• Świat
  • 22 sierpnia, 2020 9:25

Zbrodnie przeciwko ludzkości w działaniach OMON-u na Białorusi

„Działania OMON-u wobec demonstrantów na Białorusi noszą znamiona co najmniej trzech zbrodni przeciwko ludzkości, ale można je będzie zbadać dopiero po zmianie władzy” – mówi Dainius Žalimas, przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego.

BNS
Zbrodnie przeciwko ludzkości w działaniach OMON-u na Białorusi

Fot. Žygimantas Gedvila/BNS

„Widzę tu co najmniej kilka oznak zbrodni międzynarodowej, którą można też nazwać zbrodnią przeciwko ludzkości. Są to na przykład masowe zabójstwa i tortury. Druga sprawa to wymuszone zaginięcia – kiedy władze porywają pewne osoby, a my nic nie wiemy o ich losie. Często okazuje się, że zostali oni zabici albo nie odnajdują się wcale. Trzecia sprawa to masowe prześladowania za poglądy polityczne” – powiedział w piątek D. Žalimas.

Podkreślił, że w przestrzeni publicznej widzimy obecnie wiele dowodów na takie zachowania, dlatego trzeba je systematycznie badać.

„Pytanie na przyszłość, jeśli nastąpi zmiana rządu na Białorusi, to kto mógłby poprowadzić śledztwo w sprawie tych zbrodni. Wygląda na to, że potrzebne mogą być tutaj wyjątkowe rozwiązania, gdyż sądy krajowe na Białorusi w ich obecnym kształcie są ewidentnie marionetkami reżimu. Białoruskie organy ścigania prawdopodobnie nie są w stanie prowadzić dochodzeń w sprawie podobnych zbrodni” – powiedział prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Prawnik uważa, że ​​być może społeczność międzynarodowa mogłaby w tej kwestii pomóc.

„W takich przypadkach społeczność międzynarodowa często może pomóc. Jedną z opcji mógłby być specjalny trybunał ad hoc na Białorusi” – powiedział.

Taki trybunał mógłby zostać utworzony na mocy umowy międzynarodowej lub za pośrednictwem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Prawdą jest jednak, że druga opcja, zdaniem D. Žalimasa, jest „bardziej z dziedziny fikcji”.

Prawnik twierdzi, że najpierw potrzebna jest zmiana rządu na Białorusi zanim będzie można rozważyć jakiekolwiek dochodzenie, ale wątpliwe jest, czy obecny rząd zechce przeprowadzić nowe wybory.

„Bardzo wątpię, że Białorusini zgodziliby się na przeprowadzenie wyborów przez te same instytucje, przynajmniej w takim samym składzie, jak obecnie. Jest oczywiste, że Centralną Komisję Wyborczą Białorusi można by nazwać komisją do spraw fałszerstw wyborczych” – powiedział D. Žalimas.

Po ogłoszeniu przez władze białoruskie, że Alkasandr Łukaszenka zdobył 80 proc. głosów w wyborach prezydenckich i został wybrany na kolejną kadencję, w kraju wybuchły tysiące protestów, które trwają do dziś. Wiele z nich zostało brutalnie stłumionych – zatrzymano około 7 tys. ludzi, zatrzymani zgłaszają tortury w aresztach, znane i potwierdzone są trzy zgony oraz setki rannych.

PODCASTY I GALERIE