Za miedzą wojna, a jeść się chce

Nie wierzcie w to, że sport nie może albo nie powinien być powiązany z polityką. Jedyna forma możliwego wysiłku gimnastycznego, która jeszcze jako-tako może być apolityczna, to twoja gimnastyka poranna. Pod warunkiem, że nie robisz tego w takt muzyki. Zwłaszcza współczesnej. Wschodu czy Zachodu, to nie stanowi różnicy. Obydwa rodzaje są częścią soft power. Czyli polityki promocji kultury, światopoglądu i wartości nie twojego państwa.

Zbignev Samko
Za miedzą wojna, a jeść się chce

Fot. BFL/Kęstutis Vanagas

Albo wychodzisz sobie na wieczorny jogging. Niby żadnej w tym polityki. Aczkolwiek ścieżka dla pieszych jest w tak opłakanym stanie, że w myślach życzysz merowi takiej samej równości materacu na jego łożu conocnym. I tu rozpoczyna się polityka.

I nie wierzcie bredniom, których głównym argumentem jest stwierdzenie, iż „nie należy mieszać polityki ze sportem”. Tak, owszem, może i nie należy. Chociaż nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego. To się dzieje notorycznie i od pradawnych czasów. Od maratońskich wydarzeń aż po tegoroczne mistrzostwa świata w hokeju na lodzie w Mińsku.

Najczęściej argumentem „niemieszania” posługują się ci, którzy już „namieszali

Ciekawym faktem jest to, że najczęściej argumentem „niemieszania” posługują się ci, którzy już „namieszali” albo którym na „mieszaniu” najbardziej zależy. Tzn. sami politycy i działacze sportowi.

Im bardziej widowiskowe jest przedsięwzięcie sportowe, tym bardziej „miesza się” z polityką. Raczej nawet z geopolityką.

Weźmy dla przykładu taką ligę koszykarską VTB United league. Projekt w stu procentach rosyjskiego pochodzenia działa już od sześciu lat. Nasze kluby są w nim już od czterech. W tym wypadku nawet nie mogę być posądzony o epiczną litewską rusofobię, nazywając tą ligę prokremlowską. Bowiem ideowym przywódcą VTB United league jest niejaki Siergiej Iwanow, generał-pułkownik w stanie spoczynku KGB-FSB, obecny przewodniczący administracji prezydenta Rosji, Putina. Czyli jego prawa albo lewa ręka, co w danym wypadku nie ma większego znaczenia.

Odpowiednio tytularnym sponsorem ligi jest bank VTB czyli Vnesztorgbank. Ten sam, bodajże jedyny, w którym za czasów sowieckich można było wymienić ruble na inną walutę.

Liga koszykarska od początku wywoływała emocje pozasportowe, bowiem często była zauważana jako próba odrodzenia struktury z czasów ZSRR. I nie bez podstaw. Obecnie w lidze jest 10 klubów rosyjskich (czasami o tak już zapomnianych nazwach jak Krasnyje Krylja albo Krasnyj Oktiabr’), po 1-2 kluby z byłych republik. Dla różnorodności byli również reprezentanci z Polski i Czech. To chyba, aby nie zapomnieć o Pakcie Warszawskim.

Ale wiadomo. W tym roku na Wschód od Mickun wyjątkowo niespokojnie. Domyślam się, że Siergiej Iwanow właśnie z tego powodu zrezygnował z czynnego udziału w strukturze VTB, stwierdzając: „Nie porzucam VTB, bowiem to moje „dziecko”. Jednak nie mogę codziennie pracować na rzecz ligi w związku z wyjątkowym obciążeniem w pracy”.

Rozumiem, że ostatnie wyniki tego obciążenia w grobach wędrują w kierunku Amsterdamu.

Ostatnie wyniki tego obciążenia w grobach wędrują w kierunku Amsterdamu

Na zakończenie sezonu VTB United league 2013/2014 z udziału definitywnie zrezygnowały obydwa kluby ukraińskie. Co można również przypisać zasługom obciążenia w pracy administracji prezydenta Rosji.

Cóż, jak mówią ci sami Rosjanie: wojna wojnoj, a obied po rasporiadku (synchronizując tłumaczenie, wojna swoją drogą, a obiad swoją).

My i nasze pięć klubów koszykarskich posłużą w sezonie 2014/2015 swoistą deską ratunku dla wizerunku ligi. Ogólna pula nagród w VTB na ten rok przewiduje sumę ok. 11 mln litów. Powiada się, że nowo przyjęte litewskie kluby już na początek dostaną przelew 150 tysięcy na swoje konta.

Co prawda, oprócz „Lietuvos rytas” i „Neptunas”, reszta to „mięso armatnie” dla Rosjan, ich „worki bokserskie” przed spotkaniami w Eurolidze i Pucharze Europy. Aczkolwiek nasi mają nietuzinkowe możliwości podreperowania swoich budżetów.

Panowie działacze z „Dzukija”, „Lietkabelis” i „Nevežis“, a także już wyżej wymienionych klubów, tylko proszę później ani słowa o „bezwolnym, opieszałym i zwaśnionym Zachodzie, który żadnych sankcji nie podejmuje, a tylko ciągle gada”.

Bowiem w tym wypadku „sankcje” to wy. Wasze decyzje udziału tym roku w VTB United League, to wasze poparcie dla obecnego kierunku geopolitycznego Rosji. A tam nic, z czego mógłbym szydzić. Wszystko stało się zbyt poważne.

I każdy lit dla was, to próba wybielenia każdych 100 litów wydanych na kamuflaże, noktowizory, AK, Grad, BUK i tak dalej na Południowym Wschodzie Ukrainy.

Osobiście najbardziej boli mnie fakt, że od dwunastu, na szesnaście lat istnienia, „Lietuvos rytas” to mój klub, z którym przemierzyłem tysiące kilometrów jako kibic. To jest ta strona emocjonalna.

Strona finansowa jest taka, że czwartą część budżetu „Lietuvos Rytas” stanowią środki z samorządu Wilna (tu, akurat, wczoraj coś zgrzytnęło), którego jestem mieszkańcem od 32 lat i podatnikiem od 15.

I ja z takim sportem politycznie się nie zgadzam.

PODCASTY I GALERIE