Wilno. Niepolacy przeciwko Nielitwinom

Największym - i nadal trwającym - dylematem stosunków Litwy i Polski XX wieku jest to, że rozpoczęły się one jako stosunki Litwinów i Polaków. Dokładniej – jako stosunki pomiędzy Niepolakami i Nielitwinami.

Bernardas Gailius
Wilno. Niepolacy przeciwko Nielitwinom

Fot. BFL/Tomas Urbelionis

Wspólne państwo z wieku XVIII, po rozbiorach, pozostawiło wspólną tożsamość. Wzorcowym wyrazem owej tożsamości został Adam Mickiewicz. Człowiek, któremu nie wydawało się dziwne pisanie po polsku „Litwo, ojczyzna moja”.

Wobec niemożności odzyskania państwa, sama tożsamość nie miała jednak szans na przetrwanie w wieku XIX, który zmieniał pojęcie narodowości. Właśnie dlatego, po powstaniu w latach 1863-1864, Litwini i Polacy rozdzielili się.
Podział ów miał miejsce w zupełnie innych warunkach aniżeli unia WKL i Królestwa Polskiego w wieku XVI, więc nie może tu także być mowy o niby historycznie-politycznym odpowiedniku związku i jego rozpadu.

Litwini i Polacy w wieku XIX mogli rozdzielić się jedynie poprzez wzajemną negację, stając się Nielitwinami i Niepolakami. To podnosiło dosyć wysoko napięcie, któremu nie poddający się negacji kontekst wspólnej przeszłości dodawał komicznych zabarwień. Symbolem owej walki stał się Adam Mickiewicz i Wilno, ciągle przypominające o nim.

Przechadzając się uliczkami Wilna, ciągle napotykamy różnobarwne szczegóły potyczek Niepolaków z Nielitwinami.
Wilno, które lubili wspominać wilnianie pod koniec wieku XX, obecnie jest bardziej znane jako Wilno Romaina Gary‘ego. To, które z czasów okupacji sowieckiej jest słynne swoimi „zabytkowymi“ mieszkaniami i wysokimi sufitami w nich. To, którego powiew możemy odczuć, przechadzając się ulicą Čiurlionio.
Całe to Wilno pojawia się dopiero na przełomie wieków XIX – XX.

Rozwój miasta w owych dziesięcioleciach zazwyczaj tłumaczy się efektem opóźnionej rewolucji przemysłowej w Imperium Rosyjskim. Niby Wilno odżyło dzięki rozwojowi produkcji, handlu i działalności bankowej.

Jednak takie tłumaczenie wydarzeń jest zbyt ogólnikowe i przekształca wydarzenia bardzo osobiste w postać „procesu“.

Pierwotnymi kapitalistami i bankierami tak naprawdę stali się arystokraci i szlachta byłego WKL. To miało sens, ponieważ oni posiadali kapitał, który mogli, na ów czas, nowocześnie inwestować. W Wilnie zostało przez nich założone wystarczająco samodzielne, współczesne centrum działalności ekonomicznej, kulturalnej i politycznej – wileński Bank Ziemiański.

Najbardziej przedsiębiorczymi i wpływowymi założycielami banku byli hrabiowie Nikołaj Zubow i Adam Plater. Historię owego banku dość wyczerpująco i ciekawie streścił Vladas Terleckas w swoim opracowaniu.

Bank Ziemiański udzielał pożyczek pod zastaw nieruchomości i w taki sposób pośrednio przyczyniał się do rozwoju dworów i rozbudowy miast. Jednak stał się on także przyczyną, z powodu której ziemianie coraz więcej czasu spędzali w Wilnie.

Elity swoiście powróciły do starej stolicy, o czym świadczą nowe rezydencje z końca XIX wieku, znajdujące się wzdłuż obecnej alei Giedimina, przy ulicach Žygimantų, Tilto i Kosciuškos.

W 1884 roku członkiem zarządu Banku Ziemiańskiego został szlachcic, prawnik i ekonomista Józef Montwiłł. Bez zbytniego przegięcia możemy stwierdzić, że własnie on zbudował tą cześć modernistyczną Wilna, którą szczegółowo opisała Nijolė Lukšionytė-Tolvaišienė.

Pod kierownictwem Montwiłła w latach 1889-1891 została wybudowana nowa rezydencja Banku Ziemiańskiego na obecnej alei Giedimina, gdzie teraz mieści się Bank Litewski. Wkrótce rezydencję uzupełnił budynek, w którym rozmieściło się Towarzystwo Artystyczne „Lutnia”.

W sąsiednim budynku (obecnie Gedimino 4) od roku 1893 działał inny projekt Montwiłła – Wileński Jarmark Rzemieślników.

Na głównej ulicy usadowił się i sam Józef Montwiłł. W jego rezydencji, przy Gedimino 17, obecnie znajdziemy Ministerstwo Łączności.

Montwiłł opiekował się także utalentowanymi ówczesnymi architektami Wacławem Michniewiczem, Władysławem Stypulkowskim i Augustem Kleinem. Cała ta kampania, oprócz prywatnych zabudowań, wybudowała ogrom miasta. Przytułki dla dzieci, rynek Pod Halą, ozdoba architektury Wilna – elektrownia, w której obecnie jest muzeum Energetyki i t.d.
Jednak najbardziej, z punktu widzenia architektury, Józef Montwiłł zasłynął ze spółdzielni i kolonii domów mieszkalnych.

Najbardziej znane kolonie to: Rasų i Lukiškių. Aczkolwiek są jeszcze trzy: na Śnipiszkach (obok obecnych ulic Rinktinės, Šeimyniškių i Slucko); obok ulic Aguonų, Šaltinių i Mindaugo; oraz w obrębie ulic Basanavičiaus, Jovaro i Čiurlionio.

Za te, oraz inne, zasługi wilnianie postawili Józefowi Montwiłłowi pomnik, który obecnie stoi (ściślej, siedzi) na ulicy Trakų, w skwerze przy klasztorze Franciszkanów.

Aczkolwiek wszystko to było budownictwo Nielitwinów w Wilnie. Możliwe, że bardziej poprawnym określeniem byłoby – Nielietuwisów. Przypominając wypowiedź jednego z ówczesnych szlachciców: „Litwini to: Jagiełło, Chodkiewicz, Mickiewicz, Piłsudski i ja. A ci nowi, to Lietuwisy.“

Owi nowi Litwini, Lietuwisy, słowem Niepolacy, na tle Wilna rozgospodarowanego przez Bank Ziemiański, wyglądali jak prawdziwi nowobogaccy.

Najbardziej odpowiednim byłoby skonfrontować Józefa Montwiłła z Petrasem Vileišisem. Ostatni dorobił się w Rosji fortuny i w 1890 roku, po powrocie do Wilna Nielitwinów, wziął się zdecydowanie do jego lietuwisowania.

Przede wszystkim wybudował on fabrykę żelaza przy obecnej ulicy Panerių. Do budowy fabryki i do zarządzania samą fabryką Vileišis zaprosił Niepolaków. W fabryce zatrudnił w większości również takich samych. I na Mszę Świętą pędził swoich pracowników tylko do nowo-litewskiego kościoła Św. Mikołaja.

Później rozpoczął on działalność kulturalno-polityczną. Po wynajęciu pomieszczenia na ulicy Vilniaus założył tam drukarnię i wydawał gazetę „Vilniaus žinios“. W ówczesnej Sali Miejskiej (obecnie Filharmonia) otworzył księgarnię.
Tak Petras Vileišis stał się jednym z ważniejszych zachowawców związku Niepolaków w Wilnie. Twierdzi się również, że to własnie po jego namowach w Wilnie zamieszkał sam patriarcha narodu Jonas Basanavičius.

Wieńcem całej tej aktywnosci była budowa pałacu Vileišisa. Zespół w stylu neobarokowym został postawiony w latach 1904 – 1906, na początku Antokolu (obecnie – Insytut Literatury i Folkloru Litewskiego).

Tutaj Petras Vileišis nie tylko zamieszkał, acz i rozmieścił cały sztab Niepolaków. Przeniósł drukarnię i redakcję, organizował wszelakie imprezy nowo-litewskie.

Już pierwsze spojrzenie na pałac Vileišisa mówi o tym, że była to próba dorównania. Nowy Litwin, zatrudniając nielitewskiego architekta Augusta Kleina, zamówił rezydencję bardziej przypominającą pałace wielmożnych z końca XIX wieku aniżeli ówczesne popularne skromne ville.

Tym samym, oczywiście, Petras Vileišis potwierdził opinię Nielitwinów, że jest on snobem i nuworyszem. Jak i wszyscy inni Lietuwisi – nowobogaccy chłopi pańszczyźniani.

W taki sposób postrzegając Wilno przełomu wieków XIX i XX nie jest trudno zrozumieć, dlaczego pierwsza runda walki Nielitwinów z Niepolakami zakończyła się przegraną tych ostatnich. Już na początku roku 1919 rząd Litwy był zmuszony do wycofania się do Kowna.

Wilno Nielitwinów nie mogło przyznać 16. Lutego i Taryby litewskiej, o której później nieukrywanie szyderczo odezwał się Walerian Meysztowicz, syn Aleksandra Meysztowicza, jednego z kierowników Banku Ziemiańskiego.
Wyraźnie pisząc „Taryba“ w cudzysłowie ocenił on odrodzenie niezależności Litwy jako projekt niemiecki. I zakończył następująco: „Prezydentem został Smetona, były urzędnik Banku Ziemiańskiego“.

Czyli należy rozumieć, że „wychowaliśmy żmiję za kołnierzem”. Żal nie był bezpodstawny. Wśród Niepolaków niemało było urzędników Banku Ziemiańskiego. Jednak teza ta pięknie odzwierciedla decydujący błąd nie tylko Nielitwinów Wilna, ale i Polski początku XX wieku.

Oni nie zrozumieli faktu, iż w pałacu nuworysza Vileišisa drzemie znacznie większa moc aniżeli we wszystkich koloniach Montwiłła razem wziętych.

Nie zrozumieli oni także i natury Wilna, chociaż uważali siebie za najważniejszych wilnian.

Ich pycha była pychą dinozaurów, wykonujących swoje ostatnie kroki. Rzecz, często powtarzająca się w historii.
Dlatego wygrany bój Nielitwinów w Wilnie był jedynie początkiem przegranej wojny i do tego pytania należy jeszcze powrócić.

Lecz teraz wypada przenieść się razem z Niepolakami do Kowna, gdzie przebiegał dramat polityczno – architektoniczny, jeszcze wyraźniej ukazujący sens Litwy.

* Bernardas Gailius: Vilnius. Nelenkai prieš nelietuvius

PODCASTY I GALERIE