Ks. Stańczyk: Czeka mnie jeszcze 2500 kilometrów

Na Radarze Wileńskim kolejna relacja z podróży ks. Dariusza Stańczyka, który samotnie pielgrzymuje rowerem na Syberię.

Etap do Omska, traktem syberyjskim, był naprawdę wyjątkowy z wszystkich 26 dni pedałowania. Najpierw kolejna zmiana strefy czasowej, o czym z rana na starcie zapomniałem, a więc najmniejszy błąd trzeba później nadrobić. Dwa dni wcześniej non stop padał deszcz, chłodny wiatr, jazda na przetrwanie, a wieczorem pośpiech z suszeniem odzieży. Podtrzymanie od ludzie miałem na każdym kroku, a to potencjał dla woli walki o każdy kolejny kilometr, w samotności i przez ogromne otwarte stepowe przestrzenie, pośród uprawnych pól czarnoziemia i tysięcy białych brzóz. Marzenie w sercu wielkie, aby jednak pokonać ciężkie warunki pogodowe i dojechać do miasta znad rzek Irtysza i Om.

Od samego rana modliłem sie do Matki Bożej z Góry Karmel, M.B. Szkaplerznej, wspominając wileńskie pielgrzymki piesze i odpusty parafialne. Silnie szalejący i zmienny wiatr od stepów Kazachstanu kompletnie odbierał siły i spowalniał jazdę. Aż nagle ciemności, wyciszenie wiatru, niespodziewanie ulewny deszcz do samego późnego wieczora. Gdy przekraczałem most na rzece Irtysz, czułem się szczęśliwy, że za chwilę będę u ks. Wojciecha Matuszewskiego na noclegu po dystansie 195 km jazdy. Prosto z roweru pod prysznic i do kościoła, aby odprawić Mszę św. w intencjach rodziny z Żywca. I tak, miasto syberyjskie Omsk, stał się kolejnym przystankiem na odpoczynek, gdy licznik na rowerze zatrzymał się na 4045 km, od Wilna.

Serce jednak, wciąż wraca do przeżyć z miast Jekaterynburga, Tiumenia i Tobolska oraz pasiołków przy trasie. Ich ekspresja nowoczesności i wyraźne powroty instytucji lokalnych do pamięci historycznej o losach ludzi tu zesłanych, mecenasów kultury i rozwoju gospodarczego z XIX wieku, zaskoczyły mnie pozytywnie i zrodziły pragnienie powtórnego tutaj przyjazdu. Region ten żyje pamięcią wielu Polaków, ale wyjątkowe zasługi dla rozwoju gospodarczego i kulturowego zostawił ród Poklewskich-Koziełł, tak bardzo też związany z Wilnem, gdyż ziemia na Antokolu była ich własnością. Wybitna osobowość tego rodu, to Alfons Poklewski-Koziełł (1809-1890), którego do dziś miasta i ludzie Syberii pamiętają. Potęga jego przedsiębiorczości i aktywności społecznej, troski o los zesłańców i ich potrzeby duchowe, to autentyczny Nobel Syberii.

W każdym z tych obecnie znaczących miast na Syberii, a kiedyś miejsc zsyłki dla powstańców listopadowych i styczniowych, okresu międzywojennego czy czasów sowieckich, historia odsłania potęgę wiary tych ludzi i determinację, że wszystko ma sens, jeśli drogi życia człowieka prowadzą do Boga, a ludzi jednoczy chrześcijaństwo, kultura. W centrum tych miast, Polacy z przełomu XIX i XX wieku, w czasach carskich potrafili wybudować piękne katolickie świątynie i wychowywać dzieci w duchu miłości i przebaczenia. I dziś możemy w nich się modlić, uczestniczyć w mszach świętych i porozmawiać z ich potomkami. Księża pracujący na Syberii, naprawdę w duchu misjonarskim poświęcają się dla swoich wiernych, stąd zasięg ich pracy sięga często w promieniu 600 km, choćby dojeżdżać do kilku wyznawców w odległych wioskach. I znów Syberia pokazuje symbiozę wyznań i ich wzajemną tolerancję do siebie, bo los ich cierpienia i tułaczki pod wieloma względami podobny.

Syberia wymaga obecności Aniołów, a takich mam także w postaci wielu kapłanów, sióstr zakonnych. Ks. Leszek Hryciuk z Tiumenia ogromnie mi pomógł w naprawie rowera i dalszym pielgrzymowaniu, aż po Tobolsk i Omsk. Ks. Antoni Gsell z Jekaterynburga służył mi wszelką pomocą i wspaniałym pobytem w jego parafii św. Anny, a panie Swietłana i Tatiana przewodniczkami po mieście. Im wszystkim jestem niezmiernie wdzięczny, za troskę, abym pielgrzymi trud wzbogacił w poznanie wspólnot, zabytków i dotarł na mogiły polskich zesłańców, co szczególnie wzruszyło mnie w Tobolsku. Nie sposób to wszystko ogarnąć i wyrazić, lecz przyjdzie czas, aby to opowiedzieć piórem romantycznej mojej syberiady.

Mieszkańcy Rosji, Syberii, prawosławni czy muzułmanie z dumą i otwartością odnoszą się do celu mojej wizyty i chętnie rozmawiają, pomagają mi w uzyskaniu informacji, czy w innych potrzebach. I dzięki tej szczerej życzliwości , mogę nabierać nowych sił na dalszy podbój Syberii, a czeka mnie jeszcze 2500 km do pielgrzymowania szlakiem św. Rafała Kalinowskiego. Trwajcie w duchu prawdy i miłości jeden do drugiego.

Dziękujemy za wiadomość oraz zachęcamy do aktywności wszystkich Czytelników! Czekamy na Wasze zdjęcia i relacje! W lipcu do wygrania bilety na światowe show Ledynmetis!

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej