Ks. Dariusz Stańczyk: Boże Ciało w Kazaniu

Na Radarze Wileńskim mamy kolejną relację od księdza Dariusza Stańczyka, który samotnie pielgrzymuje na Syberię rowerem. Tym razem - o przystanku w Kazaniu i obchodach Bożego Ciała w tym mieście.

„W centrum miasta Kazań, w Republice Tatarstanu, uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – Bożego Ciała, to niepowtarzalne chwile mojego bycia świadkiem wiary tutejszych katolików, modlących się w języku rosyjskim, których jednoczy Eucharystia, choć oni naprawdę są różnych narodowości, swoich własnych historii przystąpienia do katolicyzmu i wyniesionych tradycji z rodzimych stron.

Niedziela miniona była dla wspólnoty katolickiej w Kazaniu podwójnym świętem radości, gdyż także 4 osoby przystąpiły do Sakramentu I Komunii świętej. Dwie osoby inne nie przybyły, gdyż były z dalekich miast, a szkoła ich wywiozła na obowiązkowy “łagier-obóz” wakacyjny. Wszystkim zrobiło się przykro z tych realiów, ale ufają, że za rok te dzieci przyjmą Pana Jezusa Chrystusa do swoich serc. Ogromnie podniosły nastrój panował w świątyni, liczne eucharystyczne dekoracje, każda szata liturgiczna kilkakrotnie sprawdzona czy czysta, czy dobrze przygotowana, czy do czytań i śpiewów są wszyscy gotowi duchowo. Jakież inne podejście do miejsca sakralnego i świadomość, że Bóg widzi, a wszystko w prostym rosyjskim stylu “od duszy” dla Pana Stwórcy.

Kościół napełnił się w 50 % ilości parafian, co trochę zasmuciło ks. prob. Diogenesa Irkiza, pochodzącego z Argentyny. Ks. Diogenes wymieniał dla mnie nazwiska rodzin, kto dziś nie przyszedł, a tak ważne święto. Tłumaczył trochę po wileńsku, że mają ogrody, jeziora, a czas wakacji swoje robi. Obecność 95 osób, uznałem za dobry wynik, jak na warunki Rosji, miasta 1,5 milionowego. Przebieg święta był jednak tak udany, że ks. Diogenes kilkakrotnie po południu wracał do przebiegu liturgii i mojej pożytecznej postawy, że nie miał słów na wyrażenie satysfakcji, jaka jest w nim i w parafianach.

Oczywiście, że procesja miała charakter bardzo wewnętrzny, do czterech ołtarzy i w takim samym stylu, co nasze wileńskie, polskie zwyczaje. Wewnątrz placu kościelnego, bez wyjścia na ulice. Ale na zewnątrz świątyni, co było dla mnie miłym zaskoczeniem, gdyż wspominałem sobie Kanadę, gdzie katolikom nie wolno było wyjść z kościoła, choć mieli duży obszar własny. Ludzie z miejskich autobusów patrzyli na to, co dzieje się na placu katolickiego “chramu”. Tolerancja była widoczna, bo z sympatią odbierano widok. Po południu wiele kobiet, muzułmanek weszło do naszej świątyni, aby po prostu posiedzieć, przyjrzeć się ceremonii. I gdy wspomnę, jak pięknie śpiewano i że wszystkim zależało na dobrym uczestnictwie, śledząc liturgię, strony w śpiewnikach, to nie mogłem wyjść z podziwu, że mała diaspora katolicka ma taką potegę wiary i euforię rodzinności, bycia razem z sobą, oraz, że nie ważny kolor skóry czy znajomość języka modlitwy – On – Chrystus jest naszym wspólnym pokarmem, przyjacielem, magnesem wzajemnego zrozumienia, tegoż zgromadzenia, dzielenia się miłością, pomocą wszelką. Tak miło było dla mnie nawiązać kontakt z afrykańczykami, którzy stanowią silną podporę religijności i ekonomii dla parafii.

Podchodzili liczni przodkowie Polaków, opowiadając swoje rodzinne losy syberyjskiego pobytu, a dziś rozrzuceni po całej Rosji. Pyta mnie wspaniała parafianka z Kazania, czy żyje jeszcze ks. mons. Kazimierz Vasilauskas, bo on ją ochrzcił, gdy byli na zesłaniu. Na moje słowa, że już zmarł, zasmuciła się, ale rzekła “to był dobry ksiądz”. Podchodzili z rodziny Stasiewiczów z Justiniszek wileńskich, z rodziny Bodnar, Obuchowicz itd. I tak, czujesz historię nie zamkniętą polskich i litewskich zesłańców, przez tych potomków, którzy żyją w dalekiej Rosji, w świadomości losów swojego rodu, pochodzenia narodowego i wyznaniowego. Pomocą dla nich jest także obecność polonistki z Gliwic.

Obchody Bożego Ciała, zakończyły się wspólną herbatką czy kawą z ciastem, w auli dolnego kościoła. To też tłumaczy, jak bardzo chcą dłużej pobyć z sobą, nim wrócą w odległe strony od siebie i w klimat muzułmańskiego Tatarstanu. I mi przyszło się pożegnać z tym miastem, w takim pięknym klimacie polskości i wiary katolickiej. Czas na pokonanie papieskim rowerem św. Jana Pawła II, gór Uralu i wjazd na tereny Syberii” – napisał ks. Dariusz Stańczyk.

Dziękujemy za interesującą relację! Czekamy na kolejne!

Do przysyłania relacji zachęcamy wszystkich Czytelników! W tym miesiącu ponownie rozlosujemy bilety do kina!

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej