Mundial 2014: Irlandzki kibic zobaczył już ponad 200 mundialowych meczów

Pat Walsh jest Irlandczykiem, pracownikiem firmy logistycznej z Dublina. Choć bardziej pasuje określenie - zawodowy kibic. Finały mistrzostw świata w Brazylii są jego dwudziestym wielkim turniej piłkarskim oglądanym na żywo.

PAP
Mundial 2014: Irlandzki kibic zobaczył już ponad 200 mundialowych meczów

Fot. PAP/EPA/JOSE COELHO

,,Obejrzałem osiem finałów mistrzostw świata, siedem mistrzostw Europy, cztery Puchary Konfederacji i jeden turniej Copa America” – wylicza. W Brazylii chce zobaczyć aż 27 spotkań. ,,Finał na Soccer City w 2010 roku był moim 202. meczem w mistrzostwach świata. W RPA widziałem 31 z 32 finalistów. Cztery lata wcześniej w Niemczech udało mi się zobaczyć wszystkie startujące w turnieju drużyny. Jak dobrze pójdzie, na następnych mistrzostwach w Rosji zaliczę mecz numer 250” – prognozuje.

Najtrudniejszy będzie dla niego ten weekend, na który zaplanował… cztery mecze: w sobotę Urugwaj – Kostaryka w Fortalezie oraz Wybrzeże Kości Słoniowej – Japonia w Recife, a następnego dnia Szwajcaria – Ekwador w Brasilii oraz Argentyna – Bośnia i Hercegowina w Rio. Na pytanie, czy z racji dużych odległości jest to w ogóle wykonalne, odpowiedział: ,,jeśli chodzi o mundial, to dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych”.

Największym problemem Walsha jest zaledwie dwadzieścia dni urlopu w roku. Biorąc pod uwagę jego intensywny tryb życia, czyli ciągłe podróże, to stanowczo za mało.

,,Na szczęście mam wyrozumiałego szefa i kolegów w pracy. Ale i tak muszę brać nadgodziny, żeby uzyskać dodatkowe dni wolne na wyjazdy. Nie mam żony, więc przynajmniej jeden problem mi odpada…” – dodał z uśmiechem.

Przygotowanie każdego wyjazdu kosztuje go mnóstwo pracy. ,,Tego do Brazylii zajęło kilkaset godzin w ostatnim roku. Najtrudniej było znaleźć tanie przeloty. Niektóre wolałem rezerwować jeszcze przed losowaniem grup, nie wiedząc nawet kto z kim będzie grał” – powiedział. Ponieważ odległości między miastami są duże, a bilety lotnicze drogie, wyjazd do Brazylii będzie go kosztował około 5 tys. funtów.

Każdy turniej wymaga innego podejścia, w zależności od warunków komunikacyjnych w danym kraju. ,,Podczas MŚ 2002 dwanaście razy płynąłem statkiem pomiędzy Japonią i Koreą. Dzięki temu zobaczyłem 25 meczów na wszystkich dwudziestu stadionach” – wspomniał.

W czasie Euro 2008 spędził kilka nocy w pociągu relacji Zurych – Wiedeń. W RPA razem z innymi kibicami podróżował wynajętym samochodem, na zmianę z przelotami. ,,W Stanach Zjednoczonych w 1994 roku miałem szalony okres. Przeleciałem ponad trzydzieści tysięcy mil. Na przykład w jednej ósmej finału: najpierw w Waszyngtonie obejrzałem spotkanie Hiszpanii ze Szwajcarią, w nocy poleciałem do Los Angeles na mecz Rumunii z Argentyną, a następnego dnia do Orlando, by zobaczyć jak Irlandia gra z Holandią. Zrobiłem wtedy interes życia, płacąc za nielimitowany miesięczny bilet w Delta Air tylko 400 dolarów!” – podkreśla z satysfakcją.

Szczególne wspomnienia Walsh ma z Euro 2012. ,,Nie tylko ja, ale wszyscy irlandzcy kibice, którzy zostali w Polsce fantastycznie przyjęci, mimo że chodzili bez przerwy pijani. Teraz język polski jest drugim najczęściej używanym w Irlandii. Ostatnio zauważyłem w Tallaght Shopping Centre w zachodnim Dublinie napis na skrzynce pocztowej po irlandzku, angielsku i po polsku. Może ten ostatni stał się już trzecim oficjalnym językiem w mojej ojczyźnie, a ja jeszcze o tym nic nie wiem?” – żartuje.

Walsh jest nie tylko wytrwałym kibicem, ale od dziecka także kolekcjonerem pamiątek piłkarskich. Zbiera właściwie wszystko. Choć pewnie zaskoczy wielu stwierdzeniem, co w jego kolekcji jest najcenniejsze: ,,Składy z meczów, jakie dziennikarze dostają w biurze prasowym! Te oryginalne, wydrukowane na papierze. Bywają i w wersji elektronicznej, ale nie mają dla mnie aż takiej wartości”.

Na każdym z ostatnich turniejów Irlandczyk uzbierał około czterdziestu kilogramów różnych pamiątek piłkarskich. ,,Zawsze przygotowywałem paczki i wysyłałem je pocztą do Dublina. Z Brazylii będę wracał liniami TAP, które mają limit bagażu aż 64 kilogramy, więc tym razem wyjątkowo zabiorę wszystko do samolotu” – zapewnił.

Na pytanie, jakie ma jeszcze piłkarskie marzenia bez namysłu odpowiada: ,,Zobaczyć reprezentację każdego kraju na świecie w meczu rozgrywanym na jej terytorium. I jeszcze jedno, chciałbym zarobić tyle pieniędzy, by wybudować muzeum piłkarskie, a za resztę do końca życia podróżować…”

PODCASTY I GALERIE