• Sport
  • 16 stycznia, 2016 8:12

ME piłkarzy ręcznych: Polska – Serbia 29:28

Polscy piłkarze ręczni pokonali w Krakowie Serbię 29:28 (14:15) w swoim pierwszym występie w mistrzostwach Europy, które rozpoczęły się w piątek. W drugim meczu grupy A Francja pokonała 30:23 Macedonię, która w niedzielę będzie rywalem biało-czerwonych.

PAP
ME piłkarzy ręcznych: Polska – Serbia 29:28

Fot. PAP/ Adam Warżawa

Obrona rzutu karnego przez Sławomira Szmala w ostatniej minucie meczu zdecydowała o zwycięstwie i pierwszych dwóch punktach zdobytych przez gospodarzy turnieju. W sukcesie Polakom, którzy nie grali olśniewająco, pomogło 14 100 widzów na trybunach krakowskiej Tauron Areny, wśród których był m.in. prezydent Andrzej Duda.

Od początku gra była wyrównana – gol za gol. Urozmaicone akcje w ataku powodowały, że konta bramkowe obu ekip systematycznie się powiększały. Zgodnie z oczekiwaniami biało-czerwoni mieli problemy z upilnowaniem największej serbskiej gwiazdy – Petara Nenadica, który przed przerwą zaliczył sześć trafień.

W 14. min po raz pierwszy prowadzenie objęła ekipa gości 7:6. Chwilę później Nenadic ponownie skarcił gospodarzy i trener Michael Biegler poprosił o czas.

Podziałało. W ciągu dwóch minut straty były odrobione (8:8). Wzmógł się doping, ale biało-czerwoni znacznie częściej tracili piłkę po błędach w prostych sytuacjach. W dodatku mocnym punktem serbskiej drużyny był bramkarz Darko Stanic. Rywale znów wygrywali dwoma golami.

Polacy tylko na chwilę złapali odpowiedni rytm gry i w 25. min prowadzili 13:12. Jednak na ich trzy trafienia z rzędu Serbowie odpowiedzieli tym samym. Gwizdy publiczności nie deprymowały specjalnie przyjezdnych, którzy grali cierpliwie w ataku i udawało im się znaleźć lukę w polskiej defensywie. Po pierwszej połowie prowadzili 15:14, co można było uznać za niespodziankę. Nie najlepiej w tej odsłonie spisywali się obaj polscy bramkarze – Szmal i Piotr Wyszomirski, który dość szybko zastąpił bardziej rutynowanego kolegę.

Drugą połowę Polacy rozpoczęli w podwójnym osłabieniu. Udało się jednak ten trudny okres przetrwać bez większych strat, a Michał Daszek zdobył nawet gola. Zawodnik ten grał ze zmiennym szczęściem – chwilę potem nie wykorzystał sytuacji sam na sam, by zrehabilitować w następnej akcji. Kiedy wyrównał na 18:18 po trybunach poniosło się: „Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami”.

Na boisku pojawił się obrotowy Bartosz Jurecki, zdobył gola na 19:18 i biało-czerwoni złapali wiatr w żagle. Kolejne trafienie Przemysława Krajewskiego, ponownie starszego z braci Jureckich i już była trzybramkowa przewaga. Do zdobywania goli włączyli się potężnymi rzutami młodszy Jurecki – Michał i Karol Bielecki. Jednak w dalszym ciągu proste błędy niweczyły wszystkie wysiłki, bo rywale cały czas utrzymywali kontakt.

W 44. min przy prowadzeniu Polaków 24:23 Sławomir Szmal obronił karnego, ale przy powtórce minutę później był już bezradny i goście wyrównali, a 49. min odzyskali prowadzenie (26:25).

Ostatnie 10 minut było mocno stresujące. Ekipę gospodarzy podrywały do boju udane akcje Michała Jureckiego, ale rywalom „podawał rękę” Daszek. Niecałe sześć minut przed końcem, przy stanie 28:27, skrzydłowy Orlenu Wisły Płock po raz kolejny nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a po chwili w obronie nie utrzymał piłki w rękach i zagrał nogą, co pozwoliło rywalom ponowić akcję.

Po skutecznej bombie Bieleckiego zrobiło się 29:27, ale Ivan Nikcevic po raz piąty w meczu wykorzystał karnego i zmniejszył straty do jednej bramki. Do końca spotkania zostało dwie i pół minuty, ale jak się później okazało już nikt do siatki nie trafił. Stanic znowu był górą w pojedynku oko w oko z Daszkiem i na 53 s przed ostatnim gwizdkiem sędziów Nikcevic stanął na linii siedmiu metrów przed szansą doprowadzenia do remisu. Po raz pierwszy jednak tego wieczora zatrzymał go Szmal. Kapitan polskiej reprezentacji, mimo przeciętnej 29-procentowej skuteczności, okazał się bohaterem.

Polacy do końca nie pozwolili sobie odebrać piłki, a w ostatniej akcji Michał Jurecki na wiwat wyrzucił ją wysoko i daleko w trybuny.

PODCASTY I GALERIE