• Sport
  • 7 czerwca, 2015 11:57

NHL: remis w rywalizacji o Puchar Stanleya

Hokeiści Tampa Bay Lightning wyrównali stan rywalizacji o Puchar Stanleya po zwycięstwie nad Chicago Blackhawks 4:3 w drugim meczu finału ligi NHL. W czwartek "Czarne Jastrzębie" wygrały 2:1. Po trofeum sięgnie zwycięzca czterech spotkań.

PAP
NHL: remis w rywalizacji o Puchar Stanleya

Fot. FB/ Tampa Bay Lightning

Jedną z centralnych postaci drugiego spotkania był 20-letni rosyjski bramkarz Tampy Andriej Wasilewski, który pojawił się na lodzie w trzeciej tercji z powodu kontuzji Bena Bishopa. Gdy wchodził na plac gry, utrzymywał się remis 3:3.

„Zdenerwowany? Na początku może trochę. Ale po kilku pierwszych obronionych strzałach poczułem się lepiej. Przygotowuję się mentalnie na każdy mecz” – powiedział młody zawodnik.

Rosjanin ma raczej znikome doświadczenie w NHL. Łącznie zagrał w 16 meczach fazy zasadniczej, a od 31 marca wystąpił tylko dwukrotnie. W rundzie play off nie ma na koncie nawet godziny gry.

„Powiedzieliśmy mu, żeby się po prostu dobrze bawił. Nie mam pojęcia, co się działo w jego głowie, ale to spokojny chłopak. Jest przygotowany nawet wtedy, gdy wie, że nie zagra” – wyjaśnił jego kolega z drużyny Anton Stralman.

To drugi młody hokeista, który wyróżnił się w rywalizacji o Puchar Stanleya. W czwartek bardzo dobry mecz rozegrał rówieśnik Rosjanina Teuvo Teravainen, który zdobył bramkę i zaliczył asystę. Fin gola strzelił także w niedzielę, w drugiej tercji, dając „Czarnym Jastrzębiom” prowadzenie 2:1.

Nie wiadomo do końca, co stało się Bishopowi, który w pewnym momencie po prostu zjechał z lodowiska i poszedł do tunelu. Później na chwilę wrócił na bramkę „Błyskawic”, by znów zwolnić miejsce Wasilewskiemu.

„Nikt nie wiedział, co się dzieje. Słuchaliśmy komunikatów spikera, żeby wiedzieć, kto właśnie u nas broni” – przyznał kapitan Steven Stamkos.

Ostatecznie jednak Tampie udało się zdobyć w przewadze zwycięską bramkę na 11 minut przed końcową syreną. Na listę strzelców wpisał się Jason Garrison, a później Wasilewski obronił pięć strzałów i gospodarze utrzymali prowadzenie.

Chicago grało w osłabieniu dwukrotnie w ciągu niespełna trzech minut, ponieważ dwa razy przewinił Patrick Sharp. Gola straciło, gdy 33-letni Kanadyjczyk odsiadywał drugą karę.

„Chyba nigdy mi się to nie zdarzyło. Ponoszę za to odpowiedzialność i pozostaje mi tylko przeprosić kolegów za to, że przeze mnie byli pod presją” – powiedział Sharp.

Trzeci mecz finałowy zaplanowano na godzinę 2.00 czasu polskiego w nocy z poniedziałku na wtorek. Hokeiści przeniosą się teraz do Chicago.

PODCASTY I GALERIE