Sport
PAP

NBA: cztery dogrywki w Chicago

W piątek w lidze NBA koszykarze Detroit Pistons dopiero po czterech dogrywkach pokonali na wyjeździe Chicago Bulls 147:144. To drugi tak długi mecz w ostatnich 18 latach. W zwycięskiej drużynie 33 punkty i 21 zbiórek uzyskał Andre Drummond.

To był 13. mecz w historii NBA, który do rozstrzygnięcia potrzebował co najmniej czterech dogrywek. Ostatni miał miejsce 25 marca 2012 roku, w Atlancie Hawks wygrali z Utah Jazz 139:133. „Byki” poprzednio tak długo grały w 1984 roku, kiedy pokonały Portland Trail Blazers. Pistons natomiast nigdy wcześniej tego nie doświadczyli.

„Liczyliśmy na zwycięstwo. Nie ma znaczenia, czy gramy cztery dogrywki, czy żadnej. Najważniejsze jest to, że nie obroniliśmy własnej hali” – przyznał Jimmy Butler, który na parkiecie przebywał prawie 56 minut i zdobył 43 punkty.

26-letni strzelec mógł doprowadzić do piątej dogrywki, ale jego rzut równo z końcową syreną był niecelny. Derrick Rose zdobył dla Bulls 34 pkt, a Hiszpan Pau Gasol zanotował 30 pkt i 15 zbiórek.

W zwycięskiej ekipie, oprócz Drummonda, świetnie grał Reggie Jackson – 31 pkt i 13 asyst.

„Dla kibiców to był pewnie świetny mecz, ale dla mnie i prawdopodobnie dla trenera Bulls była to prawdziwa tortura” – przyznał Stan Van Gundy, szkoleniowiec Pistons.

Łącznie z przerwami spotkanie trwało trzy godziny i 24 minuty.

12 grudnia pierwszej i jak na razie jedynej w tym sezonie porażki doznali koszykarze Golden State Warriors. Obrońcy tytułu ulegli wówczas na wyjeździe Milwaukee Bucks 95:108. W piątek we własnej hali zrewanżowali się „Kozłom” i wygrali 121:112.

Blisko tzw. triple-double był lider Warriors Stephen Curry. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) poprzedniego sezonu odnotował 26 pkt, 10 zbiórek i dziewięć asyst. Klay Thompson dołożył 27 pkt.

W drużynie Bucks aż siedmiu zawodników zanotowało co najmniej 10 pkt, a najwięcej – 24 – Michael Carter-Williams.

W odwrotnej sytuacji do Warriors jest zespół Philadelphia 76ers, który ma na koncie jedno zwycięstwo i 27 porażek. Tym razem we własnej hali uległ New York Knicks 97:107. „Szóstki” mogą zostać drużyną, która rozegra najgorszy sezon w historii NBA. Z powodu lokautu rozgrywki 2011/12 były skrócone z 82 do 66 spotkań, a Charlotte Bobcats zdołali wygrać tylko siedem meczów.

Ciekawie było w San Antonio, gdzie zajmujący drugie miejsce na Zachodzie Spurs podejmowali mającą wysokie aspiracje ekipę Los Angeles Clippers. Dzięki świetnej czwartej kwarcie gospodarze wygrali 115:107.

Przed ostatnią częścią gry to goście prowadzili trzema punktami. „Ostrogi” zaczęły ją jednak od zdobycia 11 punktów z rzędu. Uzyskanego prowadzenia już nie oddały. W zwycięskiej drużynie 26 pkt i 13 zbiórek uzyskał LaMarcus Aldridge. Dla przyjezdnych 27 pkt zdobył Chris Paul, a 25 dołożył Blake Griffin.

W Miami natomiast spotkały się dwie czołowe drużyny Konferencji Wschodniej. Heat ulegli Toronto Raptors 94:108. DeMar DeRozan zdobył dla gości 30 pkt. Wśród pokonanych wyróżnił się Dwyane Wade – 21 pkt.

Tylko 11 pkt zdobył dla Heat Chris Bosh. 31-letni skrzydłowy pierwsze siedem lat kariery spędził w Toronto. Na Florydę przeniósł się w 2010 roku. To była jego 13. konfrontacja z byłą drużyną i dopiero pierwsza porażka.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!