• Sport
  • 12 lipca, 2016 6:59

Lekkoatletyczne ME: Historyczny sukces Polaków, nadzieje przed Rio

Z 12 krążkami, w tym aż sześcioma złotymi, wracają do kraju biało-czerwoni lekkoatleci z mistrzostw Europy w Amsterdamie. Polska po raz pierwszy w historii zajęła pierwsze miejsce w tabeli medalowej. To dobry prognostyk przed igrzyskami w Rio de Janeiro.

PAP
Lekkoatletyczne ME: Historyczny sukces Polaków, nadzieje przed Rio

Fot. PAP

Złote krążki – zgodnie z oczekiwaniami kibiców i ekspertów – wywalczyli Anita Włodarczyk (Skra Warszawa) – 78,14 i Paweł Fajdek (Agros Zamość) – 80,93. Oboje wygrali z ponad dwumetrową przewagą. Dla podopiecznej Krzysztofa Kaliszewskiego był to już trzeci triumf w tej imprezie z rzędu, dla dwukrotnego mistrza świata Fajdka to brakujący krążek do kolekcji.

Wszyscy liczyli także na Adama Kszczota (RKS Łódź) w biegu na 800 m (1.45,18) i Piotra Małachowskiego (WKS Śląsk Wrocław) w rzucie dyskiem (67,06). „Weterani” polskiej ekipy nie zawiedli i na Medal Plaza w centrum miasta zabrzmiał dla nich Mazurek Dąbrowskiego.

Hymn Polski zagrano także nieoczekiwanie dla Angeliki Cichockiej (SKLA Sopot), która triumfowała w biegu na 1500 m – 4.33,00 i tyczkarza Roberta Sobery (AZS AWF Wrocław) – 5,60. Oboje byli w dobrej formie w tym sezonie, ale niewielu było takich, którzy stawiali na to, że w czempionacie Starego Kontynentu zabłysną na złoto.

W tyczce największą sensacją była „zerówka” rekordzisty globu Francuza Renauda Lavillenie. Zaczął on konkurs od 5,75 w momencie, gdy nikogo już nie było. Przeliczył się, bo na skoczni tego dnia karty rozdawał wiatr. Trzy razy strącił, a Sobera złapał się za głowę. Zdobył w ten sposób swój pierwszy medal seniorskiej imprezy, a bardziej utytułowani Piotr Lisek (OSOT Szczecin) i Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) tym razem bili mu brawo.

Do elity znowu wraca Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL), mistrz Europy sprzed sześciu lat. To właśnie on mówił, że historia lubi się powtarzać. W Barcelonie w 2010 dwóch Polaków na dystansie 800 m stanęło na podium. Na metę wtedy pierwszy dotarł „Lewy”, a trzeci był Kszczot. Teraz było lepiej. Bo Kszczot jest złoty, a Lewandowski srebrny.

Amsterdam był szczęśliwy jeszcze dla trzech Polaków, którzy po raz pierwszy do kraju będą wracać z krążkiem na szyi. Na drugim stopniu podium stanęli: Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław) w biegu na 400 m ppł – 55,33, Michał Haratyk (AZS AWF Kraków) w pchnięciu kulą – 21,19 i Karol Hoffmann (MKS Aleksandrów Łódzki) w trójskoku – 17,16.

Zwłaszcza Hoffmann jest sporą niespodzianką. W Holandii wypełnił minimum olimpijskie i nawiązał do pięknych tradycji. Jego ojciec Zdzisław w 1983 roku został w tej samej konkurencji mistrzem świata i do niego należy też rekord Polski – 17,53. O talencie Karola mówiło się od lat, ale ciągle stawało mu coś na drodze. „Odpalił” w Amsterdamie i teraz jego kariera powinna nabrać tempa. Tym bardziej, że ma 27 lat, czyli wchodzi w najlepszy dla trójskoczka wiek.

Dla Litwy jedyny medal imprezy wywalczyła Airinė Palšytė. W skokach wzwyż zawodniczka zdobyła srebrny medal.

PODCASTY I GALERIE