Podróż na Księżyc nie służy sercom astronautów

Astronauci, którzy na pokładzie statku Apollo uczestniczyli w wyprawie na Księżyc, cierpieli na choroby sercowo-naczyniowe częściej, niż ich koledzy z NASA przebywający jedynie na orbicie – wynika z badań opublikowanych przez „Scientific Reports”.

PAP
Podróż na Księżyc nie służy sercom astronautów

Fot. PAP/EPA / NASA/HO

Chodzi o wyprawy poza orbitę ziemską, gdzie jest silniejsze promieniowanie kosmiczne. Organizm astronauty jest tam bardziej narażony na jego działanie, mimo zabezpieczeń w kapsule statku oraz używania odpowiednich kombinezonów podczas lądowania na Księżycu.

Do takiego wniosku doszedł prof. Michael Delp z Florida State University, który wraz ze swym zespołem przeanalizował dane o stanie zdrowia astronautów, w tym – siedmiu zmarłych dotąd uczestników programu Apollo w latach 1961-1972. W sumie nie żyje już ośmiu astronautów, którzy polecieli na Księżyc.

W badaniu nie uwzględniono jedynie Edgara Mitchella, szóstego człowieka, który stanął na Srebrnym Globie. Zmarł on 4 lutego 2016 r. w wieku 85 lat, kiedy skończono już badania i przesłano je do publikacji.

Prof. Michael Delp chciał ustalić, co najbardziej zagraża zdrowiu astronautów i kosmonautów: stan nieważkości czy promieniowanie kosmiczne, czy może jedno i drugie. Dotąd w kosmos wyleciało 555 osób, w tym 345 Amerykanów, wśród których było 299 mężczyzn i 46 kobiet. Wszyscy razem przebywali poza Ziemią prawie 133 lata.

Porównywano jedynie astronautów, ponieważ wybierani są oni spośród ochotników, którzy legitymują się idealnym zdrowiem i korzystają z najlepszej opieki medycznej.

Z badań prof. Delpa wynika, że dla astronautów zdecydowanie bardziej szkodliwe jest promieniowanie kosmiczne, na które byli narażeni głównie ci z nich, którzy podróżowali poza orbitą okołoziemską, w nieco bardziej odległych częściach kosmosu.

U uczestników wypraw Apollo choroby sercowo-naczyniowe, takie jak zawały serca i udary mózgu, występowały od 4 do 5 razy częściej, niż u astronautów przebywających jedynie pokładzie na stacji orbitalnej. Aż 43 proc. z nich cierpiało na te schorzenia.

Obawiano się, że na układ krwionośny najbardziej negatywnie wpływa stan nieważkości. Krew krążąca w naczyniach krwionośnych musi pokonać grawitację, podejrzewano zatem, że ściany tętnic astronautów i kosmonautów po powrocie na Ziemię będą sztywnieć, co sprzyja nadciśnieniu tętniczemu.

Nieważkość prawdopodobnie nie wpływa aż tak źle na układ krążenia. Astronauci, którzy przebywali na orbicie okołoziemskiej, wykazują jedynie nieco większe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych aniżeli ci, którzy uczestniczyli w programie kosmicznym NASA, ale ostatecznie w kosmos nie polecieli. W pierwszej grupie osób (które przebywały na stacji orbitalnej), z tego powodu chorowało 11 proc. astronautów, w drugiej – jedynie 9 proc.

Szkodliwy wpływ promieniowania, na jakie mogli być narażeni astronauci podczas wyprawy na Księżyc, przetestowano na myszach. Poddawano je promieniowaniu radiacyjnemu, które symulowało promieniowanie kosmiczne. Pół roku później, czyli po okresie, który odpowiada 20 lat życia człowieka, przebadano je i stwierdzono, że częściej występują u nich miażdżyca i choroby sercowo-naczyniowe.

Podejrzewa się, że promieniowanie radiacyjne może uszkadzać nabłonek wewnętrzny naczyń, co sprzyja rozwojowi miażdżycy tętnic. Być może odpowiedzialne są za to protony, będące głównym składnikiem pierwotnego promieniowania kosmicznego.

W latach 1968-72 odbyło się 11 wypraw Apollo, z tego 9 przekroczyło poza orbitę okołoziemską. W dalszym kosmosie przebywało 24 astronautów.

Na chorobę niedokrwienną serca chorował Neil Armstrong – pierwszy człowiek, który stanął na księżycu. W sierpniu 2012 r. z tego powodu poddał się operacji bypassów (wszczepienia dodatkowych tętnic serca). Początkowo czuł się dobrze, ale doszło powikłań po zabiegu i zmarł ponad dwa tygodnie później w Cincinnati.

Dowódca Apollo 14 Alan Shepard zmarł na białaczkę w wieku 74 lat w pobliżu swojego domu w Pebble Beach w Kalifornii. Stuart Rossa, który podczas tej wyprawy był pilotem modułu dowodzenia „Kitty Hawk”, zmarł w wieku zaledwie 61 lat w Waszyngtonie z powodu powikłań po zapaleniu trzustki.

PODCASTY I GALERIE