• Opinie
  • 12 października, 2014 8:22

Venclova: Gdy zaspokoimy żądania Polaków, Tomaszewski nie będzie szkodził Litwie

"Baskowie, w przeciwieństwie do naszych Polaków, uciekli się do terroryzmu, czyli są o wiele gorsi od pana Tomaszewskiego. Teraz jednak dwujęzyczne tabliczki tam są i Hiszpania z tego powodu nie upadła, a ekstremistom baskijskim wytrącono broń z ręki" - powiedział w wywiadzie dla dziennika gospodarczego "Verslo žinios" Tomas Venclova, poeta, tłumacz, profesor Uniwersytetu Yale.

vz.lt
Venclova: Gdy zaspokoimy żądania Polaków, Tomaszewski nie będzie szkodził Litwie

Fot. BFL/Vygintas Skaraitis

„Sądzę, że odmawiając realizacji niektórych ich uzasadnionych żądań, sami sobie szkodzimy. Co by nie mówić, żądania Polaków, by zapisywać w paszporcie swoje nazwiska polską czcionką czy wywieszać tabliczki dwujęzyczne w rejonie solecznickim, gdzie większość mieszkańców mówi po polsku, są zgodne z prawem” – mówił Venclova.

„Prawie we wszystkich krajach Europy takie sprawy rozwiązywane są bez większych problemów. Na przykład w Hiszpanii, język Basków jest prawie zapomniany, archaiczny, dziwny, mało kto w nim rozmawia. Baskowie, w przeciwieństwie do naszych Polaków, uciekli się do terroryzmu, czyli są o wiele gorsi od pana Tomaszewskiego. Teraz jednak dwujęzyczne tabliczki tam są i Hiszpania z tego powodu nie padła, a ekstremistom baskijskim wytrącono broń z ręki. Podobnie stałoby się z polskimi ekstremistami, i pan Tomaszewski nie mógłby szkodzić Litwie, gdyby te żądania zostały spełnione” – dodał publicysta.

Na stwierdzenie dziennnikarza, że kwestie związane z mniejszościami narodowymi jak gdyby specjalnie nie są rozwiązywane od lat, Venclova powiedział:

„Nasi są uparci. Zwiększają swoją popularność w rankingach – litewscy prawicowcy wśród Litwinów, polscy ekstremiści – wśród Polaków. Stosunki zaostrzają i jedni, i drudzy – nie tylko pan Tomaszewski, ale i ci, którzy mówią: jemu, żeligowczykowi, nie damy niczego. Czytam rozważania niektórych filozofów, publicystów czy politologów, z których wynika, że Polacy dopiero zaczynają – rzekomo gdy damy im palec, odgryzą całą rękę, damy tabliczki, zażądają autonomii. Damy autonomię, zażądają przyłączenia do Polski. Ale i Polska, i my jesteśmy członkami Unii Europejskiej, a w niej takie rzeczy się nie dzieją, żadne granice nie są zmieniane, jeżeli nie zgadzają się obie strony. Żadnych analogii z konfliktem Ukrainy i Rosji tu nie ma”.

„Znów, czytam, że pisanie „Šalčininkai“ i „Soleczniki“ to kpina z języka litewskiego i zagrożenie dla niego. Nie, to nie kpina, a oznaka tradycji lokalnej, podobnie jak „Telšiai“ i „Telše“. Wielu powie, że tradycja ta przyszła z przemocą, poprzez wynarodowienie, polonizację. Nawet jeżeli tak jest – a można z tym dyskutować – tworzyła się ona przez stulecia, i nic na to nie poradzimy. Gdybym miał decydować, zezwoliłbym i na oryginalną pisownię nazwisk, i na tabliczki dwujęzyczne, bo nie stanowi zagrożenia dla Litwy” – podkreślił Venclova.

PODCASTY I GALERIE