• Sport
  • 14 lipca, 2016 7:41

Liga Światowa: biało-czerwoni znowu pokazali charakter. Wygrali pięciosetowy horror z Francją

Polacy pokonali Francję 3:2 (21:25, 17:25, 25:17, 28:26, 15:12) w swoim pierwszym meczu rozgrywanego w Krakowie turnieju Final Six Ligi Światowej. W czwartek ich rywalem będą Serbowie.

polskieradio.pl
Liga Światowa: biało-czerwoni znowu pokazali charakter. Wygrali pięciosetowy horror z Francją

Fot. PAP / Jacek Kostrzewski

Trener Polaków Stephane Antiga mówił, że turniej Final Six to czas na krystalizację podstawowego ustawienia, które ma funkcjonować podczas sierpniowych igrzysk olimpijskich. Dlatego nieco mogło dziwić, że mecz od początku w roli atakującego zaczął Dawid Konarski, a nie Bartosz Kurek, ale okazało się, że Francuz miał rację. „Konar” nie miał problemów z kończeniem piłek.

Rodacy naszego duetu trenerskiego to ostatnio bardzo niewygodny rywal dla biało-czerwonych. W Lidze Światowej przegrali z nimi pięć ostatnich spotkań. Wygrali za to w maju w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich, choć przegrywali już 0:2.

Polacy zaczęli jednak bardzo dobrze, nic nie robili sobie z tego, że po drugiej stronie siatki grał najlepszy rozgrywający i libero świata oraz nieprzewidywalny Earvin Ngapeth. Kidy na tablicy wyników widniał rezultat 18-14 wydawało się, że nic złego nie może się już nam stać. Niestety, wtedy nastąpił niezrozumiały przestój w grze. Seria punktowa 3-11 sprawiła, że to „Trójkolorowi” cieszyli się z wygrania seta.

W drugiej odsłonie walki już nie było. Francuzi dominowali w każdym elemencie i w efekcie łatwo wygrali do 17.

Wtedy Antiga postanowił coś zmienić. W miejsce Piotra Nowakowskiego na środku siatki pojawił się Mateusz Bieniek, a na przyjęciu Michała Kubiaka zmienił Mateusz Mika. I okazało się to strzałem w „10”.

Kogo skreśli Antiga?

Już na początku trzeciej partii Bieniek „uruchomił” swoją zagrywkę i praktycznie w pojedynkę rozstrzelał rywali. Na pierwszej przerwie technicznej Polska prowadziła 8-2, a na drugiej przewaga była jeszcze większa. Tym razem to my zrewanżowaliśmy się wynikiem 25-17.

Czwarty set to z kolei popis Miki. Kończył niemal wszystkie piłki. Nie robiło mu różnicy, czy „plasuje”, atakuje po prostej, czy po skosie. Nieoceniony był też Rafał Buszek, który w sytuacyjnych piłkach na siatce zachowywał sporo zimnej krwi, a zagranie „blok-aut” miał opracowane do perfekcji. Francja aż tyle atutów nie miała i przegrała na przewagi.

O końcowym triumfie decydował więc tie-break. A tam mieliśmy do czynienia z prawdziwym kalejdoskopem. Dwa pierwsze punkty zdobyli „Trójkolorowi” i trzeba było gonić. Ta sztuka się udała. Niestety przy stanie 10-7 straciliśmy cztery punkty z rzędu… Wtedy do gry włączył się nieomylny Karol Kłos. Najpierw wbił efektownego „gwoździa”, a w kolejnej akcji dołożył blok. Pierwszą piłkę meczową rywale jeszcze obronili, ale wygraną atakiem z lewego skrzydła zapewnił Buszek.

W czwartek poznamy skład drużyny na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Przepisy w Lidze Światowej pozwalają zgłosić czternastu zawodników, do Brazylii pojedzie tylko dwunastu. Antiga zapewne nie zabierze do Rio jednego libero (będzie to Damian Wojtaszek) oraz prawdopodobnie skreśli jednego środkowego. W środę na tej pozycji na parkiecie widzieliśmy Kłosa, Bieńka i Nowakowskiego. Nawet chwili nie zagrał Marcin Możdżonek.

PODCASTY I GALERIE