Świat
PAP

Zarzuty dla dwóch rosyjskich kontrolerów w sprawie katastrofy smoleńskiej

Ostatnie wnioski biegłych dały podstawy do postawienia dwóm rosyjskim kontrolerom z wieży smoleńskiego lotniska zarzutów popełnienia przestępstwa - poinformowała w piątek prokuratura wojskowa. Biegli - jak ujawniono - wskazali też m.in. na niewłaściwe działanie załogi Tu-154.

Prowadząca śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła wnioski z otrzymanej przed trzema tygodniami kompleksowej opinii biegłych w sprawie przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej. „Prokuratorzy dokonali analizy całej opinii (…); jeśli chodzi o wnioski dotyczące bezpośrednich przyczyn katastrofy prokuratorzy uznali opinię za jasną i dostarczającą podstaw do określonych decyzji procesowych” – powiedział szef warszawskiej WPO płk Ireneusz Szeląg.

Jedną z tych decyzji procesowych są – jak przekazała WPO – postanowienia o postawieniu dwóm rosyjskim kontrolerom zarzutów popełnienia przestępstwa. „Pierwszemu z nich zarzuca się sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym (…), wobec drugiego wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym” – powiedział płk Szeląg.

Dodał, że prokuratura „w oparciu o zapisy europejskiej konwencji o pomocy w sprawach karnych uruchomiła procedurę zmierzającą do możliwości ogłoszenia obywatelom rosyjskim postanowień o przedstawieniu zarzutów i przesłuchania ich w charakterze podejrzanych”. Wyjaśnił, że do czasu tych czynności prokuratura nie będzie informować o szczegółowej treści zarzutów. Prokuratura nie podała też danych identyfikujących obu kontrolerów.

Postanowienia o przedstawieniu zarzutów – jak poinformowała prokuratura – zapadły 24 marca. Zgodnie z art. 174 Kodeksu karnego „kto sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Także, jeżeli następstwem nieumyślnego sprowadzenia katastrofy jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca zgodnie z art. 173 Kk podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Jednocześnie prokuratura zastrzegła, że fakt nieodesłania odpowiednio wcześniej Tu-154 na lotnisko zapasowe nie jest objęty zarzutami dla kontrolerów. „Do przedstawienia zarzutu z art. 173 lub 174 Kk niezbędne jest znamię bezpośredniości wpływu na katastrofę bądź bezpośredniości sprowadzenia niebezpieczeństwa takiej katastrofy. W sytuacji takiej prokuratorzy uznali, że takiej bezpośredniości nie ma, w związku z tym nie mogli sformułować stosownego zarzutu” – powiedział zastępca szefa WPO płk Ryszard Filipowicz.

Wcześniej – w sierpniu 2011 r. – WPO postawiła zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych dwóm oficerom, którzy w 2010 r. zajmowali dowódcze stanowiska w ówczesnym 36. specpułku. Chodzi o organizację lotu Tu-154 w zakresie wyznaczenia i przygotowania załogi samolotu.

W piątek płk Szeląg poinformował, że wnioski z kompleksowej opinii biegłych spowodowały wydanie postanowienia o zmianie zarzutów wobec tych dwóch oficerów. Obecnie obu podejrzanym zarzuca się przestępstwa niedopełnienia obowiązków „w zakresie m.in. dokonania analizy możliwości wykonania zadania lotniczego oraz oceny warunków atmosferycznych i niewłaściwego wyznaczenia składu załogi”. „Czynności ogłoszenia podejrzanym postanowień o zmianie zarzutów przeprowadzono we wtorek i środę. Żaden z podejrzanych nie przyznał się do przestępstwa i obaj skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień” – poinformował.

Mówiąc o wnioskach z opinii, prokuratorzy zaznaczyli, że „jako pierwszą bezpośrednią przyczynę katastrofy biegli wskazali niewłaściwe działanie załogi, polegające na zniżaniu samolotu przez dowódcę statku powietrznego poniżej własnych warunków minimalnych do lądowania i niewydanie komendy odejścia na drugie zajście”. Dodali, że było to „działanie nieadekwatne do panującej na lotnisku sytuacji meteorologicznej”.

„Dowódca samolotu nie miał prawa, wobec braku widzialności ziemi, zejść poniżej 120 m. Zakazu tego nie zmieniała zgoda wieży smoleńskiej na zejście do 100 m” – wskazał płk Szeląg.

Ponadto, jak powiedział, jako przyczynę katastrofy biegli wskazali „naruszenie reguł określonych w instrukcji użytkowania Tu-154 w locie” oraz „instrukcji współdziałania i technologii pracy członków załogi samolotu”. Inną z przyczyn wskazanych przez biegłych były także nieprawidłowości w związku z wyznaczeniem do lotu „osób bez ważnych uprawnień, lub wręcz bez uprawnień, do wykonywania lotów na tym typie samolotu”.

„Jak wynika z opinii, spośród załogi jedynie technik pokładowy posiadał ważne uprawnienia do wykonywania tego lotu w tym dniu” – zaznaczył płk Szeląg.

Biegli wykluczyli natomiast, aby uszkodzenia Tu-154 powstały z innych przyczyn niż zderzenia z przeszkodami terenowymi. Płk Filipowicz podkreślił, że z badań rejestratora ATM wynika, iż wszystkie systemy samolotu były sprawne do chwili uderzenia w pierwszą przeszkodę terenową. Dodał, że po uderzeniu lewym skrzydłem w brzozę, samolot stracił zdolność do utrzymywania lotu poziomego, co spowodowało upadek maszyny.

Według biegłych uderzając w ziemię, samolot był kompletny, pomijając uszkodzenia spowodowane uderzeniem w brzozę. Biegli nie stwierdzili także śladów oddziaływania ognia na zasadniczych elementach konstrukcyjnych samolotu; nie było też wybrzuszeń powłoki samolotu charakterystycznych dla wybuchu.

„Podczas całego lotu samolot Tu-154, w tym awionika, zespół napędowy oraz wszystkie systemy i instalacje pracowały właściwie. Stan techniczny samolotu nie miał związku z zaistniałą katastrofą lotniczą. Stan zdrowia załogi oraz jej stan fizyczny nie miał wpływu na powstanie katastrofy” – powiedział płk Filipowicz.

Kompleksowa opinia biegłych zawiera także analizę ponownych kopii nagrań z kokpitu Tu-154. Polscy biegli ponownie skopiowali zapisy „czarnej skrzynki” w lutym 2014 r. w Moskwie; liczyli, że przy użyciu nowej metodologii i sprzętu uda się dokonać skuteczniejszego odsłuchu zapisu czarnej skrzynki.

„Zdaniem biegłych (…) przeprowadzone prace fonoskopów wskazały, że istnieją przesłanki na możliwość przebywania w kabinie samolotu dowódcy sił powietrznych w ostatnim fragmencie zbliżania się samolotu do lotniska” – powiedział płk Szeląg.

Zaznaczył, że w ocenie biegłych „istnieją okoliczności, które wskazują na to, że możliwie jest uznanie obecności osoby dowódcy sił powietrznych w kokpicie bądź też w jego bezpośrednim sąsiedztwie”. Wszystkie dotychczasowe stenogramy i analizy głosów wskazują na to, że nie była zachowana tzw. sterylność kokpitu, sterylność kabiny” – dodał.

Prokurator podkreślił, że osoba, która przebywała w kokpicie, nie złamała ówczesnych przepisów. „W odróżnieniu od przepisów w lotnictwie cywilnym, obowiązujące wtedy przepisy w siłach powietrznych nie zawierały bezwzględnej sterylności kokpitu. Przepis (…) wskazywał, że wstęp do kabiny pilotów mają tylko członkowie statku powietrznego i szef pokładu. Ale w uzasadnionych przypadkach zezwolenie na wejście do kabiny pilotów innych osób wydać może dowódca statku powietrznego” – mówił płk Szeląg.

„Zatem, jeśli przebywały jakieś osoby w kabinie pilotów bądź też drzwi od kokpitu były otwarte i osoby przebywały blisko, a przecież wiemy ze stenogramów i fonoskopów, że bez wątpienia część wypowiedzi należy do innych osób niż członkowie załogi – to odbyło się to w zasadzie zgodnie z przepisami. W tym zakresie decyzje podejmował dowódca statku powietrznego” – podkreślił.

Dodał, że obecność jakiejkolwiek innej osoby w kokpicie bądź w jego pobliżu „nie może przekładać się na to, że osobę tę można próbować obarczać jakąś odpowiedzialnością za to, co dotyczyło bezpośrednio procesu kierowania samolotem”.

Zaznaczył także, że prokuratorzy dokonywali i cały czas dokonują precyzyjnej analizy „każdej wypowiedzi”, którą udało się odczytać. „Decyzja o ewentualnym upublicznieniu (najnowszych stenogramów – PAP) zapadnie dopiero po zakończeniu tej analizy. Udało się odczytać więcej niż w dotychczasowych stenogramach. Istotą jest teraz, czy te wypowiedzi, które dodano do dotychczasowych stenogramów, mają znaczenie dla biegu śledztwa – czyli wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy, czy też dotyczą one kwestii zupełnie dla katastrofy obojętnych” – mówił.

Zdaniem szefa WPO nie ma jednak większych różnic między kompleksową opinią biegłych a innymi zgromadzonymi dotychczas dowodami. „Prokuratura dokonała ustalenia zgodności tej opinii z pozostałym materiałem dowodowym w sprawie i większych różnic nie spostrzega” – ocenił płk Szeląg.

WPO poinformowała także o przedłużeniu śledztwa do 10 października, ale – jak wynika z przekazanych informacji – nie będzie to końcowy termin tego postępowania. „Wszystkie okoliczności wskazują na to, że do końca tego roku śledztwa nie uda się zakończyć” – mówił płk Szeląg.

„Wynika to przede wszystkim z tego, że posiadamy wiedzę o rytmie pracy zespołu biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, którzy przygotowują opinię dotyczącą każdej ofiary katastrofy z osobna, uwzględniającą polską dokumentację lekarską oraz wytworzoną w Rosji” – powiedział. Dodał, że ten rytm pracy wskazuje, że nie zdołają oni przygotować tej opinii do końca tego roku.

Ponadto prokuratorzy poinformowali, że także w odniesieniu do otrzymanej w marcu kompleksowej opinii biegłych konieczne jest jeszcze jej uzupełnienie dotyczące fragmentów mówiących np. o czynnikach, które stworzyły sprzyjające warunki do zaistnienia katastrofy.

Z kolei ppłk Janusz Wójcik z Naczelnej Prokuratury Wojskowej przypomniał, że prokuratura nadal oczekuje odpowiedzi na wnioski o pomoc prawną wysłane do USA oraz Rosji. „Oczekujemy na wykonanie przez stronę rosyjską wniosku polegającego na zwrocie wraku, rejestratorów samolotu i urządzeń” – dodał.

„Konsekwentnie powtarzamy: wrak bez wątpienia musi wrócić do Polski. To jest własność polskiego rządu, wszystko co znajdowało się na jego pokładzie było własnością bądź rządu polskiego, bądź polskich obywateli” – podkreślił płk Szeląg. Powtórzył jednak, że „prokuratura nie może być zakładnikiem braku wraku”, zaś biegli określili, iż „dostęp do wraku był taki, jakiego sobie życzyli” i brak wraku „nie stoi na przeszkodzie, żeby śledztwo zakończyć”.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!