• Opinie
  • 16 października, 2014 6:02

Wirus separatyzmu słabnie. Na szczęście

Katalonia nie ogłosi niepodległości. Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości.

Jerzy Haszczyński
Wirus separatyzmu słabnie. Na szczęście

Fot. Rzeczpospolita/Ryszard Waniek

Premier tego sytego i mającego daleko posuniętą autonomię regionu Hiszpanii zrezygnował z przeprowadzenia referendum niepodległościowego. Miało się odbyć za niecały miesiąc – 9 listopada. Coś się w zamian za to odbędzie, jakiś nieformalny plebiscyt, ale nie ma to już większego znaczenia.

Najwyraźniej separatystyczna gorączka w Europie opada. Zapewne wpłynął na to wynik referendum niepodległościowego w Szkocji, które niedawno zakończyło się zwycięstwem zwolenników pozostania w Wielkiej Brytanii.

Szkoci tym się różnią od Katalończyków, że ich referendum było legalne, to znaczy godziła się na nie większość także poza Szkocją, w tym rząd centralny i parlament w Londynie. Przeciwko niepodległościowemu referendum w Katalonii opowiedział się hiszpański trybunał konstytucyjny i główne partie polityczne działające w całym kraju.

Cisną się pytania:

1. Czy niechęć większości może być powodem blokowania aspiracji niepodległościowych mniejszości?

2. Czy stanowisko rządu centralnego, nawet wspieranego przez opozycję, i trybunał konstytucyjny jest ważniejsze od prawa do samostanowienia narodów?

Odpowiedź na oba brzmi: niestety, tak. Niestety – bo tak zupełnie zrozumienie dla chęci posiadania własnego państwa nie jest mi obce.

Odpowiedź twierdząca przechodzi mi przez klawiaturę, gdy mamy do czynienia z takim przypadkiem jak Katalonia, która ma niezwykle wysoki stopień autonomii (a może mieć jeszcze większy). Nikt nie prześladuje Katalończyków za ich katalońskość, nikt nie ogranicza praw językowych, kulturowych, praw do symbolii. Wręcz przeciwnie katalońskość w Katalonii dominuje, region ma prawie wszystko poza uznawaną przez innych niepodległością, własną polityką zagraniczną czy armią, która w tym spokojnym regionie zresztą nie wydaje się niezbędna.

Czy to się Katalończykom podoba czy nie, decydująca dla tego, jak świat oceni ich dążenia do odłączenia, jest niechęć większości w Hiszpanii wobec niepodległości mniejszości, czyli Katalonii. Krótko mówiąc żadne państwo na świecie nie uzna niepodległości Katalonii, jeżeli nie zgodzi się na nią Hiszpania. (no może jakieś by się znalazło, ale nie ma to znaczenia, jak uznawanie niepodległości Osetii Południowej przez Nikaraguę).

Takie jest, może cyniczne, a może tylko pragmatyczne, podejście do powstawania nowych państw, wynika z doświadczeń różnych wojen domowych – od Afryki przez Cypri po Kosowo.

Prawo do samostanowienia nie stoi w sprzeczności z drugim ważnym prawem współczesności – do integralności terytorialnej – tylko wtedy, gdy na powstanie nowego państwa godzi się to, z którego będzie ono wykrojone.

Najwyraźniej premier Katalonii zaczął na chłodno oceniać sytuację. I – na razie? – nie zamierza walczyć z Madrytem i całym światem, dla którego wirus separatyzmu jest poważnym zagrożeniem. W innych, nie tak bogatych regionach jak Katalonia, prowadzi do krwawych długoletnich wojen.

Ustępowanie gorączki separatystycznej to dobra wiadomość nie tylko dla Hiszpanii.

Szamanka komisarzem u Junckera? Ekscentryczna kandydatka Słowenii

Wojsko nie wiedziało, że honoruje stalinowskiego prokuratora

Niemiecka prasa: Rosyjski prezydent zaskoczył Zachód

PODCASTY I GALERIE