K2: Akcja poszukiwawcza, którą śledzi cały świat

Od kilku dni cały świat obserwuje akcję poszukiwawczą po tajemniczym zaginięciu na K2. Ekipa ratunkowa od soboty próbuje wypatrzeć ślady Muhammada Aliego Sadpary, Johna Snorriego i Juana Pablo Mohra. Obecnie nikt nie ma wątpliwości, że nie mogli oni przeżyć tak długo w niekorzystnych warunkach.

onet.pl
K2: Akcja poszukiwawcza, którą śledzi cały świat

Fot. eightsummits.com

Muhammad Ali Sadpara, John Snorri i Juan Pablo Mohr ruszyli do ataku szczytowego w ubiegłym tygodniu. Syn Sadpary, Sajid, musiał zawrócić i czekał na wspinaczy w obozie trzecim.

Z trójką himalaistów nie było kontaktu. Nie pojawili się też w obozie, więc rozpoczęto akcję ratunkową.

Trzy dni poszukiwań śmigłowcem nie przyniosły żadnego rezultatu. Sajid Sadpara już w niedzielę mówił, że nie ma wątpliwości, że jego ojciec nie żyje.

„To prawie jak rosyjska ruletka, to przejście w dół. Schodzenie to podwójna trudność” – uważa Waldemar Kowalewski, który był na K2.

W górę ruszyli Muhammad Ali Sadpara, Sajid Sadpara, Juan Pablo Mohr, John Snorri oraz Tamara Lunger. Ta ostatnia także jednak zrezygnowała z wejścia, a idący z nią Mohr dołączył do pozostałych wspinaczy.

Chilijczyk Mohr nie zabrał ze sobą butli tlenowej. Na wysokości około 8200 m Sajid Sadpara zaczął czuć się słabiej i chciał skorzystać z tlenu. Problemy z aparaturą sprawiły jednak, że był zmuszony się wycofać w kierunku obozu trzeciego.

Snorri, Ali Sadpara i Mohr poszli dalej w kierunku szczytu. Nie zabrali ze sobą ani telefonu satelitarnego, ani krótkofalówki. Z kolei ich nadajniki GPS były całkiem rozładowane. W międzyczasie Sajid dotarł do obozu.

„Włączyłem światła, by mnie znaleźli. Nie spałem całą noc, czekając na nich. Rano przekazałem bazie, że nikt się nie pojawił. Lider poprosił mnie, abym schodził, bo pogoda zaczęła się pogarszać” – mówił w wywiadzie, którego udzielił w niedzielę.

Najpierw całą noc czekał na powrót wspinaczy, a potem musiał sam schodzić, zdając sobie sprawę, że ojcu mogło grozić niebezpieczeństwo. Pakistańczyk dotarł jednak bezpiecznie do bazy.

W sobotę, 6 lutego, rozpoczęto akcję ratunkową. Poderwano dwa śmigłowce, które wzniosły się na prawie 7 tys. m. Uczestnicy akcji wykonali dokumentację fotograficzną, jednak nie odnaleziono żadnego śladu zaginionych.

Obecnie nikt już nie określa trwającej akcji ratunkową, a bardziej poszukiwawczą. „Nie mam nadziei, że żyją. Szanse są bardzo niewielkie. Będę wdzięczny za kolejną próbę poszukiwań i znalezienie ciała mojego ojca” – mówił Sajid Sadpara w rozmowie z miejscowymi dziennikarzami.

A co jeśli uda się odnaleźć ciała zaginionych himalaistów? „Są dwie możliwości. Najczęściej ciała się tam zostawia. Pochować je można w jakiejś szczelinie. Natomiast nie wyobrażam sobie transportu ciała w dół przy tych warunkach i przy tym szczupłym zespole, który tam pozostał”- zakończył były szef PHZ.

„Zupełnie inną kwestią jest to, czy w ogóle ktoś będzie próbował dotrzeć tak wysoko. Nikt tego nie zrobi. Potrzeba być zaaklimatyzowanym. To olbrzymie zagrożenie życia. A dla ciała nikt nie zaryzykuje. Co innego jak ryzykujemy życie, aby spełnić swoje marzenie zdobycia szczytu. To dwie różne sprawy” – twierdzi Kowalewski.

PODCASTY I GALERIE