Opinie
Czesław Okińczyc

„Zakładnicy historii” i zakładnicy autonomii

„Zakładnicy historii. Mniejszość polska w postradzieckiej Litwie” dr Barbary Jundo-Kaliszewskiej – to niewątpliwie książka ważna, poruszająca tematy, dotyczące najnowszej historii Litwy i Polaków na Litwie. Bardzo się cieszę, że portal Radia „Znad Wilii” jest jednym z patronów medialnych tego wydawnictwa. Czy oznacza to jednak, że ze wszystkimi informacjami i wnioskami zawartymi w monografii mogę się zgodzić? Na pewno nie.

Jako uczestnik i naoczny świadek wielu wydarzeń opisanych w książce, po przeczytaniu „Zakładników historii” mam mieszane uczucia. Po pierwsze, nie mogę się zgodzić z opiniami Barbary Jundo-Kaliszewskiej na temat roli Moskwy w ruchu autonomistów. Po drugie, wydaje mi się, że także ocena działalności poszczególnych polskich działaczy na Litwie jest w monografii czasami zbyt jednostronna. Jak na naukowca zbyt łatwo autorka jednych wynosi na piedestał, a drugich zalicza do „antybohaterów” i „banitów”.

Autonomia i ręka Moskwy

Barbara Jundo-Kaliszewska twierdzi, że nie znalazła w archiwach żadnych dowodów na to, że idea polskiej autonomii na Wileńszczyźnie była inspirowana przez Moskwę, chociaż sama podaje, iż aż 3 z 11 członków pierwszego Zarządu Związku Polaków na Litwie było agentami KGB. Biorąc pod uwagę, że większość archiwów KGB została zniszczona lub wywieziona do Moskwy, moim zdaniem, kwestia „ręki Moskwy” w działania autonomistów pozostaje nadal otwarta. Jednak nawet jeśli uznamy, że na początku swojej działalności ruch autonomistyczny był oddolny, to trudno serio traktować zapewnienia Barbary Jundo-Kaliszewskiej, iż „nie był wymierzony w litewską niepodległość”. Zresztą sama autorka przytacza w swojej monografii mnóstwo dowodów obalających to twierdzenie, tylko że zazwyczaj bagatelizuje ich znaczenie.

Gdyby rzeczywiście twórcy autonomii, jak chce Jundo-Kaliszewska, dążyli do stworzenia rejonu autonomicznego w składzie niepodległej Litwy – nie odwoływaliby się non stop do arbitrażu Moskwy, nie szukaliby u Gorbaczowa poparcia. Tymczasem już I Zjazd ZPL zwrócił się nie tylko do władz Litewskiej SRR, ale i Związku Sowieckiego – jak pisze Jundo-Kaliszewska – „o poparcie dla inicjatywy kilkudziesięciu rad gminnych Wileńszczyzny, które przyznały sobie status narodowych rad polskich”. Apelowano też o powołanie przy rządzie ZSRR ośrodka, który zająłby się oświatą i kulturą Polaków w całym Związku Sowieckim. I takich apeli – jak widać ze stron „Zakładników historii” – było w następnych latach więcej.

12 maja 1989 r. odbywa się w Mickunach I Zjazd Deputowanych Wileńszczyzny, który swoje odezwy wzywające do „utworzenia Polskiego Narodowego Obwodu Autonomicznego w składzie Litewskiej SRR” kieruje do władz Litwy i Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRS. II Zjazd Deputowanych Wileńszczyzny, który odbył się 1 czerwca 1990 roku w Zawiszańcach, również kieruje list do prezydenta ZSRS Michaiła Gorbaczowa, w którym opowiada się za utworzeniem polskiego kraju narodowo-terytorialnego i prosi go o uwzględnienie tego stanowiska w negocjacjach z Litwą.

Jak tu nie wspomnieć posiedzenia zarządu ZPL w II połowie 1989 roku, w trakcie którego nagle zjawia się na sali jeden z najbardziej aktywnych przedstawicieli ruchu autonomii Stanisław Pieszko z propozycją dodatkowego uchwalenia również przez zarząd ZPL skargi do Gorbaczowa na działania władz litewskich. Wcześniej ta skarga została zaakceptowana przez radę koordynacyjną ds. autonomii. Tylko ja byłem „przeciw” w tym głosowaniu i prof. Romuald Brazis się wstrzymał. Pozostali głosowali „za”. Po głosowaniu jeden z członków zarządu poprosił mnie o publiczne wyjaśnienie mojego stanowiska. Więc znowu byłem zmuszony przypomnieć swoim rodakom historyczne powstania i deportacje Polaków na Sybir, walkę marszałka Piłsudskiego z Armią Czerwoną o niepodległość Polski, Katyń, pakt Ribbentrop-Mołotow etc., które były dowodem, że zaufać sowietom nie możemy.

W „Zakładnikach historii” znajdziemy więcej przykładów takich listów i apeli do Gorbaczowa i Sowietów, ale są i bardziej oczywiste dowody promoskiewskich sympatii autonomistów. 15 maja 1990 roku solecznicka Rada pod przewodnictwem komunisty Czesława Wysockiego podejmuje uchwałę, że na terenie rejonu obowiązuje tylko Konstytucja i akty prawne ZSRS, zaś deputowani solecznickiej rady rejonowej wchodzą w skład promoskiewskiego Zgromadzenia Ludowych Deputowanych Sowieckiej Pribałtyki, jednoczącego samorządowców z Litwy, Łotwy i Estonii opowiadających się za zachowaniem ZSRS. Jeszcze wcześniej zakazano w rejonie działalności funkcjonariuszom litewskiego Departamentu Obrony Państwa, Departamentu Kontroli Granicznej i innych organów Republiki Litewskiej oraz zwrócono komunistom, którzy pozostali na platformie KPZS, znacjonalizowane przez niepodległościowe władze w Wilnie mienie. Rada rejonowa, jako jedyna w krajach nadbałtyckich, podjęła też decyzję o przeprowadzeniu na terytorium rejonu poboru młodzieńców na służbę w siłach zbrojnych ZSRS. Co więcej 24 maja 1990 roku na posiedzeniu Rady Najwyższej Litwy Czesław Wysocki już na wstępie stwierdził, że jedynym sposobem zniwelowania napięcia pomiędzy Litwinami i Polakami jest… odwołanie Aktu Niepodległości Litwy z dnia 11 marca.

Barbara Jundo-Kaliszewska twierdzi, że soleczniccy autonomiści nie cieszyli się większym poparciem wśród pozostałych liderów tego ruchu. Po części ma rację, chociaż w sensie terytorialnym rejon solecznicki stanowił blisko połowę tzw. Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego. Rzeczywiście najbardziej radykalne postulaty Czesława Wysockiego nie doczekały się poparcia na zjazdach deputowanych Wileńszczyzny. Jednak np. Zjazd w Mościszkach, który odbył się 22 maja 1991 r., uchwalił decyzję żądającą od władz Republiki Litewskiej rozwiązania wszelkich oddziałów wojskowych Litwy (Departamentu Obrony Kraju, oddziałów ochrony parlamentu). Warto pamiętać, że taką decyzję autonomiści podjęli niespełna po 4 miesiącach od krwawych styczniowych wydarzeń przy wileńskiej wieży telewizyjnej!

Mając to wszystko na uwadze, jak również wojaże autonomistów do Moskwy i wojaże do autonomistów członka Politbiura i KC KPZS, a następnie jednego z ideologów GKCzP Olega Szenina, wsparcie finansowe i propozycje udzielenia wsparcia wojskowego ze strony Moskwy, postulaty niesławnego Jana Ciechanowicza o utworzeniu „Wschodniopolskiej Republiki Sowieckiej”, trudno się oprzeć wrażeniu, że autonomia bardzo szybko z inicjatywy oddolnej przerodziła się w dywersję przeciwko niepoległej Litwie.

Odwaga vs. Rozwaga

Gdy się czyta „Zakładników historii” ma się nieodparte wrażenie, że głównym bohaterem litewskich Polaków był w owych czasach Jan Sienkiewicz, zaś mnie autorka nazywa nie inaczej jak „antybohaterem” i „banitą”, moje wspomnienia – „barwnymi, ale zapewne przesadzonymi”. Tekst publicystyczny pewnie miałby prawo i do takiej interpretacji, ale od pracy naukowej chyba warto wymagać nieco większego umiaru tak w wychwalaniu, jak i krytykowaniu poszczególnych działaczy. Szczególnie, że nie spróbowała autorka znaleźć np. odpowiedzi na bardzo interesujące pytanie: dlaczego Jan Sienkiewicz, tak aktywny w owym czasie działacz, na początku XXI w. nieoczekiwanie całkowicie wycofał się z życia społeczno-politycznego?…

„Łatwo dziś oceniać zasługi Okińczyca na rzecz międzypaństwowego dialogu Polski i Litwy (…), o wiele trudniej przychodzi zrozumienie przesłanek, jakimi się kierował, odcinając od liderów mniejszości polskiej na Litwie (m.in. prezentującego umiarkowane stanowisko prezesa ZPL Jana Sienkiewicza)” – pisze Jundo-Kaliszewska. W rzeczywistości o wiele trudniej zrozumieć przesłanki jakimi autorka kieruje się stwierdzając, że odcinałem się od mniejszości polskiej na Litwie czy jej liderów. Nie podaje bowiem na potwierdzenie swojej tezy (jak zresztą i wielu innych tez dotyczących mnie) żadnych dowodów.

Bardzo trudno mi uznać Jana Sienkiewicza za działacza umiarkowanego. W rzeczywistości to ja reprezentowałem w ZPL stanowisko rozważne, zaś Sienkiewicz – odważne (że sparafrazuję pewien artykuł, który ukazał się na nasz z Sienkiewiczem temat w „Przekroju” w kwietniu 1989 roku). Jan Sienkiewicz chciał wszystko tworzyć metodą faktów dokonanych, takim polskim ułańskim atakiem na litewski czołg. Ja postulowałem rozmowy i dialog z Litwinami, bo wymachiwanie szabelką ładnie wygląda i jest skuteczne co najwyżej w filmach. Nie oznacza to jednak, że w którymkolwiek momencie wyrzekłem się polskiej racji stanu. Niestety Barbara Jundo-Kaliszewska cytuje moje wypowiedzi bardzo wybiórczo. Podając tylko te świadczące o moim „prolitewskim” stanowisku i całkowicie ignorując moje zabiegi o polskie postulaty.

Np. przemawiając na I Zjeździe Sajūdisu nie tylko porównałem Sajūdis z Solidarnością, a Landsbergisa z Wałęsą (o czym wspomina Jundo-Kaliszewska), ale i postulowałem: „Po pierwsze, trzeba obok państwowego języka litewskiego podnieść do rangi języka oficjalnego język polski w miejscowościach, gdzie Polacy stanowią naoczny odsetek mieszkańców. Po drugie, warto by we wspólnym interesie umożliwić rozwój polskojęzycznego szkolnictwa wyższego. Po trzecie, warto by umożliwić retransmisję I programu TV z Warszawy, który nie dociera na Wileńszczyznę.” 11 marca 1991 roku, w przeddzień historycznego głosowania nad Aktem Odrodzenia Niepodległego Państwa Litewskiego, także apelowałem do polityków litewskich o przestrzeganie praw człowieka: „Stajemy przed wielką szansą. Szansą zbudowania Litwy niezależnej i nawiązującej do najlepszych tradycji tej ziemi. Możemy je kontynuować, budując demokratyczne państwo, chroniące prawa człowieka – państwo śmiało wchodzące do europejskiej rodziny.” Niestety autorka „Zakładników historii” tę najistotniejszą część mojej wypowiedzi w książce opuściła. Natomiast nie przepuściła okazji, żeby podkreślić, że za niepodległością Litwy opowiadał się… „prezes ZPL Jan Sienkiewicz”, chociaż dosłownie 4 zdania dalej pisze, iż ZPL w marcu 1990 roku „stronił się od publicznych ocen zaistniałej w kraju sytuacji” (sic!).

Czasami admiracja autorki dla pierwszego prezesa Związku Polaków na Litwie oraz niechęć do pierwszego wiceprezesa tej organizacji mija się też trochę z logiką. Opisując np. wybory do Rady Najwyższej – Sejmu Odrodzeniowego Barbara Jundo-Kaliszewska zaznacza, że w dwóch przypadkach Sajūdis nie wystawił przeciwko kandydatom-Polakom (mnie i Medardowi Czobotowi) swoich kontrkandydatów. Zdaniem autorki, „oznacza to, że już na początku 1990 r. cieszyli się oni słabym zaufaniem rodaków”. Szczerze mówiąc nie wiem, jakie znaczenie ma wystawienie lub nie wystawienie przez Sajūdis kontrkandydatów dla zaufania rodaków wobec mnie. Nie wystawienie przez Sajūdis kontrkandydata dało mi trochę proniepodległościowych głosów litewskich, jednak w przeważającej części głosowali na mnie Polacy. Do wyborów stanąłem decyzją Zarządu Oddziału ZPL m. Wilna. Jundo-Kaliszewska, sądzę, doskonale zdaje sobie sprawę, że wybory na Litwie noszą od lat piętno etniczności: Polacy głosują na Polaków, Litwini na Litwinów.

Tymczasem Jan Sienkiewicz w tychże wyborach kandydował w zdominowanym przez Polaków okręgu wyborczym w Jaszunach i… przegrał ze Stanisławem Pieszko. Tak więc, jeśli ja cieszyłem się, zdaniem autorki, „słabym zaufaniem”, ale jednak mandat zdobyłem (i to w okręgu, w którym Polacy nie stanowili większości), to obawiam się, że ta sama logika nakazuje stwierdzić, że Sienkiewicz nie cieszył się wręcz żadnym zaufaniem rodaków, skoro przegrał w polskim okręgu! A jednak ta porażka nie przeszkadza autorce w twierdzeniu, że to właśnie Sienkiewicz był wyrazicielem dążeń większości litewskich Polaków.

W rzeczywistości ówczesna sytuacja w polskiej mniejszości na Litwie była o wiele bardziej skomplikowana. W moim odczuciu nie było wówczas żadnego jednego lidera, który reprezentował większość Polaków na Litwie. Spierali się ze sobą tak zwolennicy orientacji na Moskwę, jak i zwolennicy niepodległej Litwy, zaś Jan Sienkiewicz reprezentował co najwyżej tę grupę, która wolała lawirować pomiędzy dwoma głównymi nurtami, przeczekać rewolucję i dołączyć do zwycięzców.

Tytułem podsumowania

Książka Barbary Jundo-Kaliszewskiej jest interesującą lekturą. Niektóre błędy oraz uproszczenia, zawarte w monografii, wynikają, mam nadzieję, nie ze złej woli, tylko z faktu, iż autorka w swoich badaniach oparła się prawie wyłącznie na dokumentach (m.in. przedstawionych przez Jana Sienkiewicza) i materiałach prasowych, a te akurat są częstokroć zbyt jednostronne lub szczątkowe. Stąd np. Jan Sienkiewicz urósł do rangi niekwestionowanego lidera polskiej społeczności, a osoby o marginesowych w czasie opisywanych wydarzeń wpływach, ale niezwykle aktywne w mediach (jak np. Adam Chajewski) urosły do rangi ekspertów. Tymczasem w cieniu pozostali inni działacze, a opinie eksperckie nie pasujące do tez Sienkiewicza, Chajewskiego i im podobnych zostały zignorowane lub zbagatelizowane. Wydaje mi się, że prawdziwy obraz wydarzeń z lat 1988-1994 można dziś odtworzyć chyba wyłącznie poprzez konfrontację dokumentów z informacjami uzyskanymi od naocznych świadków. Świadków reprezentujących wszystkie strony ówczesnych wydarzeń. Jestem jednym z nich. Mam nadzieję, że „Zakładnicy historii” zachęcą kolejnych naukowców do poszukiwań w tym kierunku.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!