Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Tomaszewski zachowuje status quo

Największą sensacją niedzielnych (1 marca) wyborów samorządowych jest niewątpliwie fenomenalny wynik Ruchu Liberałów. Liberałowie są od roku „na fali” i stali się druga najważniejszą partia prawicową — biorąc pod uwagę ich trzeźwo-pragmatyczne spojrzenie na wiele kwestii (m.in. praw mniejszości) — można się spodziewać zmian jakościowych w litewskiej polityce.

Liberałowie, którzy przestali już być „młodszym bratem” konserwatystów, jeśli nie zabraknie im konsekwencji, są w stanie stać nie drugą, ale pierwszą partią opozycyjną na Litwie. Nie zaszkodziły im nawet próby Artūrasa Zuokasa zmontowania „drugiej partii liberalnej”, które okazały się całkowitym niewypałem. Poza tym obeszło się bez większych sensacji. Liderem tak wyborów jak i sondaży przedwyborczych są socjaldemokraci, na drugim miejscu konserwatyści. Pogorszyły się wyniki współrządzących Litwą Partii Pracy oraz „Porządku i Sprawiedliwości”. Wyborcy, którzy tradycyjnie głosują na populistów, najwyraźniej poszukują nowej siły politycznej, czego dowodem jest sukces antysystemowej partii „Litewska lista” w wyborach w Wilnie. Na Wileńszczyźnie bez zmian — AWPL w koalicji z Aliansem Rosjan praktycznie zachowała swoje dotychczasowe pozycje, zdobywając około 8 proc., w skali kraju. Znacząco jednak zwiększył się udział rosyjskiego elektoratu w jej sukcesach.W Wilnie największą sensacją jest wynik kandydata Ruchu Liberałów Remigijusa Šimašiusa, który zdobył ponad 33 proc. głosów! Artūras Zuokas, który praktycznie przez wszystkich był uważany za faworyta wyborów w Wilnie, ledwie trafił do drugiej tury, zdobywając w ostatniej chwili mniej niż 2 tysiące głosów więcej niż Waldemar Tomaszewski.

Tak więc intryga, kto zostanie włodarzem litewskiej stolicy, pozostaje do 15 marca. Chciałbym oczywiście napisać, że sukces Remigijusa Šimašiusa — to skutek polskich i rosyjskich głosów (i pewnie po części to prawda), a porażka Zuokasa – to skutek jego wypowiedzi, że „polskich napisów w Wilnie nie będzie raczej nigdy”, jednak nie ulega wątpliwości, że przede wszystkim to wynik doskonale zorganizowanej, odpowiednio wcześnie rozpoczętej kampanii wyborczej, przemyślanej reklamy, przejrzystych założeń programowych, osobistego uroku kandydata liberałów oraz rozczarowania wilnian dotychczasowym zarządzaniem miastem.

Šimašius przełamie lody?

Jednak dla nas, Polaków, najważniejsze, że był to jedyny kandydat litewski, który twardo opowiedział się po stronie postulatów polskiej mniejszości na Litwie, w imię zasad ryzykując utratę głosów sporej części litewskiego elektoratu o nastawieniu nacjonalistycznym. Jak się okazuje wyraźne poparcie dla oryginalnej pisowni imion i nazwisk, dwujęzycznych napisów czy używania języków mniejszości narodowych w życiu publicznym, a nawet postulat wprowadzenia w najważniejszej litewskiej świątyni mszy w języku polskim, wcale nie musi odstraszać wyborców-Litwinow. Mam nadzieję, że sukces Šimašiusa przełamie wreszcie lody i opory także innych litewskich polityków w tych kwestiach. Litewski wyborca — o czym pisalem niejednokrotnie — wcale nie jest taki antypolski jak powszechnie się uważa, w tym w mediach polskojęzycznych.

Problem w tym, że Šimašiusa jeszcze merem nie został. Artūras Zuokas zdobył co prawda blisko o połowę głosów mniej (18 proc.) jednak w drugiej turze może liczyć na poparcie w zasadzie wszystkich kandydatów. Większość wyborców Waldemara Tomaszewskiego (16,96 proc.), Gintautasa Paluckasa (3,79 proc.) czy Jonasa Pinskusa (2,56 proc.) zagłosuje najpewniej na Zuokasa, jeśli na wybory przyjdzie. Nawet jeśli oficjalnie ci kandydaci i wstrzymają się od udzielenia poparcia komukolwiek z kandydatów w II turze. Šimašius może liczyć na pewno tylko na głosy wyborców Mykolasa Majauskasa (8,78 proc.). A i sytuacja w radzie wileńskiej jest mocno skomplikowana. Ruch Liberałów co prawda wybory wygrał, zdobywając 15 mandatów, ale na miejscu drugim jest AWPL (10 mandatów), tuż za nią konserwatyści (8 mandatów), zuokasowcy maja 6 mandatów, socjaldemokraci – cztery, „Porządek i Sprawiedliwość” — trzy, zaś antysystemowa Litewska lista — cztery. Jeśli w drugiej turze zwycięży Zuokas — a jest to bardzo możliwe — miastem będzie rządziła jeszcze bardziej egzotyczna koalicja niż dotychczas. Jeśli zwycięży Šimašius — będzie miał nie lada orzech do zgryzienia, gdyż poza konserwatystami liberałowie nie mają w radzie żadnego naturalnego sojusznika, a zabraknie im dwóch głosów do większości. Być może — jak zapowiadał Šimašius w Polskim Klubie Dyskusyjnym — po raz pierwszy będzie Wilnem rządziła koalicja mniejszościowa.

Tomaszewski zachowuje status quo

Waldemar Tomaszewski zdobył w Wilnie nieco mniej głosów niż przed rokiem w wyborach prezydenckich (17,22 proc.) i mniej niż lista Bloku Waldemara Tomaszewskiego (17,61 proc.), co jeszcze raz potwierdza od dawna znany fakt, ze wyborca z kręgu mniejszości narodowych zwraca uwagę przede wszystkim na partie, a nie na jej kandydatów. Nawet tak znanych jak Waldemar Tomaszewski. W porównaniu z rokiem 2011 (15,07 proc.) AWPL polepszyła w Wilnie nieco swój wynik wyborczy, ale straciła jeden mandat radnego. Wygląda na to, że skandale związane z odejściem z rządu i niewykonaniem obietnic przedwyborczych nie okazały się dla AWPL tak katastroficzne w skutkach, jak przypuszczano lub też wyborca o nich zapomniał (o czym świadczy i sukces Renaty Cytackiej, która została radną wileńską, wchodząc z miejsca 14 na 4). Nie ulega jednak żadnym wątpliwościom, że zachowanie pozycji AWPL zawdzięcza w dużym stopniu głosom wileńskich Rosjan (należy oczywiście przeprowadzić głębszą analizę, ale dziś można z grubsza przypuszczać że już około 1/3 głosów padających w Wilnie na Blok Waldemara Tomaszewskiego – to glosy rosyjskie) — do rady trafiły trzy osoby kojarzone z rosyjskim elektoratem: Romualda Poszewieckaja, Dmitrij Gneuszew oraz Rafaił Muksinow. Z drugiej strony liberalny polski elektorat z Wilna najwyraźniej — mówiąc terminami sportowymi — pokazał żółtą kartkę Waldemarowi Tomaszewskiemu, który wileńską listę AWPL układał. Hasło „Na „koloradów” nie głosuję!” — zainicjowane przez Jarosława Niewierowicza — okazało się chwytliwe. Do rady wszedł więc i Artur Ludkowski (z miejsca 16 na 7), i Grzegorz Sakson (z miejsca 41 na 10), a wielu „wiernych” z pierwszej dziesiątki pospadało na dalsze pozycje. Poza radą pozostaną i prokremlowscy socjaliści w stylu Olega Głuchowa czy Michaiła Bugakowa. Wyniki AWPL w Wilnie wskazują, że partia ma elektorat podzielony na trzy część: polski żelazny-konserwatywno-narodowy, polski liberalny oraz rosyjski. W tym roku generalnie nieco straciła wśród liberalnego elektoratu polskiego, powracajac na pozycje z roku 2007, polepszyla jednak notowania wśród Rosjan.

Analizowanie wyników tam gdzie AWPL rządzi niepodzielnie jest trochę zajęciem jalowym, ale i tam zaszlo trochę zmian. W rejonie solecznickim AWPL zdobyła co prawda podobną liczbę głosów jak przed czterema laty, ale utraciła dwa mandaty na rzecz opozycji. Nadal jednak będzie sprawowała w Solecznikach władzę absolutną mając 20 radnych w radzie liczącej 24 osoby. O wiele ważniejszy jest jednak w tym kontekście sukces Julii Mackiewicz z Ruchu Liberałów, której nie zważając na niepomyślną sytuację polityczną, brak zasobów finansowych i ludzkich, o administracyjnych nie wspominając, wylewane przez aktyw jedynie słusznej opcji pomyje, udało się przekuć swoją pracę społeczną na sukces wyborczy. W wyborach mera uplasowała się na miejscu drugim (zdobywając ponad 10 proc. głosów) oraz, zgodnie z moimi przypuszczeniami, zdobywając mandat radnej. Liberałowie w rejonie solecznickim wyprzedzili zresztą socjaldemokratów zdobywając blisko 6 proc. głosów. To doskonała placówka do dalszej działalności. W Solecznikach stracili socjaldemokraci.

W rejonie wileńskim również bez sensacji. AWPL straciła co prawda około 5 proc. głosów w porównaniu do roku 2011 (te głosy w dużym stopniu przeszły na centroprawicową koalicję konserwatystów i liberałów, która polepszyła swój wynik o 2 mandaty), jednak — z uwagi na to że zwiększyła się pula mandatów w radzie samorządowej — zdobyła o jeden mandat więcej (20 zamiast 19). Opozycja wzmocniła swoje pozycje i będzie miała w nowym „parlamencie” rejonu wileńskiego ponad 1/3 głosów. Dwóch Polaków weszło do rady tylko od opozycyjnej Partii Pracy. Renata Underis zdobyła praktycznie tyle głosów ile jej prognozowałem i ile było do zdobycia dla kandydatki-Polski startującej w rejonie wileńskim z listy konserwatystów — około 400. Jak dla debiutanta jest doskonały wynik, teraz jednak dopiero się okaże, czy wytrwa w swojej działalności polityczno-społecznej, czy tez okaże się polityczną jednodniówką jak wielu kandydatów przed nią. Stanisławowi Tarasiewiczowi nie udało się przekuć 1,5 tysiąca głosów zdobytych w bezpośrednich wyborach na mera rejonu na mandat radnego — zuokasowcy w ogóle w rejonie nie zdobyli żadnego mandatu, zaś sam Tarasiewicz w rankingowaniu spadł na miejsce trzecie. Poza tym AWPL polepszyła swój wynik w rejonie święciańskim o 3 proc. i jeden mandat, zachowała pozycje w rejonie trockim (5 mandatów) oraz straciła jeden mandat w rejonie szyrwinckim.

Summa summarum

Tyle się zmieniło, a nic sie nie zmieniło. Sa niewątpliwie pewne nowe tendencje, pojawily sie na polskiej scenie politycznej nowe twarze. Z jednej strony AWPL nie odniosła tym razem kolejnego historycznego zwycięstwa, chociaż pewnie usłużne orle piora napiszą inaczej. Mnóstwo pieniędzy rzuconych na reklamę w rosyjskojęzycznych mediach, wykorzystywanie zasobów administracyjnych przy agitowaniu i głosowaniu oraz flirt ze wszystkimi możliwymi środowiskami (od prokremlowskich po nacschizę), pozwoliły jedynie na zachowanie dotychczasowych pozycji.

Z drugiej strony i podzielona, skłócona wewnętrznie opozycja nie wykorzystała też szansy na dokonanie poważniejszego wyłomu politycznego na Wileńszczyźnie.

Po pierwsze, dlatego, że partiom ogólnokrajowym brakuje odwagi, aby o głosy mniejszości narodowych zawalczyć. Na listach partyjnych praktycznie nie było kandydatów-Polaków, w programach partyjnych o mniejszościach narodowych mówiło się niezwykle enigmatycznie, zaś poza Remigijusem Šimašiusem (ale już nie jego partii) żadnemu z kandydatów na np. mera Wilna nie wystarczyło odwagi, żeby złożyć jakieś jasne deklaracje w sprawie tzw. polskich postulatów. Nawet ci kandydaci, którzy zapowiadali walkę o polskie głosy, woleli walczyć o nie jedynie zapewniając o swojej miłości i szacunku do Polaków. Tak więc w chwili obecnej ani socjaldemokraci, ani liberałowie nie są dla sporej części mniejszości narodowych żadna alternatywą.

Po drugie, opozycyjnym kandydatom zabrakło jasnego programu (pomijam już fakt, że zabrakło kandydatów; większość list oponentów AWPL była formowana ad hoc ze spadochroniarzy, którzy nawet sami nie wiedzieli ani dokąd, ani po co kandydują — jeśli chce się osiągać wyniki trzeba działać wśród wyborców latami (doskonałym przykładem jest sukces Julii Mackiewicz w Solecznikach), a nie miesiąc przed wyborami). Tak do końca nie było wiadomo, dlaczego polski wyborca powinien głosować na nich, a nie na „swoich”. Wiadomo było jedynie, że nie podoba im się to co się na Wileńszczyźnie dzieje, nie byli jednak w stanie przedstawić spójnej wizji co chcą zmienić i — co ważniejsze — za jakie pieniądze. Bardzo często brakowało elementarnej wiedzy tak o problemach, jak i sukcesach Wileńszczyzny. W ten sposób — niezależnie od tych wszystkich naruszeń w czasie kampanii wyborczej i wyborów, o których opozycja mówi i które niewątpliwie miały miejsce (ale o tych naruszeniach wiemy od lat i po raz kolejny opozycja okazała się całkowicie do nich nieprzygotowana — zabrakło członków komisji wyborczych, obserwatorów, a nawet pomysłu na protesty powyborcze) — konkurować z AWPL się nie da.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!