• Świat
  • 18 lutego, 2021 12:02

Dwa lata kolonii karnej dla dziennikarek Biełsatu

Po trzech dniach procesu sąd w Mińsku wydał wyrok w sprawie Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej, oskarżonych o organizowanie zamieszek. Sąd uznał je za winne zarzucanych czynów i skazał na dwa lata kolonii karnej.

zw.lt
Dwa lata kolonii karnej dla dziennikarek Biełsatu

Fot. Naviny.by

Proces rozpoczął się 9 lutego i na pierwszej rozprawie sąd odroczył go o tydzień. Drugi dzień procesu zbiegł się z bezprecedensową, skoordynowaną akcją białoruskich organów siłowych, wymierzoną w dziennikarzy i obrońców praw człowieka. We wtorek od rana milicja dokonywała przeszukań i zatrzymań w całym kraju, które dotknęły 40 osób. Na celowniku służb znalazło się m.in. broniące praw pracowników mediów Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy.

Korespondentka Belsatu Kaciaryna Andrejewa i pracująca z nią operatorka Daria Czulcowa zostały zatrzymane 15 listopada za relacjonowanie na żywo brutalnego rozpędzenia akcji pamięci. Tysiące Białorusinów zgromadziły się tego dnia na tzw. Placu Zmian, blokowym podwórku, na którym tajniacy pobili na śmierć aktywistę Ramana Bandarenkę.

Andrejewą i Czulcową najpierw oskarżono na podstawie Kodeksu Wykroczeń o udział w nielegalnym zgromadzeniu, choć zgodnie z białoruskim prawem, korespondent nie jest uczestnikiem relacjonowanego wydarzenia. 20 listopada dziennikarki usłyszały oskarżenie o “organizację i przygotowywanie działań poważnie naruszających porządek społeczny”, czyli organizację zamieszek.

Aleksy Dzikawicki, zastępca dyrektora Bielsatu podkreśla, że reporterki są niewinne, co tylko pokazał sam tak zwany „proces”.

„Wydawanie wyroku skazującego w momencie, gdy oskarżenie nie przedstawiło żadnych sensownych dowodów jest niczym innym jak zbrodniczym terrorem, próbą zastraszenia wręcz zakneblowania ust niezależnym mediom. A przede wszystkim telewizji Biełsat, której reżim szczerze nienawidzi za dobrze wykonywaną pracę – stwierdził A. Dzikawicki.

Akt oskarżenia w sprawie przygotowała 22-letnia prokurator Alina Kasjanczyk. Oskarżycielka dziennikarek jeszcze w 2019 r. była stażystką. W tym samym roku za aktywność została mianowana pomocnikiem prokuratora prokuratury dzielnicy Frunzenski Rajon w Mińsku.

Jej kariera nabrała przyspieszenia w czasie powyborczych protestów. Kasjanczyk oskarżała m.in. w sprawie napisu „Nie zapomnimy” wykonanego na chodniku przez prostujących w miejscu , gdzie zginął uczestnik demonstracji. Oskarżycielka domagała się surowych kar więzienia i ograniczenia wolności. W rezultacie za napis na chodniku dwie osoby trafiły do kolonii karnej, a trzy otrzymały kary prac przymusowych po za miejscem zamieszkania.

Podczas swojego wystąpienia prokurator Alina Kasjanczyk stwierdziła, że dziennikarki w trakcie realizacji sondy ulicznej wyszły na jezdnię, blokując w ten sposób miejski transport. To miało zachęcić innych do masowego wychodzenia na ulicę. Była to, jej zdaniem, „organizacja masowych niepokojów społecznych”. Prokurator zarzuciła im, że cytowały też teksty opublikowane na nieprawomyślnych kanałach na komunikatorze Telegram.

Adowkat Kaciaryny Andrejewej Siarhiej Zikracki podkreślił, że przed sądem nie pojawił się ani jeden świadek, który potwierdziłby winę oskarżonych i zareagował na ich rzekome wezwania do udziału w proteście. Stwierdził również, że przedstawiciel Minsktransportu nie potrafił wyjaśnić, czy miejski transport stanął z powodu demonstrantów blokujących drogi, czy stało się to uprzednio, na skutek jakiejś odgórnej decyzji. Wiadomo, że w czasie wcześniejszych demonstracji zdarzało się, iż władze zawieszały kursowanie linii.

Proces prowadziła 31-letnia sędzia Natalla Buhuk, która wykazała się dużą wydajnością podczas protestów społecznych. Sędzia sądu dzielnicy Frunzenski Rajon od dnia wyborów 9 sierpnia ukarała 44 protestujących łącznie 499 dniami aresztu, a w tylko w grudniu wydała wyroki łącznie 300 dni aresztu.

Na podst. belsat.eu

PODCASTY I GALERIE