Ks. Stańczyk: Przekroczyłem geograficzną granicę Europa-Azja

Na Radarze Wileńskim ponownie mamy wiadomość od ks. Dariusza Stańczyka, który samotnie wyruszył na rowerową pielgrzymkę na Syberię, a obecnie dotarł do Azji.

Ostatnie podjazdy „zmęczonego roweru”- św. Jana Pawła II na górach Uralskich zakończyły się także i dla mnie radosnym przekroczeniem granicy geograficznej Europa – Azja. Wjazd do pierwszego miasta Azji, Jekaterynburga, przed dwoma dniami, okazał się kompletnym zaskoczeniem, gdyż pierwsze uczucia pielgrzyma, że wjeżdżam raczej do Madrytu, a może Buenos Aires, niż jakiejkolwiek aglomeracji z traktu syberyjskiego. I od dalekiej już Moskwy, nie czuję się obecny w Rosji. Inny świat, ogrom nowości, szał pędzącej cywilizacji technicznej i konsumpcyjnej, wulkan wzrastającej potęgi dumy narodu i państwa rosyjskiego, co już jest faktem i pewną przestrogą dla zbyt zadufanych w sobie ludzi i państw Europy, a szczególnie Ameryki. Tutaj, wszyscy kochają swoje państwo, Rosję, jako prawny obowiązek.

Ponad 3100 km jakie już pokonałem na bezpiecznych i niebezpiecznych drogach Rosji, to przyjemna satysfakcja. Przedarłem się dosłownie przez pasmo Gór Uralu, w osiem dni 1150 km, a każdy podjazd i zjazd, w klimacie pięknych widoków, przy mniejszej ilości samochodów, zostawił we mnie ślad dobrych wspomnień. Oczywiście, że to działo się na etapie od Kazania, przez Iżewsk, aż do Perm i potem do Jekaterynburga. A dzieje się naprawdę zawsze wiele, w każdy dzień coś nowego i godnego uwagi.

W Tatarstanie bogaciej i dynamiczniej toczy się życie, a gdy przejechałem Respublikę Udmurcji, ze stolicą Iżewsk, poczułem swoistą dobroć prostych ludzi i los „uciemiężonych ugro-finów” znad rzeki Iż, z dopływem do rzeki Kamy. Dumą ich jest i zostaje historia mieszkańca Kałasznikowa (broń), który rozsławił ich miasto i rejon. Muzeum Kałasznikowa ponoć imponujące. Lecz ZOO-Park jaki mają od 2008 roku jest w tej chwili największą atrakcją turystyczną dla ludzi z respubliki i rejonów Uralu. Miejscowi myśliwi dużo mi opowiadali, jak w tym roku powiodło im się upolować 15 niedźwiedzi, 10 łosi, 25 dzikich świń, a że ich żony od 15 lat nie kupują mięsa w sklepie. Dziwili się, że nie mam przy sobie topora, że nie wiozę nic na łowienie ryb. Przyjąłem wiele dobrych uwag, gdzie i kiedy atakują wilki oraz, gdzie nie należy rozbijać namiotu.

Perm – miasto rocznego przebywania św. Rafała Kalinowskiego i wielu innych zesłańców powstań listopadowego i styczniowego, również z czasów stalinowskich, z miejscem zesłania ks. Sigitasa Tamkevičiusa, arcybiskupa Kowna, z licznie żyjącymi naszymi potomkami – pozostawił we mnie, z tych ostatnich dni pielgrzymowania, najwięcej wrażeń i duchowego wzbogacenia. Miasto z 1723 roku zawdzięcza wiele Polakom, zesłańcom XIX wieku, którzy aktywnie tworzyli ośrodki kultury, jako architekci, inżynierowie, kompozytorzy, wydawcy książek, aktorzy. Śladów ich twórczości jest ogrom w mieście i w okolicach. Jakież wielkie szczęście, że kościół zbudowany przez nich w 1875 roku, przetrwał dzieje walki z Kościołem i dzięki staraniom ks. Andrzeja Grzybowskiego z Polski, od wielu lat jest już czynny.

Praca czterech Sióstr Matki Teresy z Kalkuty w tym mieście, z ośrodkiem rehabilitacji, przeniknięta jest największą miłością i szacunkiem do każdego człowieka, alkoholika czy upośledzonego, nie ważne jakiej nacji czy wyznania. Wspólnota podopiecznych Rosjan umie się gorliwie modlić, choć ich historie są straszne.

Z parafianami udało mi się dotrzeć na cmentarz, aby pomodlić się na grobach zesłańców. Ilość tych mogił jest wyjątkowo duża. Miejscowi nawet nie słyszeli wielu nazwisk tych ludzi, gdy prosiłem, że musimy znaleźć jeszcze i takie rodziny. Dobrze, że przeczytałem wcześniej dwie książki o Polakach z Perm i rejonu. Na koniec udało się znaleźć mogiłę w zaroślach „permskiego strausa”, polskiego kompozytora, Ludwika Winiarskiego. Ważne, że z żyjących chętnie przyznają się do swoich korzeni i rodów. Stali się dla mnie bardzo bliscy sercem, przyjaciółmi, którym powinniśmy pomagać i nigdy ich nie zapominać.

Wiele miejsc i wrażeń z trasy pielgrzymkowej ku czci św. Rafała Kalinowskiego i wdzięczności za kanonizację św. Jana Pawła II, pomijam, w każdej korespondencji do Was, bo nie sposób je opisać w krótkim tekście. Również, przekładam na inne listy i wspomnienia, przeżycia ze świąt tatarskich, udmurckich i pobytu w Jekaterynburgu.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam na dalszą cześć mojej podróży, która rozpocznie prawdziwą przygodę syberyjską, poprzez Tobolsk, Omsk, Nowosybirsk, aż do Irkucka, czyli jeszcze ok 4000 km z pomocą Bożą i wstawiennictwem Matki Bożej Miłosiernej oraz świętych Patronów.

Dziękujemy za wiadomość oraz zachęcamy do aktywności wszystkich Czytelników! Czekamy na Wasze zdjęcia i relacje! W lipcu do wygrania bilety na światowe show Ledynmetis!

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej