Atak rakietowy w rejonie lwowskim

Wojsko rosyjskie przeprowadziło atak rakietowy w obwodzie lwowskim na infrastrukturę wojskową i kolejową w pobliżu granicy z Polską. W odpowiedzi na bombardowania NATO powinno postawić większy parasol ochronny nad zachodnią częścią Ukrainy – podkreślają eksperci w rozmowie z Wirtualną Polską.

wp.pl
Atak rakietowy w rejonie lwowskim

Fot. pexels.com/David Peinado

Ataki miały miejsce w poniedziałek wieczorem w okolicach Lwowa, zaledwie 20 kilometrów od polskiej granicy. Reporterzy Associated Press zobaczyli jasne światło oświetlające nocne niebo nad zachodnią częścią miasta. Jak poinformował mer Lwowa Andrij Sadowy w mediach społecznościowych, nie ma potwierdzonych informacji o rakietach uderzających w miasto. Inne źródła podają, że niektóre pociski zostały zestrzelone przez obronę powietrzną.

Według szefa lwowskiej obwodowej administracji wojskowej Maksyma Kozytskijego, Rosja podjęła próbę zniszczenia infrastruktury wojskowej na granicy z Polską. Jego celem jest również infrastruktura regionalnego oddziału Kolei Lwowskiej w rejonie Jaworowa.


„Rosja prowadzi wojnę na wyczerpanie i wyniszczenie Ukrainy. Atak rakietowy to próba wywołania strachu i wysłanie sygnału do Kijowa. Przede wszystkim uderzenie obliczone było na zniszczenie infrastruktury związanej z dostawami sprzętu dla Ukrainy. Rosjanie mogli podejrzewać, że w ośrodku wojskowym pod Lwowem przeprowadzane były szkolenia” – powiedział Wirtualnej Polsce gen. Roman Polko, były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były szef jednostki specjalnej GROM.

Według niego, skoro incydent miał miejsce zaledwie 20 kilometrów od granicy z Polską, NATO powinno postawić większy parasol ochronny dla zachodniej części Ukrainy.

„Sojuszowi powinno zależeć na ochronie cywilnej ludności i ochronie wymiany gospodarczej, która ma miejsce w tamtym rejonie. Miliony ton zbóż, które nie mogą być wysyłane przez port w Odessie, przechodzą m.in. przez przejścia graniczne z Polską. Warto byłoby w tamtym rejonie wzmocnić bezpieczeństwo i eliminować zagrożenie ze strony Rosjan. Zarówno na pograniczu, w miejscowościach w rejonie Lwowa, jak i węzłach komunikacyjnych. Z informacji przekazanych przez władze obwodu wynika, że udało się część rakiet strącić, ale potrzebne jest większe doposażenie. Żeby działało to tak skutecznie, chociażby jak systemy izraelskie” – oznajmił gen. Polko.

Według płk. Andrzeja Kruczyńskiego, byłego oficera GROM, biorącego udział w operacjach specjalnych i misjach zagranicznych, „Putinowi nie idzie na wojnie na Ukrainie, więc próbuje się odgryzać”.

„Takie ataki będą już z każdym dniem malały, bowiem Rosjanie są już praktycznie „wystrzelani”. Nowych rakiet nie produkują, a starych na magazynie nie mają zbyt wielu. Muszą mieć też zapas na „czarną godzinę”. Rosjanie zdają sobie sprawę, że w tamtym rejonie są węzły komunikacyjne i przemieszcza się pomoc z Zachodu. Ataki rakietowe w okolicach Lwowa mają „nadszarpnąć” infrastrukturę” – powiedział płk Kruczyński.

Jak zaznacza ekspert, na liniach kolejowych w obwodzie lwowskim można przewozić wiele broni, sprzętu, towarów, żywności i lekarstw.

„Można je dość dobrze zakamuflować i ukryć. Przewóz transportem drogowym będzie bardziej widoczny. Takie miasta jak Lwów muszą być więc dobrze chronione, muszą być wyposażone w zachodnie systemy przeciwrakietowe. Obrona przeciwlotnicza nie gwarantuje co prawda 100-procentowego zestrzelenia rakiet, ale – tak jak to miało miejsce pod Lwowem – zestrzelenie kilku pocisków już jest dużym sukcesem ukraińskiej armii” – oświadczył płk Kruczyński.

„To dla Rosji jeden z największych problemów”

O tym też mówił we wtorkowym „Newsroom WP” mówił o tym również gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

„To jest dla Rosji jeden z największych problemów – zahamowanie pomocy zachodniej dla armii ukraińskiej […], izolacja armii ukraińskiej walczącej na wschodzie przed dostarczeniem jej przez Zachód pomocy wojskowej. Stąd ataki rakietowe na transporty, na linie komunikacyjne, na węzły kolejowe, na mosty, na bazy z bronią i amunicją zachodnią, która jest dostarczana Ukrainie” – wytłumaczył gen. Koziej.

Według niego to „ogromne wyzwanie dla Zachodu, wyzwanie dla NATO”. „Rosjanie atakują rakietami dalekiego zasięgu o podwójnym przeznaczeniu. Rakiety, które wybuchają w okolicach Lwowa, 15 km od granicy Polski, to są rakiety, które mogą także przenosić broń nuklearną. Dlatego moim zdaniem NATO powinno wprowadzić strefę obrony przeciwrakietowej przeciwko tego typu rakietom. Wszystkie rakiety, które mają charakter podwójnego przeznaczenia, które lecą w kierunku granicy NATO, powinny być zestrzeliwane” – powiedział.

Według generała Polko atak rakietowy na Lwów jest częścią ofensywnej strategii Rosji przeciwko węzłom dostawczym i liniom komunikacyjnym na zachodniej Ukrainie.

„Rosja jest praktycznie na wyczerpaniu swoich zasobów i marzy, żeby uzyskać jakikolwiek sukces militarno-polityczny. W ostatnich dniach jej sytuacja na froncie uległa pogorszeniu i jeszcze bardziej się „zawęziła”, aniżeli w pierwszych dniach wojny. Najpierw celem była cała Ukraina, później Donbas, teraz już mówi się o uzyskaniu, choć obwodu ługańskiego. Będzie więc teraz dążyła do „zamrożenia” konfliktu, by odzyskać zdolności bojowe. A równocześnie resztkami rakiet, które posiada, próbuje ograniczyć przy granicy z Polską militarną i gospodarczą wymianę z Zachodem. Rosja traci inicjatywę, a Ukraina ją zyskuje. Putin nie ma czym i kim walczyć” – powiedział gen. Polko.

PODCASTY I GALERIE