywnej rzeczywistości, aby budować właściwe relacje. Chodzi między innymi o mniejszości narodowe, które nie powinny być czynnikiem rozdzielającym, a mostem kulturowym łączącym oba kraje” – dodał Purlys.

Jesteśmy blisko szczytu i znów spadamy w przepaść

Prof. Alvydas Nikžentaitis, prezes zarządu Forum Jerzego Giedroycia, porównał relacje polsko-litewskie do mozolnego wspinania się pod górę.

„Kiedy zdaje się, że jesteśmy już blisko szczytu, nagle znajdujemy się nad przepaścią, spadamy w dół i znów próbujemy wchodzić z powrotem. W roku 2006 brałem udział w podobnej jubileuszowej imprezie, poświęconej 15-leciu stosunków dyplomatycznych Litwy i Polski. Pamiętam, że było wtedy miło, cicho, spokojnie, zdawało się, że wszystko już osiągnęliśmy, chociaż już wtedy była dostrzegalna mnogość problemów. W okresie, gdy zdawało się, że relacje osiągnęły apogeum, zostały całkowicie zaniedbane kwestie mniejszości polskiej na Litwie, a teraz z powodu pogorszonych relacji o wiele trudniej je rozwiązać” – zauważył Nikžentaitis.

„Szerokie spektrum polityków i organizacji, którzy biorą udział w tej konferencji, pokazuje, że jest ona ważna i potrzebna. Niedawno na Litwie gościł dowódca Wojska Polskiego, który w jednej z wypowiedzi podkreślił, że Polska bez wahania przyszłaby z pomocą militarną Litwie w razie potrzeby. Podzieliłem się tymi słowami na Twitterze, ponieważ uważam, że należy rozgłaszać pozytywne aspekty naszej współpracy. Napisałem: braterskie państwo polskie wesprze nas w trudnej sytuacji. Zarówno ze strony Litwinów, jak i Polaków doczekałem się jednak różnych reakcji. Wielu pytało, dlaczego nazywam państwo polskie braterskim. Toteż chciałbym, aby konferencje takie jak ta były pretekstem do szukania wspólnoty, a nie różnic” – zaznaczył Linas Kojala, dyrektor Centrum Studiów Europy Wschodniej.

Program konferencji zawierał dwa panele dyskusyjne. W pierwszym uczestnicy mieli się zastanowić nad wpływem historii na relacje polsko-litewskie, tematem drugiego był kontekst geopolityczny.

Podpalić historyków

„Kiedyś proponowałem mojemu koledze, prof. Bogdanowi Szlachcie, rozwiązanie dla stosunków polsko-litewskich: zebrać wszystkich litewskich i polskich historyków w stodole i tę stodołę podpalić. Później jednak zrozumiałem, że mój pomysł nie ma sensu. Można zmienić historyków, ale nie zmieni się historii. Historia nas dzieli, a jednocześnie łączy. Polacy sami nie interpretują swojej historii jednakowo. Gdyby byli tutaj Adam Michnik i Jarosław Kaczyński, nie byliby zgodni co do niektórych aspektów polskiej historii” – zagaił dyskusję moderator prof. Alvydas Jokubaitis.

Dr Małgorzata Stefanowicz, dyrektor Centrum Studiów Litewskich Uniwersytetu Jagiellońskiego mówiła o różnych etapach i sposobach interpretowania wspólnej historii Polski i Litwy w dwudziestym wieku – od instrumentalnego traktowania historii w celu mobilizowania mas, poprzez pragmatyczne poświęcenie swoich racji historycznych w imię dostania się do struktur europejskich, aż do powrotu do starych schematów myślowych.

„Doświadczenie kilkudziesięciu minionych lat wskazuje, że historia może i prawdopodobnie będzie dzielić oba państwa na poziomie polityki sąsiedzkiej, z drugiej strony jednak nieodłączność elementów polskich w historii Litwy i litewskich w historii Polski będzie tym czynnikiem, który nie pozwoli ostatecznie się rozłączyć tym dwóm narodom, społeczeństwom, państwom” – podsumowała Stefanowicz.

Tylko Tomaszewski wie, do kogo zadzwonić

Publicysta Rimvydas Valatka nie skupiał się na kontekście historycznym, tylko na obecnej kondycji stosunków polsko litewskich.

„Przyjaźń, czy to między ludźmi, czy między krajami, wymaga uwagi. Przyzwyczailiśmy się, że spotykają się prezydenci, może jacyś generałowie czy ministrowie. Ale Polska i Litwa składają się z wielu ludzi, wielu czynników. Jeżeli chcemy wspiąć się na górę, o której mówił prof. Nikžentaitis, i cieszyć się piękną panoramą, powinniśmy wspinać się – prezydent z prezydentem, profesorowie z profesorami, bezrobotni z bezrobotnymi. Ale najważniejsza jest wspólna wspinaczka obu sejmów” – mówił Valatka, podkreślając, że parlamenty obu krajów powinny rozwijać relacje horyzontalne.

„Kiedy dzisiaj istnieją parlamentarne grupy współpracy obu państw, po wyborach w Polsce znika jedna połowa posłów, którzy pracowali do tej pory, po wyborach na Litwie znika druga połowa. I jedyną osobą na Litwie, która po każdej zmianie władzy w Polsce wie, do kogo zadzwonić i z kim się naradzić, jest Waldemar Tomaszewski” – zauważył publicysta.

Historia i geografia zapewniają Polsce rolę lidera

Były premier Gediminas Kirkilas przypomniał między innymi Traktat o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, który podpisali ówcześni prezydenci Algirdas Brazauskas i Lech Wałęsa.

„Była dobra wola i chęć współpracy. Dzisiaj ja i Andrius Kubilius jesteśmy etatowymi uczestnikami wszelkich spotkań i konferencji na tematy związane z Polską. Dziwię się, gdzie są młodzi politycy, dlaczego nie szukają kontaktu z młodymi politykami z Polski. Wiele zależy od woli polityków i chęci współpracy oraz tego, by w obawie przed opinią publiczną nie bać się przedstawiać te kwestie w swoich krajach” – powiedział Kirkilas.

„Polska jako pierwsza przeszła transformację postrzegania własnej historii. Historia i geografia zapewniają Polsce rolę lidera, ale trzeba umieć to wykorzystać organicznie i nie uważać, że jedynie z powodu geograficznej wielkości mniejsi sąsiedzi powinni się podporządkować” – mówił z kolei były premier, lider opozycji sejmowej Andrius Kubilius.

Kubilius dodał, że Litwini są w pewnym sensie zakładnikami historii, ponieważ historię Litwy postrzegają przede wszystkim jako historię Litwinów, nie zauważając wkładu innych narodów w historię państwa. Jak powiedział, stąd między innymi jego decyzja o kandydowaniu do sejmu w rejonie solecznickim jako próba formowania szerszej strategii dla Wileńszczyzny.

Za pół roku możemy obudzić się w innym świecie

Uczestnicy drugiego panelu dyskusyjnego mówili przede wszystkim o geopolitycznych uwarunkowaniach relacji polsko-litewskich. Prof. Waldemar Paruch, doradca marszałka Sejmu RP Marka Kuchcińskiego, obok znaczenia polityki wschodniej podkreślał także zagrożenia ze strony Rosji.

Jako politolog bardzo boję się opinii, że Rosja nie jest niebezpieczna, bo przeżywa kryzys gospodarczy. Myślenie o tym, że w Rosji brakuje pieniędzy, dlatego nie zacznie wojny, jest myśleniem kompletnie błędnym. Rosja swoją siłę czerpie z potencjału politycznego. Pierwszą fazą agresji Rosji była Gruzja, drugą Krym, trzecią Wschód Ukrainy, a jak będzie wyglądała czwarta faza? Piąta, szósta? W interesie wszystkich państw Europy Środkowo-Wschodniej jest umacnianie potencjału tych państw, wokół których inne państwa mogą się gromadzić. W tym wypadku to Polska i Rumunia, wszystkie inne z racji historycznych są słabsze” – uważa prof. Paruch.

Prelegent nie szczędził krytyki wobec polityki zagranicznej prowadzonej przez poprzednie władze Polski, a zwłaszcza ministra Radosława Sikorskiego, którą określił jako „politykę twitterową”.

Kolejny mówca, dr Žygimantas Pavilionis, były ambasador Litwy w USA, a w nadchodzących wyborach do Sejmu kandydat konserwatystów, takim samym mianem określił obecną politykę zagraniczną Litwy. Jego zdaniem najlepszy okres relacji obustronnych przypadał na czasy rządów Lecha Kaczyńskiego.

„Działaliśmy na poziomie strategicznym, tworzyliśmy agendy, a nie byliśmy ofiarami czyjejś agendy, robiliśmy politykę, a nie reagowaliśmy na politykę. Zanim żył Kaczyński, Polska i Litwa działały jako ostatni hamulec blokujący Putina. Kiedy przyszedł Sikorski, Polska nie była dla nas wsparciem w Partnerstwie Wschodnim. Nie wiemy, jaki będzie świat za pół roku, a może być bardzo zły. Moim zdaniem spotkanie prezydentów Grybauskaitė i Dudy może być pierwszym krokiem do porozumienia, musimy go tylko wypełnić treścią” – podsumował Pavilionis.

PODCASTY I GALERIE