• Sport
  • 2 stycznia, 2023 6:01

Rajd Dakar – Eryk Goczał: nie mogę się doczekać kolejnych prób

18-letni Eryk Goczał okazał się najlepszym z polskich kierowców na 1. etapie Rajdu Dakar. "To było piękne zapoznanie. Nie mogę się doczekać kolejnych trzynastu prób" - powiedział zawodnik "Energylandii", drugi w klasie lekkich pojazdów SSV (UTV).

PAP
Rajd Dakar – Eryk Goczał: nie mogę się doczekać kolejnych prób

Fot. PAP/Darek Delmanowicz

Eryk Goczał dopiero w listopadzie zdał egzamin na prawo jazdy, ale zdążył już wygrać rajd Baja Dubaj. W Dakarze startuje w jednym zespole z uczestnikami dwóch poprzednich edycji – ojcem Markiem i jego bratem Michałem.

„Mamy za sobą pierwszy etap Rajdu Dakar. Dzisiaj mieliśmy do pokonania 367 kilometrów naprawdę przepięknej trasy. Trzeba było naprawdę bardzo uważać na kamieniach. Około setnego kilometra złapaliśmy kapcia. Natomiast później rozpoczęły się wydmy – ogromne, patrzyło się na nie wysoko, jak na wieżowce gdzieś w mieście. Tam udało się odrobić trochę cennego czasu. To było piękne zapoznanie z Dakarem. Nie mogę się doczekać kolejnych trzynastu prób” – powiedział na mecie Eryk Goczał.

Czwarte miejsce z niewielką stratą czasową zajęli Michał Goczał z Szymonem Gospodarczykiem, którzy przebili w niedzielę aż cztery opony.

„To był na pewno bardzo trudny etap i mieliśmy dzisiaj dużo szczęścia. Tuż przed strefą tankowania dojechaliśmy do Eryka, później złapaliśmy kapcia. Na szczęście udało się go dosyć szybko zmienić. Z tankowania wyjechaliśmy razem, jechaliśmy niemal koło w koło i później złapaliśmy kolejnego kapcia. A to jeszcze nie był koniec przygód… Jestem zadowolony z wyniku, bo naprawdę mieliśmy dzisiaj sporo emocji i wszystko mogło się skończyć zupełnie inaczej” – podkreślił Michał Goczał.

Nieco większą stratę czasową zanotowali Marek Goczał z Maciejem Martonem, którzy mieli problemy z podnośnikiem.

„Dakar pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Nie przebiliśmy opony, ale kamień dostał się chyba gdzieś między zacisk i kompletnie uszkodził nam felgę. Wyciągnęliśmy podnośnik – okazało się, że jest zepsuty. Staraliśmy się jakoś podkopać ten samochód, aby wymienić koło. Próbowaliśmy zatrzymywać innych zawodników. Jeden z nich pożyczył nam podnośnik, za co serdecznie dziękujemy – dopiero wtedy udało się zmienić koło. Nasz Can-Am się trochę gotował – mam nadzieję, że mechanicy sobie z tym poradzą. Odcinek bardzo mi się podobał, początek był ciężki, ale teraz może być już tylko lepiej” – dodał Marek Goczał.

Rywalizujący w klasie samochodów Jakub Przygoński uzyskał dziewiąty czas dnia.

„Mieliśmy dzisiaj dobre tempo, samochód świetnie się spisywał. Jesteśmy zadowoleni, bo to jego pierwsze kilometry w boju. Na początku etapu było mnóstwo kamieni. Przecięliśmy jedną oponę, musieliśmy się zatrzymać i straciliśmy przez to kilka minut. Potem jechaliśmy po mokrych wydmach z camel grassem, dodaliśmy gazu i odrobiliśmy trochę czasu” – powiedział kierowca Orlen Teamu.

W poniedziałek odbędzie się drugi etap, z Sea Camp do Aluli (589,07, w tym 430 km to odcinek specjalny).

PODCASTY I GALERIE