Liga Mistrzów: Niespodzianek nie było. Arsenal zdeklasowany, Ramos znów trafiał dla Realu

Bayern Monachium i Real Madryt - to pierwsi ćwierćfinaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Robert Lewandowski wykorzystał rzut karny podczas drugiego pogromu, który Bawarczycy zafundowali Arsenalowi. Napoli nie zdołało zaskoczyć "Królewskich".

PAP

Fot. PAP/EPA/Andy Rain

Przed wtorkowymi meczami można było zastanawiać się, czy Arsenal i Napoli potrzebują cudu do tego, by odwrócić losy rywalizacji z faworyzowanymi Bayernem Monachium i Realem Madryt. Rewanże u siebie pozwalały na odrobinę optymizmu, ale okazało się, że to tylko złudzenie.

Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. W Londynie nadzieja umarła wraz z rzutem karnym dla Bayernu i czerwoną kartką dla Laurenta Koscielnego po faulu na Robercie Lewandowskim. Polak podszedł do „jedenastki” i odarł „Kanonierów” z marzeń. Później na boisku była już tylko jedna drużyna, głodna goli i ponownego pokazania rywalowi, że to dla niego za wysokie progi.

W Neapolu kibice łudzili się tylko odrobinę dłużej. Drugi gol Sergio Ramosa zamknął ten mecz, w którym Włosi w pierwszej połowie nie stali wcale na straconej pozycji. Real gubił się, nie miał pomysłu na grę. Gospodarze wręcz przeciwnie – wiedzieli, co chcą osiągnąć i w jaki sposób to zrobić. Czegoś jednak zabrakło, i mimo prowadzenia nie udało się sprawić niespodzianki w starciu z jednym z faworytów rozgrywek.

Jeśli ktoś po cichu liczył na to, że wtorek zafunduje fanom piłki nożnej prawdziwe cuda, może poczuć się rozczarowany. Bayern i Real były wyraźnie lepsze w dwumeczach, pokazały, dlaczego są w ścisłej światowej czołówce i ile brakuje do niej ich przeciwnikom.

W środę dalszy ciąg emocji – Barcelona przed własną publicznością podejmie PSG, z którym przegrała na wyjeździe 0:4, a Borussia Dortmund będzie odrabiać straty z pierwszego meczu z Benficą (0:1).

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej