Sport
PAP

Kerber: Jestem w miejscu, o którym marzyłam, gdy zaczynałam grać w tenisa

"Jestem w tym miejscu, o którym marzyłam, gdy byłam mała i zaczynałam grać w tenisa" - powiedziała tuż po przyjeździe do rodzinnego Puszczykowa niemiecka tenisistka polskiego pochodzenia Angelique Kerber, która od poniedziałku jest numerem jeden rankingu WTA.

To wyjątkowy rok dla Kerber, która jeszcze niespełna rok temu bardzo ostrożnie mówiła o swoich celach na kolejny sezon. Miała być lepsza gra w turniejach Wielkiego Szlema, dobry występ na igrzyskach i utrzymanie się w pierwszej „10” rankingu WTA. Tymczasem 28-latka sięgnęła po zwycięstwo w Australian Open, US Open, dotarła do finału Wimbledonu, a w Rio de Janeiro wywalczyła srebrny medal. Ostatni sukces w Nowym Jorku wywindował ją na pierwsze miejsce w rankingu. „Tak szczerze, to potrzebuję jeszcze czasu, żeby to do mnie wszystko dotarło. Po finale tyle się działo, gratulacji nie było końca. W hotelu byłam przez chwilę sama, ale nie za długo. Dopiero jak leciałam samolotem, miałam nieco więcej czasu na przemyślenia” – przyznała na konferencji prasowej, która odbyła się w jej własnej akademii tenisowej w Puszczykowie.

Nie ukrywała, że po tych sukcesach czuje się niemal spełniona. „Mogę na pewno powiedzieć, że spełniłam marzenia, ale zostały jeszcze szlemy, których nie wygrałam. O tym, żeby być rakietą numer jeden marzyłam, gdy byłam mała i zaczynałam grać w tenisa” – podkreśliła, która dość długo musiała czekać na swoje spektakularne sukcesy. Wcześniej mogła się pochwalić jedynie grą w półfinale US Open i Wimbledonu.”Wydaje mi się, że po prostu dojrzałam do tego, żeby być najlepszą tenisistką na świecie. Myślę, że duży postęp dokonał się w moje sferze mentalnej. W finale przegrywałam w trzecim secie 1:3 i pewnie dwa lata bym taki mecz przegrała. Teraz jestem mocniejsza psychicznie” – podkreśliła.Nie mogło zabraknąć pytania o jej dwunarodowość. Od początku kariery broni barw Niemiec, choć kiedyś była skłonna grać dla biało-czerwonych barw. Cała rodzina pochodzi z Polski, a w rubryce „residence” wpisane ma Puszczykowo.”W Niemczech się wychowałam, całe życie tam spędziłam i całe życie grałam dla Niemiec. W Polsce mam dom, rodzinę, akademię i moje serce bije też dla Polski” – wyjaśniła.Dla liczącego ok. 10 tysięcy mieszkańców Puszczykowa Kerber mogłaby być najlepszą reklamą, ale tenisistka nie ukrywa, że współpraca z władzami miasta nie jest najlepsza.”To prawda, reklamuję Puszczykowo, ale to nie jest łatwe. Może w przyszłości będzie to lepiej wyglądać” – przyznała. Dyrektor akademii tenisowej Henryk Gawlak przyznał, że miasto nie do końca docenia sukcesu swojej mieszkanki. „Ostrów Wielkopolski chwali się braćmi Lijewskimi, a Kościan braćmi Jureckimi. Uważam, że to nie jest wielki wysiłek postawić baner przy wjeździe do miasta z hasłem +tu mieszka najlepsza tenisistka na świecie+. Bo to jest przecież reklama dla miasta. Organizowaliśmy dwa turnieje rangi ITF i nie otrzymaliśmy wsparcia. Brakuje takiej współpracy dotyczącej dzieci i młodzieży” – stwierdził Gawlak.

Kerber zapewniła, że choć ostatnie sukcesy mocno zwiększyły jej popularność, to jej samej nie zmieni to w żaden sposób.

„Zmieniło się dużo, jak chodzę po lotniskach, więcej ludzi mnie poznaje. Ja jednak sama do tego dojrzałam i to nie jest rzecz, z którą się źle czuję. Tak naprawdę to miło, że tyle osób ci kibicuje. Ja nigdy się nie zmienię i pozostanę tą Anią, którą znacie” – mówiła.

Tenisistka póki co ma zamiar porządnie odpocząć, ale za kilka tygodni czekają ją też kolejne starty. „Cel, to jak najdłużej utrzymać się na miejscu numer jeden w rankingu. Sama nie wiem, jak długo to mi się uda, ale rekordu Sereny Williams chyba nie pobiję” – podsumowała zwyciężczyni US Open.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!