• Sport
  • 14 września, 2016 7:25

Kerber: Jestem w miejscu, o którym marzyłam, gdy zaczynałam grać w tenisa

"Jestem w tym miejscu, o którym marzyłam, gdy byłam mała i zaczynałam grać w tenisa" - powiedziała tuż po przyjeździe do rodzinnego Puszczykowa niemiecka tenisistka polskiego pochodzenia Angelique Kerber, która od poniedziałku jest numerem jeden rankingu WTA.

PAP
Kerber: Jestem w miejscu, o którym marzyłam, gdy zaczynałam grać w tenisa

Fot. PAP

To wyjątkowy rok dla Kerber, która jeszcze niespełna rok temu bardzo ostrożnie mówiła o swoich celach na kolejny sezon. Miała być lepsza gra w turniejach Wielkiego Szlema, dobry występ na igrzyskach i utrzymanie się w pierwszej „10” rankingu WTA. Tymczasem 28-latka sięgnęła po zwycięstwo w Australian Open, US Open, dotarła do finału Wimbledonu, a w Rio de Janeiro wywalczyła srebrny medal. Ostatni sukces w Nowym Jorku wywindował ją na pierwsze miejsce w rankingu. „Tak szczerze, to potrzebuję jeszcze czasu, żeby to do mnie wszystko dotarło. Po finale tyle się działo, gratulacji nie było końca. W hotelu byłam przez chwilę sama, ale nie za długo. Dopiero jak leciałam samolotem, miałam nieco więcej czasu na przemyślenia” – przyznała na konferencji prasowej, która odbyła się w jej własnej akademii tenisowej w Puszczykowie.

Nie ukrywała, że po tych sukcesach czuje się niemal spełniona. „Mogę na pewno powiedzieć, że spełniłam marzenia, ale zostały jeszcze szlemy, których nie wygrałam. O tym, żeby być rakietą numer jeden marzyłam, gdy byłam mała i zaczynałam grać w tenisa” – podkreśliła, która dość długo musiała czekać na swoje spektakularne sukcesy. Wcześniej mogła się pochwalić jedynie grą w półfinale US Open i Wimbledonu.”Wydaje mi się, że po prostu dojrzałam do tego, żeby być najlepszą tenisistką na świecie. Myślę, że duży postęp dokonał się w moje sferze mentalnej. W finale przegrywałam w trzecim secie 1:3 i pewnie dwa lata bym taki mecz przegrała. Teraz jestem mocniejsza psychicznie” – podkreśliła.Nie mogło zabraknąć pytania o jej dwunarodowość. Od początku kariery broni barw Niemiec, choć kiedyś była skłonna grać dla biało-czerwonych barw. Cała rodzina pochodzi z Polski, a w rubryce „residence” wpisane ma Puszczykowo.”W Niemczech się wychowałam, całe życie tam spędziłam i całe życie grałam dla Niemiec. W Polsce mam dom, rodzinę, akademię i moje serce bije też dla Polski” – wyjaśniła.Dla liczącego ok. 10 tysięcy mieszkańców Puszczykowa Kerber mogłaby być najlepszą reklamą, ale tenisistka nie ukrywa, że współpraca z władzami miasta nie jest najlepsza.”To prawda, reklamuję Puszczykowo, ale to nie jest łatwe. Może w przyszłości będzie to lepiej wyglądać” – przyznała. Dyrektor akademii tenisowej Henryk Gawlak przyznał, że miasto nie do końca docenia sukcesu swojej mieszkanki. „Ostrów Wielkopolski chwali się braćmi Lijewskimi, a Kościan braćmi Jureckimi. Uważam, że to nie jest wielki wysiłek postawić baner przy wjeździe do miasta z hasłem +tu mieszka najlepsza tenisistka na świecie+. Bo to jest przecież reklama dla miasta. Organizowaliśmy dwa turnieje rangi ITF i nie otrzymaliśmy wsparcia. Brakuje takiej współpracy dotyczącej dzieci i młodzieży” – stwierdził Gawlak.

Kerber zapewniła, że choć ostatnie sukcesy mocno zwiększyły jej popularność, to jej samej nie zmieni to w żaden sposób.

„Zmieniło się dużo, jak chodzę po lotniskach, więcej ludzi mnie poznaje. Ja jednak sama do tego dojrzałam i to nie jest rzecz, z którą się źle czuję. Tak naprawdę to miło, że tyle osób ci kibicuje. Ja nigdy się nie zmienię i pozostanę tą Anią, którą znacie” – mówiła.

Tenisistka póki co ma zamiar porządnie odpocząć, ale za kilka tygodni czekają ją też kolejne starty. „Cel, to jak najdłużej utrzymać się na miejscu numer jeden w rankingu. Sama nie wiem, jak długo to mi się uda, ale rekordu Sereny Williams chyba nie pobiję” – podsumowała zwyciężczyni US Open.

PODCASTY I GALERIE