Rozmaitości
Dorota Sokołowska

Jak pomyślnie wrócić do nauki, albo dlaczego każdy z nas jest odrobinę Odyseuszem

Zadawane po raz setny podczas drugiego tygodnia nauki bądź pracy, do której ze “szczerym” zapałem i energią wróciliśmy po letniej przerwie, pytanie “jak się masz?” jest niczym innym jak tylko drwiną. Wszyscy znamy bajkę o tym, że wrzesień jest miesiącem adaptacyjnym, jednak nie spotkałam jeszcze osoby, której by ten fakt w jakikolwiek sposób pomógł - w tym okresie borykamy się z taką ilością trudności, iż nie jesteśmy nawet w stanie wszystkie je wymienić, po prostu “wszystko jest źle”. W tym miejscu pragnę przekazać najgorętsze pozdrowienia dla przyjaciół studiujących w Polsce, którzy nadal cieszą się wakacjami, lecz już wkrótce wrócą do niezbyt miłej rutyny akademickiej - i sprawiedliwość będzie odbudowana.

Ciągłe poczucie zmęczenia i niezdolności poradzenia sobie z własnym życiem często definiowane jest jako “społeczny jetlag”. Ten termin odnosi się nie tylko do zaburzeń cyklu snu (na przykład gdy po dobrej imprezie w piątkową noc bądź po wyczerpującym tygodniu staramy się odespać w weekend), lecz także łączy w sobie wszystkie problemy, których doświadczamy w czasie przejścia z jednej strefy społecznej do innej, między innymi starając się przyzwyczaić do nowej pracy bądź próbując dostosować się do życia uniwersyteckiego. Natomiast wszystkie walory “społecznego jetlagu” dostrzegamy tylko wtedy, gdy uświadamiamy sobie – poza pasywnym uczęszczaniem na wykłady czy lekcje musimy się jeszcze… uczyć.

Nie istnieje jedna jedyna reguła, jak sobie z takim wyzwaniem poradzić, dlatego każda aspirująca do nauki i osiągnięć akademickich osoba ma swoje sposoby na to, by się skupić i zrobić to, czego wymaga od nas pedagog bądź głos wewnętrzny, albo dwoje na raz. Z okazji noworozpoczętego roku szkolno-akademickiego pragnę podzielić się złotymi poradami, które przez lata pomagały mnie i moim najbliższym kolegom pomyślnie złożyć (prawie) wszystkie egzaminy i zdążyć wyrobić się przed deadlinem – pewnego dnia te punkty będą wspomniane w światowych bestsellerach o naszych życiorysach, dlatego doceńcie tę (na razie bezpłatną) informację na wagę złota:

Nieważne, czy jesteś w podstawówce, gimnazjum czy z licencjatem w ręku planujesz udać się na studia magisterskie, obowiązkową indywidualną pracą domową jest ustalenie swego rodzaju pamięci. Tak, mózg wygląda u każdego jednakowo (jak również każdy go posiada, inaczej niż głoszą fake newsy w co trzeciej anegdocie), lecz pamięć poszczególnej osoby funkcjonuje w odmienny sposób, dlatego nie ma jednego najlepszego sposobu na zapamiętanie informacji. Często się mówi o kilku rodzajach pamięci – wzrokowej, słuchowej i motorycznej. Inaczej mówiąc, istnieją ci, którzy najlepiej odbierają wiedzę ją a) widząc, b) słysząc i c) zapisując. Dla mnie, na przykład, jako dla właścicielki motorycznej pamięci, najskuteczniejszą metodą jest prowadzenie dokładnych notatek i przepisywanie konspektów najmniej po dwa razy, gdyż z (nie)skromnego doświadczenia wiem, że ani kilkakrotnie czytając tekst, ani uważnie słuchając przemawiającego nie zdołam skutecznie opracować informacji (wygodnie zmakietowany tekst bądź przyjemny głos przystojnego wykładowcy może dopomóc, lecz, niestety, tylko na krótką metę). Znajomi o pamięci słuchowej często nagrywają wiersz czy inne dowolne utwory, które mają do zakucia, i jak można najwięcej razy słuchają, na przykład jadąc transportem publicznym bądź spacerując. Z kolei ci, którzy najbardziej czuli są na wzrok, śmiało korzystają z zakreślaczy (ang. highlighters) oraz starają się zawsze mieć notatki przed oczami – samoprzylepne karteczki są w takim wypadku jak najbardziej przydatne. Pamiętajmy także o licznych badaniach naukowych, z których jedno twierdzi – niebieski kolor długopisu szybciej zapada w pamięć, dlatego czarne pisaki zostawmy wyłącznie dla egzaminów maturalnych.

Fot. Joanna Bożerodska

Umiejętność zaplanowania swojego czasu jako gwarancja sukcesu – taka oto chwytliwa teza jest nie raz powtarzana, lecz zbyt rzadko i z trudem realizowana. Brzmi ona utopijnie, lecz sprawdza się najlepiej – po szkole starajmy się jak najszybciej wykonać pracę domową, a wszystko, co musimy przygotować na poniedziałek, róbmy w piątek. Nawet jednak w tym wypadku, gdy została tylko noc przed deadlinem czy zaliczeniem, możemy wyrobić się dość skutecznie – w tym pomoże nam tak zwana Technika Pomodoro (orig. wł. pomodoro technique), czyli zasada podziału pracy na 25-minutowe sekcje – tzw. pomodori – i czasy przerw. Metoda jest nadzwyczajnie prosta: po 25 minutach pracy kolejno robimy 4 pięciominutowe przerwy, a ten cykl kończy dłuższa przerwa (15-30 min.). W sieci dostępny jest nawet specjalny zegar dla odliczania danych odstępów czasu: https://pomodoro-tracker.com . Podczas wspomnianych przerw najlepiej oderwać się od stołu i wstać, zrobić kilka ćwiczeń bądź przejść się. Właśnie w takie krytyczne noce nauki w magiczny sposób przypominają się na pierwszy rzut oka głupie ćwiczenia oddechowe i rytmiczne, które najczęściej naprawdę się sprawdzają.

Stosowna do nauki i pracy atmosfera – wiwat biblioteki i czytelnie! Stwierdzenie, że człowiek jest stworzony do życia w społeczeństwie, potwierdza się także tu – czasami wystarczy spojrzeć na dziesiątki pilnie uczących się studentów i coś w swoich zeszytach kreślących uczniów, by zmotywować do pracy siebie samego. Godziny otwarcia biblioteki ograniczają nasze lenistwo, więc warto postawić sobie dokładne cele – na przykład, do godziny 17:00 muszę napisać rozprawkę, kolejne 2 godziny spędzę powtarzając zadany paragraf z biologii i tak dalej. Wiem, że gorzej idzie priorytetyzowanie zadań – zrozumienie, jakie prace są ważniejsze i trudniejsze oraz wykonywanie ich w odpowiedniej kolejności, jednak właśnie ta kompetencja, moim zdaniem, pozwala wszystko zdążyć i zrobić nawet ciut więcej. Na ogół w czytelniach panuje o wiele mniej pokus zaniedbania nauki, podczas gdy w domu zawsze na nas czeka cieplutkie łóżeczko i możliwość oglądnięcia kolejnego odcinka ulubionego serialu. Aczkolwiek nawet ucząc się w domu musimy stworzyć dostosowaną do nauki przestrzeń – wszystkie zalecenia dotyczące oświetlenia, wysokości biurka i krzesła nie są jedynie pustymi słowami z różnorodnych reklam.

Komunikujmy! Jak już wspomniałam, czujemy się najlepiej w społeczeństwie, i mówię tu nie tyle o ogóle osób w państwie, ile o najbliższych nam społecznościach. Starajmy się uczyć wspólnie z przyjaciółmi z klasy, dzielmy się dobrym doświadczeniem, pomagajmy sobie nawzajem – nie bez powodu mówi się, iż naprawdę coś umiemy tylko wtedy, gdy możemy to wytłumaczyć innej osobie. A nawet jeśli mamy trudno z kolegami, nikt nie zabrania powtórzyć nauczony na pamięć wiersz mamie, pupilowi czy nawet do lusterka – szczerze, pierwszym i jedynym widzem premiery każdego mojego przemówienia egzaminacyjnego była jedna i ta sama ściana w moim pokoju, do której dopiero później dołączyła rodzina, przyjaciele, nauczyciele, i tylko w końcu komisja egzaminacyjna.

No i ostatnia, lecz najważniejsza porada – wieczorem przed egzaminem bądź zaliczeniem OBOWIĄZKOWO trzeba położyć wszystkie konspekty i notatki sobie pod poduszkę i dobrze się tej nocy na niej wyspać. Ten finałowy rytuał, przekazywany z pokolenia na pokolenie, na pewno zagwarantuje nam sukces – mądrość ludowa przecież głosi, że ze swoimi problemami najlepiej jest się przespać. Owocnego nowego roku, i – jak się tam macie?

Dorota Sokołowska

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!