Romaszewska-Guzy: powinniśmy pamiętać, że Białoruś to bardzo ważna część Europy Środkowo-Wschodniej

Białoruś jest w momencie przełomowym, a sytuacja w tej chwili jest bardzo nieprzewidywalna. Przede wszystkim powinniśmy pamiętać, że to bardzo ważna części naszej Europy Środkowo-Wschodniej. Zarówno w przypadku Polski jak i Litwy to jest bliski kuzyn, z którym wiele lat funkcjonowaliśmy w tym samym państwie - mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor telewizji Bełsat TV, która zapewnia Białorusinom dostęp do niezależnej informacji o sytuacji w ich kraju.

Renata Butkiewicz

Renata Butkiewicz: Jak się rozwija sytuacja na Białorusi? W białoruskich mediach pojawiła się informacja, że dzisiaj wieczorem blokowane będą wszystkie drogi. 

Agnieszka Romaszewska-Guzy: Bardzo trudno powiedzieć, jak to się będzie rozwijać, bo protesty są spontaniczne, one nie mają jasnego centralnego kierownictwa. Natomiast widać rozwijający się terror. Nie waham się użyć teraz tego słowa, to jest ,,terror”. Ludzi się katuje w dowolnym miejscu. To były takie łapanki, które się zdarzały w Mińsku zaraz powyborczej nocy i następnej nocy. Nasz kolega tam był, on to opisał dokładnie, jak przez pięć godzin usiłował wrócić do domu z centrum, jak łapano całkowicie spokojnych ludzi – szli sobie chłopak z dziewczyną, to tego typu sceny. Jak dziś rano włączono Internet na Białorusi, mamy napływ dramatycznych obrazków stamtąd. Widać, jak ci ludzie zostali pobici, skatowani, ale myślę, że to nie jest przypadek. To jest celowo zrobione po to, żeby maksymalnie zastraszyć naród, zastraszyć społeczeństwo i żeby ludzie już więcej nie wyszli na żadne ulice. I teraz jest pytanie, co dalej się zdarzy, bo ile ludzie mogą wychodzić na ulice, ile czasu? Trudno powiedzieć. Jakie jeszcze formy protestu będą, czy wchodzi w grę strajk, który w tym przypadku jest o wiele skuteczniejszą bronią, jak to pamiętamy jeszcze z Polski z lat 80. Jedno jest pewne – społeczeństwo białoruskie się obudziło.

R. B.: Z obserwacji wynika, że im bardziej formy agresji ze strony władz przybierają na sile, to społeczeństwo jeszcze bardziej się budzi do walki. Natomiast niepokojące jest to, że zatrzymywani są dziennikarze, są bici, odbierany jest sprzęt, materiały, nagrania. Jak trudno jest pracować dziennikarzom na miejscu?

A. R-G.: My oczywiście mamy pełną informację, dlatego że jednym z najbardziej prześladowanych mediów jest Belsat, tak jak ja. To jest telewizja satelitarna. W związku z tym nawet przy zablokowaniu Internetu, ona jest dostępna przez talerze satelitarne. Oczywiście nie wszyscy mają talerze, ale ci którzy mają, mogą się dzielić informacją. Staramy się i staraliśmy się nadawać na żywo non stop, jeżeli tylko mieliśmy jakiekolwiek okruchy informacji. Ale za to płacili nasi dziennikarze. Cały czas kogoś zatrzymują, kogoś wypuszczają, my ciągle kogoś szukamy. Ok. 9 osób było zatrzymanych ostatnio. Już wcześniej byli zatrzymani inni, wypuszczeni. Kilku naszych dziennikarzy było pobitych bardzo ostro. Ale oprócz tego to nie są tylko nasi dziennikarze. Ciągle jeszcze z tego, co wiem, nie znaleziono redaktora naczelnego ,,Naszej Niwy” – ważnej gazety białoruskiej, który gdzieś został aresztowany i gdzieś się zapodział. My zresztą nie możemy znaleźć naszych dwóch koleżanek, które poszły po kolegów pod areszt śledczy i nie wróciły już stamtąd. Fotografom zabierany był sprzęt, niszczony, karty były niszczone. Reżim doskonale wie, że siła społeczeństwa jest w przepływie informacji. Im więcej ludzi wie o tym, im bardziej wie, co się dzieje w całym kraju, a nie tylko u nich, tym bardziej skuteczne są te działania, ludzie czują się pewniejsi. W związku z tym absolutną podstawą jest blokowanie informacji. Widać, że to jest wojna przeciw dziennikarzom. 

R. B.: Unia europejska wzywa Białoruś do dialogu ze społeczeństwem. Czy Pani zdaniem, to w autorytarnym kraju w ogóle jest możliwe?

A. R-G.: Właściwie wszędzie to było jakoś możliwe, myśmy mieli w swoim czasie autorytarny PRL, w którym to było możliwe, jakiś dialog był.  Oczywiście pytanie, jak to się wszystko zakończy. Rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie gołymi rękami obalili uzbrojony reżim. Trzeba wymyślić jakieś sposoby wyjścia z tej sytuacji. Zazwyczaj w przypadku takich reżimów w pewnym momencie dochodzi do kruszenia się. Współpracownicy dyktatora mają rozumieć i zdawać sobie sprawę, że wszystko się kiedyś skończy i że oni źle na tym wyjdą na koniec, jak za długo przy tym będą się trzymać. Jak już będzie następny etap, następny system, to oni będa mieli poważne problemy. I wielu w pewnym momencie zaczyna się wycofywać. To ma zawsze przyczyny trochę moralne, bo oni są normalnymi ludźmi. Owszem większość z nich jest z wysokiej nomenklatury urzędniczej, ale nie muszą być terrorystami i katami. Jak się cokolwiek zmieni, to oni będą winni, to oni nie będą mieli przyszłości. Tu sporo do powiedzenia ma też Rosja, która na pewno ogląda to z bardzo dużą uwagą i myślę, że już się zastanawia, jak wykonać następne rozdanie.

R. B.: Jak można teraz pomóc Białorusi? Co jest najważniejsze i co możemy zrobić?

A. R-G.: W tej chwili najważniejsza jest pomoc dla osób, które były pokrzywdzone i represjonowane. Trzeba próbować też pomagać bezpośrednio tym organizacjom, które tym się zajmują, bo one muszą mieć za co to robić. To nie jest tylko kwestia pomocy finansowej, to jest kwestia rekompensowania grzywien, które nieustannie płacą media. My płacimy ogromne ilości grzywien co miesiąc. A także sprzęt dziennikarzy. Spora część dziennikarzy to freelancerzy i ma własny sprzęt. Jak zostanie im zniszczony, to nie mają na czym zarabiać. To jest też ważne, żeby tego typu pomoc próbować zorganizować dla ludzi. Poza tym myślę, że nagłaśnianie wszystkiego tak, żeby nacisk na Białoruś się rozwijał. Ważne jest też pamiętanie, że tam będzie jakiś następny etap. W tym następnym etapie UE, a także Litwa i Polska nie powinny być biernymi aktorami ulegającymi swemu potężnemu sąsiadowi jakim jest Putin. 

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej