Dalej się nie da?! Motocyklem z Druskiennik do Chin 80 lat później

"Chcieliśmy uczcić wyczyn naszych rodaków. Zwrócić uwagę innych ludzi na to wydarzenie. Ale też wyruszyć w nieznane" - mówią w rozmowie z zw.lt Joanna Sobkowska i Daniel Skibiński - młodzi motocykliści z Poznania, którzy już w przyszłym tygodniu z litewskich Druskiennik wyruszą na motorach aż pod granicę Chin. Podróżnicy chcą powtórzyć wyczyn sprzed 80 lat, kiedy to Halina i Stanisław Bujakowscy jako pierwsi na świecie przejechali motocyklem z Druskiennik do Szanghaju.

Małgorzata Kozicz

Rok 1934. Młode małżeństwo – Halina i Stanisław Bujakowscy – wyrusza z przedwojennych Druskiennik w podróż życia. Motocyklem z bocznym wózkiem zamierzają dotrzeć do Szanghaju. Wyprawa trwa około dwóch lat. Młodzi podróżnicy przemierzają 24 tysiące kilometrów przez kraje Europy, Turcję, Syrię, Irak, Persję, Indie, Birmę, Indochiny do Szanghaju w Chinach. To podróż pełna przygód, wyzwań, trudności, które Halina wiernie spisuje w swoich dziennikach. Po latach jej reportaże, cudem odnalezione w starym kufrze, złożą się na książkę pod redakcją polskiego pisarza Łukasza Wierzbickiego „Mój chłopak, motor i ja”.

Rok 2014. Joanna Sobkowska i Daniel Skibiński z Poznania, miłośnicy motockli i podróży, postanawiają powtórzyć wyczyn swoich rodaków.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Skąd pomysł na powtórzenie wyprawy Haliny i Stanisława Bujakowskich? Czy za podstawową inspirację posłużyła Wam książka Łukasza Wierzbickiego?

Joanna Sobkowska i Daniel Skibiński: To było podczas pierwszej dłuższej wyprawy motocyklowo-wspinaczkowej w Alpy. Na motocykle poza liną spakowana była książka pt: „Mój chłopiec, motor i ja. Z Druskiennik do Szanghaju 1934-1936”. Szybka kalkulacja pokazała, że w sierpniu 2014 roku przypada 80. rocznica wyjazdu państwa Bujakowskich. Postanowiliśmy, że uczcimy pamięć o rodakach, próbując powtórzyć ich trasę współcześnie. Pomysł, jak prosty i błyskotliwy wydawał się być wtedy nad rzeką w okolicy Triglavu, tak zaczął piętrzyć mury przy pierwszej próbie podjęcia kroków ku jego realizacji. Straciliśmy na chwilę część zapału ale postanowiliśmy podjąć próbę decydującą o dalszych losach: „Napiszmy do Łukasza Wierzbickiego, autora książki, zobaczymy co powie”. Napisaliśmy, a Łukasz odpowiedział błyskawicznie: „Czekałem na tego maila dwa lata! Spotkajmy się”. Tak zrobiliśmy- wsiedliśmy w samochód, pod pachą mieliśmy wino. Opowiadań o tym, jak w ręce Łukasza Wierzbickiego trafiły dzienniki napisane przez Halinę Bujakowską, odnalezione po 70 latach w skrzyni na strychu, nie było końca. Wracając do domu, wiedzieliśmy, że nie ma odwrotu.

Jak wyglądała droga od pomysłu do realizacji – ile czasu zajęło Wam planowanie wyprawy i przygotowania?

Od czasu spotkania z Łukaszem, jesienią 2013 roku, każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na czytanie, pisanie, dzwonienie, rozpoznawanie tematu. Trasa sprzed 80 lat wiodła przez kraje południowej Azji: Syrię, Irak, Pakistan, Indie, Birmę aż do Chin. Piękne trasy, każdy kraj to ogromna przygoda. Tym bardziej, że chcieliśmy szukać śladów po tamtej podróży sprzed 80 lat. Niestety, okazało się, że koszty przebycia tej trasy współcześnie, znacznie przewyższają możliwości naszego budżetu domowego. Postanowiliśmy iść drogą, która polegała na znalezieniu wsparcia finansowego. Niestety nie udało się zdobyć odpowiednich funduszy, ale wyprawa została nagłośniona, dzięki czemu o historii Bujakowskich dowiedziało się kilka nowych osób i co najważniejsze, w międzyczasie poznaliśmy wielu wspaniałych, chętnych do pomocy ludzi, także na Litwie.

Na swojej stronie poinformowaliście niedawno, że nie uda się w stu procentach powtórzyć trasy Bujakowskich. Jak wygląda ostateczny plan podróży?

Ostatecznie, parę tygodni temu, podjęliśmy decyzję o podziale całej trasy na kilka etapów, które chcielibyśmy zrealizować w kolejnych latach. W tym roku planujemy dojechać śladami rodaków przez Bałkany i Turcję do granicy z Iranem, następnie odbić na północ, przejechać przez Gruzję, Rosję i Kazachstan, zobaczyć góry Tien Shan i Pamir w Kirgistanie, dojeżdżając do granicy chińskiej i wrócić do kraju przebywając 15 000km. Podróż zajmie około 2 miesięcy, wrócimy do Polski w październiku.

Jak mówicie, podstawową przeszkodą w realizacji celu są kwestie finansowe. Jak udało się je rozwiązać – macie sponsorów, gromadziliście oszczędności?

Tak, otrzymaliśmy pomoc sponsorską w zakresie kursów mechaniki motocyklowej i szkoleń z jazdy motocyklem po twardych nawierzchniach i w terenie. Dostaliśmy też wsparcie przy zakupie ubrań i akcesoriów motocyklowych, wsparcia udzielił tez sklep turystyczny. Bardzo dużo pomocy uzyskaliśmy też od znajomych bliższych i dalszych, którzy wspierają nas na każdym kroku. Za wszystkie formy wsparcia – ogromnie dziękujemy. A w kwestii finansów – faktycznie musieliśmy rozbić swoje skarbonki, na szczęście bez bólu serca!

Co jest podstawowym celem, ideą Waszej podróży?

Chcieliśmy uczcić wyczyn naszych rodaków. Zwrócić uwagę innych ludzi na to wydarzenie. Ale też wyruszyć w nieznane, bo kochamy poznawać nowe miejsca i nowych ludzi, tym bardziej na motocyklu!

Czy przygotowujecie się do wyprawy także fizycznie – jakieś ćwiczenia, zdobywanie nowych umiejętności?

Jeśli chodzi o fizyczne przygotowanie, zawsze prowadziliśmy intensywne życie sportowe, regularnie się wspinamy, chodzimy po górach. Ale też raz w roku organizujemy triathlon dla naszych znajomych. Także ogólną kondycję fizyczną mamy, jeździmy też cały czas na motocyklach, szlifując swoje umiejętności.

Hala i Stach podróżowali jednym motocyklem – Halina jechała w wózku bocznym. Jak to będzie wyglądało w Waszym przypadku?

Będziemy jechali na dwóch motocyklach Honda NX650 Dominator. Żadne z nas nie wyobraża sobie przebycia takiej drogi w wózku bocznym. Motocykle są jak siostry bliźniaczki – te same marki, ten sam rok produkcji, co ma znaczenie zarówno od strony obsługi i drobnych napraw jak i wiezienia ze sobą mniejszej ilości części zamiennych.

Jakie macie oczekiwania, obawy przed wyruszeniem w podróż?

Obawy właściwie ograniczają się do wytrzymałości i niezawodności naszych motocykli enduro. Pozostałe problemy, które mogą wyniknąć podczas podróży, są stałym elementem takich wypraw. Wydaje nam się, że poradzimy sobie ze skomplikowanymi procedurami na przejściach granicznych, czy podczas poszukiwania miejsc na rozbicie namiotu w zupełnie obcych nam krajach. Liczymy na przychylność miejscowej ludności i trochę szczęścia. Oczekujemy natomiast znakomitej przygody, z jednej strony wymagającej fizycznie, z drugiej rekompensującej niewygody pięknymi widokami, spokojem chwili.

Uroczysty start wyprawy odbędzie się w Druskiennikach. Jak wygląda Wasza współpraca ze stroną litewską?

Jest sporo osób na Litwie, które interesują się tą historią i tym samym naszą wyprawą. Wiemy, że w Druskiennikach odbędzie się oficjalny start naszej wyprawy, w który zaangażowanych będzie wiele osób. Kontakt z nami utrzymuje od początku Dario Malinowski – pasjonat historii Hali i Stacha i nasz przyjaciel od samego początku pojawienia się pomysłu powtórzenia wyprawy. A Pani Tatjana Zieliński – Przewodnicząca Związku Przewodników Druskiennickich organizuje uroczyste „pożegnanie”, za co też jesteśmy ogromnie wdzięczni.

Start wyprawy Joanny i Daniela odbędzie się 19 sierpnia rano w Druskiennikach. Motocykliści wyruszą sprzed willi Walerego Bujakowskiego, w której obecnie mieści się samorząd miasta. Jak poinformowała zw.lt organizatorka Tatjana Zieliński, przewodnicy druskienniccy planują teatralizowane pożegnanie podróżników. W uroczystości wezmą udział przedstawiciele władz miasta. Polską parę symbolicznie „odprowadzą” motocykliści z Druskiennik, z Wilna a nawet z Niemiec. 18 sierpnia wieczorem odbędzie się spotkanie Joanny i Daniela z mieszkańcami Druskiennik i wszystkimi tymi, kogo interesuje historia Haliny i Stanisława Bujakowskich.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej