Krym: Bastion rosyjskiej pamięci

Głębokie podziały na Ukrainie są faktem szeroko znanym. Obejmują one wiele obszarów, w tym (a może nawet przede wszystkim) tożsamość mieszkańców wschodu i zachodu tego kraju. Wyraźnie widać to na Krymie i funkcjonowaniu przeszłości w tamtejszej przestrzeni publicznej.

histmag.org
Krym: Bastion rosyjskiej pamięci

Fot. Wikipedia

Gdy w XVIII w. Rosja podbiła Półwysep Krymski, tereny te zaczęły powoli się wyludniać, co spowodowane było przeniesieniem się Tatarów na tereny Imperium Osmańskiego. Powoli rosło też osadnictwo rosyjskie, skupione początkowo wokół dwóch nowych miast – Symferopola, położonej centralnie stolicy guberni taurydzkiej, oraz Sewastopola – głównej południowej bazy Floty Rosyjskiej. W późniejszych dekadach Krym coraz bardziej był włączany w świat rosyjski. Przebywał tam Aleksander Puszkin, dla którego natura i dawne chańskie zabytki stawały się doskonałą poetycką inspiracją. W rejonie Jałty arystokraci rosyjscy pobudowali w XIX wieku swoje pałace, wśród których najbardziej znanym okazała się carska rezydencja w Liwadii, słynna z konferencji Wielkiej Trójki w 1945 r. W latach 50. XIX w. półwysep stał się areną konfliktu caratu z Turcją, Francją i Wielką Brytanią. Rewolucja październikowa zmieniła tu niewiele – po epizodzie z rządem tatarskim i pobytem „białych” Krym wszedł w posiadanie Związku Radzieckiego jako republika autonomiczna w ramach Rosyjskiej FSRR. Kraj przeżył ofensywę niemiecką w latach 1941-1942 oraz wyzwolenie w 1944 r., które łączyło się z wysiedleniem Tatarów do Azji Środkowej, będącym karą za współpracę z Niemcami.

Wypędzenie Tatarów wzmocniło jeszcze bardziej przewagę liczebną Rosjan, którzy od XIX w. osiedlali się na półwyspie krymskim. Paradoksalnie jednak wkrótce sytuacja zmieniła się na ich niekorzyść – 19 lutego 1954 r., w związku z 300. rocznicą ugody perejasławskiej, która w dominującej narracji łączyła Rosjan z ich mniejszymi braćmi z Ukrainy, podjęto decyzję o włączeniu Krymu do Ukraińskiej SRR. Przez kolejne kilkadziesiąt lat nie stanowiło to jednak większego problemu – wciąż istniał Związek Radziecki, rosyjskie enklawy funkcjonowały na terenie całego państwa, a Rosjanie, zwłaszcza Ci, którzy osiedlili się na Krymie po wojnie, stanowili armię „ludzi radzieckich”, pracujących na potrzeby Imperium (wojskowi, specjaliści, technicy, przedstawiciele administracji) bądź też obsługujących rosyjską obecność na półwyspie.

Wszystko zmieniło się wraz z upadkiem ZSRR. W lutym 1991 r. powstała Krymska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka w składzie radzieckiej Ukrainy. Można dywagować nad tym na ile autonomia była głównym celem, na ile zaś tylko przyczynkiem do włączenia Krymu do Rosji. Ostatecznie żywot KASRR zakończył się w 1992 r., kiedy to przekształcono ją w Autonomiczną Republikę Krymu w obrębie niepodległej Ukrainy, z własnym jednoizbowym parlamentem oraz Radą Ministrów na czele z premierem, którego kandydaturę ustala się z Kijowem.

Dla uzupełnienia tego obrazu konieczne jest przypomnienie o składzie narodowościowym mieszkańców półwyspu (według danych z 2001 r.). Zdecydowaną większość (ok. 60%) stanowią Rosjanie, jedna czwarta to Ukraińcy (z których mniej niż połowa deklaruje używanie języka ukraińskiego) zaś 10% obywateli Autonomicznej Republiki to Tatarzy Krymscy, którzy postanowili wrócić na rodzinne tereny z wygnania.

Jak przekłada się to na pamięć i tożsamość? Oczywiście trudno wypowiadać się tu z dużą precyzją, gdyż nie dysponujemy badaniami socjologicznymi mieszkańców Krymu odnoszącymi się do ich myślenia o sobie i swojej wspólnocie. Jednak o pewnych zjawiskach świadczyć może choćby prostu rzut oka na przestrzeń publiczną krymskich miast i obecne w nim upamiętniania historyczne.

Pierwszym, co zwykle zwraca uwagę, jest wszechobecność reliktów ZSRR. Ulice Marksa, Lenina, bohaterów światowego ruchu robotniczego, Komsomolców i Czerwonoarmistów są obecne w każdym mieście, i to bynajmniej nie w postaci zaułków i polnych uliczek. Co oczywiste, nie dziwi też spotkanie ze stojącym na cokole Włodzimierzem Iliczem Leninem, przedstawianym jako przywódca (na stojąco, z wyciągniętą ręką) bądź też jako siedzący intelektualista – w tej ostatniej formie można go zauważyć m.in. po wyjściu z dworca kolejowego w stołecznym Symferopolu.

Oddzielną kategorią postradzieckiego spadku są pomniki przypominające o drugiej wojnie światowej. W centrum Sewastopola, miasta-bohatera, znajduje się miejsce pamięci o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej z płonącym wiecznym ogniem, nad morzem można zaś zauważyć monumentalne postacie żołnierza i marynarza, porównywalne swoim rzeźbiarskim rozmachem do stalingradzkiej Matki Ojczyzny. W każdym mieście znaleźć można tablicę, pomnik lub czołg upamiętniające obronę bądź wyzwolenie z lat drugiej wojny światowej.

Motywem, który zasługuje na oddzielne omówienie, jest też zjawisko „komercjalizacji komunizmu”, występujące również w Polsce – bo czym innego może być tania stołówka „ZSRR” reklamująca się hasłem „Smak nostalgii” i obwieszona plakatami propagandowymi? Albo saturator, z którego można napisać się napoju, który rzekoma będzie przypominał czasy Breżniewa?

Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że na cokołach pojawiają się też postacie nie pochodzące z okresu po 1917 r. Na skwerach Sewastopola spotkać można dwoje bohaterów „starej” Rosji: cesarzową Katarzynę Wielką, założycielkę miasta i portu Floty Czarnomorskiej, a także admirała Nachimowa, dzielnego obrońcę rosyjskiej twierdzy w czasie wojny krymskiej. Trzecim wielkim bohaterem może być Puszkin, którego obecność w różnych miejscach jest bardzo skrupulatnie odnotowywana.

W hali głównej symferopolskiego dworca znajduje się krótki wykład „krymskiego panteonu”, pochodzący jeszcze z okresu radzieckiego, ale w swej wymowie równie nacjonalistyczny co komunistyczny. Na medalionach umieszczonych w czterech kątach sali przedstawiono profile wybitnych postaci związanych z historią. Kogo tam zauważymy? Oczywiście, w związku z momentem powstania nie mogło zabraknąć tam Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina (ten ostatni nie dotrwał do naszych czasów, jednak o jego obecności świadczy wymownie pusty medalion). Dalej dominują już Rosjanie: Suworow, Kutuzow i Nachimow, Puszkin, Tołstoj i Gorki a także Miczurin, Pawłow, Mendelejew oraz Łomonosow. „Opcję ukraińską” reprezentują jedynie Szewczenko oraz Chmielnicki – uniwersalni bohaterowie Ukraińców, hołubieni również w czasach USRR.
ak można interpretować ten pobieżnie zebrany materiał? Nie da się nie odnieść wrażenia, że znajdujemy się jakieś kilkaset kilometrów na wschód, na terenie Federacji Rosyjskiej. O ukraińskiej przynależności Krymu przypominają nam co najwyżej banknoty z wizerunkami bohaterów historii tego państwa – Włodzimierzem Wielkim, Bohdanem Chmielnickim, Mychajłem Hruszewskim czy Łesią Ukrainką. Dużo łatwiej trafimy na inny zespół odniesień – do carskiej Rosji i Związku Radzieckiego (pomijam tu starszą historię, zarówno grecką jak i tatarską, którą Krym stara się zagospodarować, z różnym skutkiem).

Rosyjska społeczność mieszkańców Krymu – mniejszość narodowa, która w wypadku Autonomicznej Republiki jest większością – woli odwoływać się do historii pojmowanej według własnych wyobrażeń. W pewien sposób są to sieroty po Imperium, które najpierw miało kolor biało-złoty, później zaś czerwony. To właśnie to Imperium doprowadziło do osiedlenia ich nad Morzem Czarnym i ono zapewniało im mniej lub bardziej dostatnie życie. I to raczej do jego spuścizny, a nie tradycji Kijowa, społeczność ta woli się odwoływać.
Bardzo często kładzie się nacisk na to, jak różne tożsamości i pamięć mają mieszkańcy Lwowa i Kowla oraz Charkowa i Doniecka. Ale to właśnie przykład krymski jest esencją Ukrainy „niebieskiej”, tak bardzo innej niż „żółta”.

Tomasz Leszkowicz:
Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesują go też dzieje Niemiec i historia wojskowości. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Członek redakcji merytorycznej „Histmaga” od października 2006 roku. Opiekun przeglądu imprez historycznych. Publikował także w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Tece Historyka” oraz „Niepodległości i Pamięci”. Stały współpracownik tygodnika polonijnego „Monitor” z Chicago. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów oraz książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Link do artykułu.

PODCASTY I GALERIE