• Sport
  • 10 listopada, 2014 12:33

XX Sztafeta Niepodległości. Harcerze biegiem łączą Warszawę z Wilnem

"Rozpoczęcie Sztafety od Grobu Nieznanego Żołnierza to było coś wspaniałego i tak zaczęło się zwycięstwo wileńskiej młodzieży. Nie spodziewałem się, że tak pięknie będzie brała udział. Widzę, że tu w Kopciowie są bardzo szczęśliwi" - mówił ks. Dariusz Stańczyk na półmetku XX Sztafety Niepodległości.

W tym roku sztafeta jest jubileuszowa i rekordowo – jej trasa wynosi prawie 600 kilometrów od Warszawy, przez Ostrołękę, Giby, Berżniki, Troki i Zułów do Wilna. Takie przedsięwzięcie to na pewno wielki trud organizacyjny, ale zarazem i radość z dojrzałości  i zaangażowania młodzieży.

„To ogromna satysfakcja, że młode pokolenie potrafi zrozumieć, jak wielka jest wartość biegania szlakiem legionistów, powstańców listopadowych, styczniowych i, przede wszystkim, ma poczucie, że te 350 kilometrów pokonaliśmy fantastycznie. Wiadomo, że trasa nie jest łatwa, albowiem jest bardzo dużo samochodów, powstają korki” – wymieniał kapelan Wileńskiego Hufcu Maryi im. Pan Ostrobramskiej.

Początek sztafety utrudniała także pogoda. Kałuże, mokre buty i ubrania stanowiły na początku największy problem. Szybko jednak to stało się zaletą podczas biegania. W deszczu biegło się wspaniale, powietrze było ciepłe i czuło się satysfakcję i pełne zaangażowanie harcerzy. Potwierdza to również kapłan, który dostrzegł też pewną rywalizację między uczestnikami.

„Rywalizacja przyjacielska – to coś wspaniałego. Jeden drugiego podnosi na duchu, zachęca i każdy chce przebiec jak najwięcej dla Ojczyzny, dla biało-czerwonej.. Wszyscy chętnie biorą również flagę litewską i to jest też piękny znak, że powinniśmy żyć w przyjaźni i miłości” – zaznaczył ks. Dario.

Słowa księdza w stu procentach potwierdza herb Sztafety Niepodległości, który właśnie z tej okazji został stworzony. Widnieje na nim Orzeł Biały i Pogoń, a łącznikiem dwóch symboli są harcerze, których krzyż harcerski spaja i zakorzenia w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

„Harcerz powinien zawsze patrzeć w przyszłość. Tutaj na pewno, kiedy rozpoczniemy bieg od Emilii Plater do Ostrej Bramy, a później z Zułowa na Rossy, jeszcze więcej otworzy się zadowolenia, dynamizmu i, przede wszystkim, sportowej rywalizacji, przyjacielskiej dumy” – dodał komendant WHM.

Dumę i wsparcie w czasie pierwszej połowy Sztafety, której patronem został ks. Ignacy Skorupka, jeden z symboli bitwy warszawskiej, okazywali również przechodnie i przejeżdżające samochody. Kiedy wyglądało, że nie wystarczy już sił, to klakson samochodu, okrzyk wsparcia niejednokrotnie pozwalał przebiec jeszcze setkę metrów. Czasem szczytny cel i nawet skromne słowo otuchy może zadziałać jak najlepszy doping.

Pomimo to nie obeszło się bez trudności i problemów z pewnymi urzędami.

„Nie mogliśmy otrzymać na ten moment odpowiedzi choćby tylko z jednej instytucji – nikt nie powiedział, że nie możemy biec; nikt nie powiedział, że źle robimy – ale za tym biegły tłumaczenia się przed policją dlaczego biegniemy, co to w ogóle jest. Polska takich rzeczy nie zna” – zwierzał się duszpasterz.

XX Sztafeta Niepodległości jest jednak nie tylko wielkim sukcesem organizacyjnym ks. hm. Dariusza Stańczyka i phm. Julii Bartoszewicz, ale też wileńskiej młodzieży, która prezentuje się wspaniale. Przez cały okres mego uczestnictwa w tym przedsięwzięciu dało się odczuć, że młodzi ludzie są otwarci na wszelkie wyzwania i tryskają energią do działania. „Jest potrzeba wyzwalania się ku życiu otwartemu, dynamicznemu i sportowemu. To pomaga się kształcić, a zarówno sprawdzić swoją wytrzymałość i motywację” – moje słowa potwierdza ks. Stańczyk.

600 kilometrów biegu jest nie tylko wyzwaniem sportowym, ale także świętem, świętem Niepodległości. Praktycznie w każdej miejscowości byliśmy spotykani przez prezydentów, burmistrzów miast, dziekanów czy księży. Szczególny klimat stwarzały msze polowe, jak na przykład ostatnia w Gibach, gdzie z rąk NKWD zginęło około 600 osób. Sztafeta w doskonały sposób połączyła (i dalej łączy) przeżycia duchowe i sportowy wyczyn.

„Gratuluję serdecznie młodzieży. Jestem bardzo wdzięczny rodzicom, nauczycielom.. Oni muszą tę sztafetę kontynuować. Często podkreślałem, że nawet jeśli mnie zabraknie, to warto kontynuować wielkie tradycje polskie, a przede wszystkim młodzieżowe. Sztafeta jest własnością młodzieży wileńskiej, ona nie jest własnością moją, ale ich, waszą. Bądźcie z tego dumni!” – zaakcentował ks. Dariusz i udał się na nocleg do szkoły w Kopciowie, gdzie wszyscy już nabierali nowych sił przed kolejnym jakże trudnym, ale zarazem i wspaniałym dniem wyzwań.

Pozostaje tylko żałować, że musiałem opuścić Sztafetę w połowie i nie uda mi się przebiec całej odległości. Najbardziej odczułem to jadąc autem do Wilna tych 90 kilometrów na godzinę – pokonywać trasę o własnych siłach jest przyjemniejsze i budujące..

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej