Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy Czesław Okińczyc: Jestem dumny, że mój podpis widnieje pod aktem, który przywrócił nam wolność

Politologiczne, prawne i historyczne analizy uchwalenia Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego, Aktu 11 marca, bez trudu znajdziecie w książkach i artykułach naukowych. Ja chciałbym podzielić się z Wami przede wszystkim osobistymi wspomnieniami i emocjami. Ostatnio czytając różne teksty na temat wydarzeń sprzed 30 lat spotykam się czasami z dosyć gorzkimi i pesymistycznymi wypowiedziami. Nie bardzo rozumiem tego, kto mówi lub pisze, że nie ma do tego wydarzenia żadnych sentymentów. Ja mam! Dla mnie to, co zrobiliśmy przed 30 laty – to najważniejsze wydarzenie w moim życiu, największe dokonanie, największa wartość! Jestem wdzięczny losowi i dumny, że mogłem wziąć w nim udział. Nigdy nie miałem wątpliwości w sprawie Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego. Ani wtedy, ani dziś.

Czesław Okińczyc
Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy Czesław Okińczyc: Jestem dumny, że mój podpis widnieje pod aktem, który przywrócił nam wolność

Czesław Okińczyc/ Fot. Joanna Bożerodska

W mojej rodzinie nienawiść do reżimu komunistycznego była uczuciem bardzo ważnym. Wpajał nam ją ojciec od dziecka. Odkąd pamiętam, ojciec tłukł też nam do głowy, żeby słuchać prawdziwych wiadomości, bo kto zna prawdę, ten się nie da złamać. I słuchaliśmy BBC, Głosu Ameryki, Wolnej Europy, Deutsche Welle, Radia Watykan. Ta miłość do radia, które było w czasach sowieckich naszym oknem na świat i prawdę, pozostała mi na całe życie. Prawdopodobnie to ona sprawiła, że po odzyskaniu przez Litwę niepodległości założyłem niezależną polską stację radiową w Wilnie – Radio „Znad Wilii” – która także i dziś, powiem nieskromnie, jest w awangardzie walki z kremlowską propagandą na Wileńszczyźnie.

Tradycja rodzinna sprawiła, że u schyłku lat 80-tych zaangażowałem się najpierw w działalność ruchu odrodzeniowego Polaków na Litwie, a propos pierwsza polska niezależna organizacja społeczna na Litwie – Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polaków na Litwie (byłem przewodniczącym jej wileńskiego oddziału, a następnie wiceprzewodniczącym powstałego na jej bazie Związku Polaków na Litwie) – powstało nawet wcześniej niż Sajūdis. A następnie włączyłem się i w działalność Sajūdisu. Byłem wśród inicjatorów utworzenia prawniczej grupy poparcia Sajūdisu. W marcu 1990 roku jako kandydat wspierany przez Wileński Miejski Oddział Związku Polaków na Litwie i przez Sajūdis zostałem deputowanym Rady Najwyższej Litwy.

Wśród deputowanych nie było wówczas wątpliwości, że naszym celem jest niepodległa Litwa. Taki nakaz dostaliśmy od wyborców. Były jednak, nawet wśród działaczy Sajūdisu, dwa podstawowe dylematy w jaki sposób tę niepodległość odzyskać.

Pierwszy dylemat wynikał już z wcześniejszej kolizji poglądów radykalnego skrzydła Sajūdisu i niezależnej Litewskiej partii Komunistycznej Algirdasa Brazauskasa: albo niepodległość ogłaszamy natychmiast, albo dążymy do niej krok po kroku. Zresztą nawet wśród działaczy Sajūdisu były obawy, że Moskwa odetnie nam dostawy benzyny, gazu, spróbuje ekonomicznie nas wykończyć, jeśli ogłosimy niepodległość. Ja takich wątpliwości nie miałem. Niepodległość przede wszystkim. Jeśli Moskwa przykręci nam kurek z paliwem – cóż, będziemy jeździć na rowerach, ale w niepodległym kraju – żartowałem w rozmowach z kolegami-deputowanymi.

Drugi dylemat miał bardziej zawiły, prawny charakter: jeśli ogłaszamy niepodległość – to jaki jest jej polityczny i prawny związek z międzywojenną Republiką Litewską i Związkiem Sowieckim? Czy mamy ogłosić niepodległość czy raczej proklamować odrodzenie państwa litewskiego, którego niepodległość ogłoszono 16 lutego 1918 roku? Mówiąc krócej: czy tworzymy nowe państwo, czy też kontynuujemy, wznawiamy funkcjonowanie przedwojennej Republiki? Byłem zwolennikiem idei restitutio in integrum, odrodzenia i kontynuacji państwa litewskiego.

Dyskusje były ostre i gorące, trwały przez wiele dni, projekt Aktu Przywrócenia Niepodległości był redagowany prawie do ostatnich minut poprzedzających głosowanie. Ale ostatecznie zwyciężył właśnie pogląd, którego i ja byłem zwolennikiem: niepodległość przywracamy natychmiast i na zasadzie kontynuacji przedwojennej Republiki Litewskiej.

Bardzo duży wpływ na zwycięstwo tej właśnie koncepcji miał ambasador Stasys Lozoraitis. On i jego ojciec przez wiele lat byli symbolami niepodległej litewskiej państwowości, po okupacji Litwy przez Sowietów zachowując na uchodźstwie ciągłość litewskiej służby dyplomatycznej. Stasys Lozoraitis, którego poznałem osobiście, który bywał u mnie w domu, w 1990 roku był litewskim charges d’affairs w Waszyngtonie i włączył się bardzo aktywnie w prace przygotowawcze ogłoszenia niepodległości. W listach do Vytautasa Landsbergisa namawiał go do natychmiastowego ogłoszenia niepodległości i jak najszybszego odrzucenia struktur i schematów narzuconych przez okupanta.

Kolejną bardzo ważną wskazówką ambasadora Lozoraitisa było wciągnięcie do Aktu Przywrócenia Litewskiej Państwowości zobowiązań wynikających z Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Helsinkach oraz zapewnienia poszanowania praw mniejszości narodowych. Bardzo się cieszę, że w tekście aktu przyjętego 11 marca stoi: „Państwo Litewskie kładzie nacisk na przestrzeganie powszechnie uznanych zasad prawa międzynarodowego, uznaje zasadę nienaruszalności granic, sformułowaną w Akcie Końcowym Konferencji na temat Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Helsinkach w roku 1975 i zapewnia przestrzeganie praw człowieka, praw obywatela oraz praw wspólnot etnicznych.”

Historyczne posiedzenie Rady Najwyższej 11 marca 1990 r. rozpoczęło się o 9 rano. Wybraliśmy przewodniczącego Rady Najwyższej, jego zastępców. Podjęliśmy kilka innych ważnych uchwał. I oto około 18 wieczorem rozpoczęły się obrady nad podjęciem uchwały o przywróceniu niepodległego Państwa Litewskiego. Deputowani zgłosili szereg poprawek, więc powołano komisję redakcyjną, która pracowała do godziny 21. nad tekstem dokumentu. Było kilka minut po dziesiątej wieczorem, 11 marca 1990 roku, gdy za mównicą na sali posiedzeń Vytautas Landsbergis zarządził imienne głosowanie w sprawie Aktu Odrodzenia Niepodległego Państwa Litewskiego. Tak moje tradycje rodzinne, jak i polskie tradycje narodowe nakazały mi głosować „za”. Polacy zawsze byli po stronie wolności. Tak w swojej Ojczyźnie, jak i w krajach zamieszkania. Tadeusz Kościuszko, Kazimierz Pułaski walczyli o wolność Stanów Zjednoczonych w XVIII wieku, w XIX wieku Polacy walczyli o wolność Węgier, polscy lotnicy bronili niepodległości Wielkiej Brytanii w czasach II wojny światowej, a polscy żołnierze ginęli we Włoszech pod Monte Cassino. Ale zanim doszło do oddania głosu, poprosiłem przewodniczącego Sejmu o udzielenie mi głosu na sali posiedzeń, na kilka minut przed początkiem głosowania imiennego i wygłosiłem następujące przemówienie:

„Jako poseł i jako Polak pragnę wyrazić radość z powodu uczestnictwa w obradach parlamentu litewskiego. Radość ta wynika z tego, że jest to pierwszy od pół wieku parlament, który reprezentuje rzeczywistą wolę społeczeństwa. Realizując ją, przywróciliśmy przed chwilą nazwę wolnego państwa, jego historyczny herb. Już wkrótce podejmiemy decyzję o przywróceniu niepodległego państwa.

Apeluję do wszystkich posłów, żeby złożyli swe podpisy pod tą deklaracją. Stajemy przed wielką szansą. Szansą zbudowania Litwy niezależnej i nawiązującej do najlepszych tradycji tej ziemi.

Możemy je kontynuować, budując demokratyczne państwo, chroniące prawa człowieka – państwo śmiało wchodzące do europejskiej rodziny.

Z dumą myślę o tym, że Deklarację Niepodległości Litwy z 16 lutego 1918 roku podpisał także i Polak. I tym razem nie zabraknie polskich głosów.”

I polskich głosów nie zabrakło. Czterech Polaków zostało sygnatariuszami Aktu Odrodzenia Niepodległego Państwa Litewskiego. Doskonale pamiętam euforię, jaka zapanowała na sali posiedzeń po ogłoszeniu wyników: 124 – „za”. Posłowie gratulowali sobie nawzajem, ściskali się, całowali się. A potem ujęliśmy się za ręce, skandując: „Litwa! Litwa!” Profesor Vytautas Landsbergis zaintonował hasło, które natychmiast podchwyciła cała sala. „Litwa jest już wolna. Łotwa będzie wolna.”. „Litwa jest już wolna, Estonia będzie wolna.” „Wszystkie republiki, które tego chcą, będą wolne.” Po przegłosowaniu niepodległości wyszliśmy z trójkolorowymi flagami narodowymi do rodaków zgromadzonych przed budynkiem parlamentu. Pomimo deszczowego, wietrznego wieczoru ludzie czekali na nas i skandowali: „Dziękujemy! Dziękujemy!”. Wszyscy rozumieli, jak doniosłego wydarzenia są świadkami. W tym momencie rozpoczęła się bowiem nowa epoka w życiu naszego państwa, staliśmy się niezależni, nikt postronny nie będzie już nami kierować, sami będziemy decydowali o swoim życiu i dobrobycie. Czuliśmy, że każda minuta staje się historią.

Cieszę się, że nie pomyliłem się też w innych częściach mojego przemówienia. Minęło od tamtych wydarzeń 30 lat i dziś możemy z dumą powiedzieć, że udało nam się zbudować wolne i niezależne, demokratyczne państwo litewskie szanujące prawa człowieka. Czy to oznacza, że nie ma już w naszym państwie problemów? Absolutnie nie. Bardzo wiele rzeczy nam się udało, jesteśmy demokratycznym i praworządnym państwem, członkiem NATO i Unii Europejskiej, ale mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia. W dziedzinie oświaty i medycyny, walki z ubóstwem, walki z korupcją i nepotyzmem. W dziedzinie praw człowieka i mniejszości narodowych. Jednak wolność dała nam skuteczne narzędzia, żeby o te sprawy zabiegać, żeby skutecznie rozwiązywać problemy. Mamy pluralistyczny system polityczny. Niezależne sądownictwo. Gospodarkę rynkową. Mamy wolność słowa, wolność stowarzyszeń, wolność zebrań, wolność wyboru. Po prostu jesteśmy wolni! Jestem dumny, że mój podpis widnieje pod Aktem, który nam tę wolność przywrócił.

PODCASTY I GALERIE