• Opinie
  • 31 stycznia, 2015 7:00

Stanisław Gawlik: I za to dzwoniliśmy kluczami na placu Wacława?

Po zebraniu się kontraktowego Parlamentu Federalnego w 1990 r. robiono wszystko, by sprawy dotyczące mniejszości narodowych były postponowane i określane jako godzenie w istotę tworzącej się młodej demokracji. Pamiętam, że na zakończenie działalności Zgromadzenia Federalnego (ZF) przed głosowaniem podziału federacji na republiki czeską i słowacką wystąpiłem z exposé, które mieli posłowie w ławach przetłumaczone na język czeski, ale kierownictwo robiło wszystko bym tego tekstu nie mógł przedstawić po polsku. I żeby było śmieszniej, sam tekst wygłososzny miał mieć siedem minut, a ja się użerałem na trybunie z innymi posłami przeszło 25 minut, by mi pozwolono przeczytać po polsku tylko zakończenie - mówi w rozmowie z portalem zw.lt Stanisław Gawlik, działacz i były lider polsko-węgiersko-ukraińskiej partii Coexistentia, funkcjonującej m.in. na Zaolziu.

Tomasz Otocki
Stanisław Gawlik: I za to dzwoniliśmy kluczami na placu Wacława?

Fot. Stanisław Gawlik

Coexistentia-Wspólnota-Együttélés ani nie wygrała, ani nie przegrała tych wyborów. Trzeba pamiętać, że Polacy w Czechach startują także z list innych partii. Strategia jest prosta – czasem start z listy partii czeskiej może być bardziej korzystny – dodaje Stanisław Gawlik. Aktywność Polaków z Coexistentii jest solą w oku dla niektórych „superpatriotów” czeskich, którzy nie mogą znieść, że ktoś coś robi niezależnie od nich.

Tomasz Otocki: Minął już kwartał od wyborów lokalnych w Czechach, ale chciałbym zapytać Pana o ocenę ich wyniku. Coexistentia uzyskała w nich 41 radnych, w niektórych gminach notując duży sukces (np. w Wędryni – 41% mandatów czy w Milikowie i Bukowcu). Przegraliście w Czeskim Cieszynie – prestiżowa porażka, ale łączna liczba radnych jest mniej więcej taka sama jak w 2006 i 2010 r. Czy można powiedzieć, że Coexistentia ma od lat stały elektorat, który na Was głosuje? Kim są wasi wyborcy – jeśli chodzi o strukturę wieku, poglądy, czym różnią się od wyborców Polaków głosujących na inne listy?

Stanisław Gawlik: Coexistentia-Wspólnota-Együttélés ani nie wygrała, ani nie przegrała tych wyborów. Trzeba pamiętać, że Polacy w Czechach startują także z list innych partii. Dzieje się tak: sztab wyborczy zwraca się do miejscowych kół Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego (PZKO; odpowiednika Związku Polaków na Litwie) w gminach, aby wystawili listy kandydatów, wiedząc że inni członkowie tych kół są powiązani z innymi partiami. Strategia jest prosta – czasem start z listy partii czeskiej może być bardziej korzystny. Weźmy na ten przykład gminę Nawsie, gdzie prezes Miejscowego Koła PZKO startował z listy chrześcijańskich demokratów, bo był przekonany, że startując z naszej listy, owszem zostanie wybrany, ale nie było pewności, czy pociągnie to za sobą dalszego radnego. A tak mamy w radzie gminy 3 Polaków, członków MK PZKO, ale każdego z innej partii – Marian Waszut, prezes MK PZKO został wybrany z chadeckiej KDU-ČSL, doktor Halina Dorda z listy komunistycznej KSČM oraz Stanisław Lisztwan z naszej Coexistentii.

Zatem odnieśliście sukces, startując z list różnych ugrupowań…

Dla zobrazowania tego trzeba podkreślić, że Coexistentia ma 3 wójtów (w Wędryni, Ropicy, Milikowie), jednego zastępcę wójta (w Ropnicy), dziesięciu członków zarządów gmin (w 8 gminach), 12 przewodniczących komisji do spraw mniejszości narodowych, 4 członków komisji do spraw finansów, 2 członków komitetów do spraw kontroli. Oczywiście jeszcze pracują w komisjach szkolnych i kultury inni Polacy wydelegowani przez MK PZKO, którzy nie uzyskali mandatów radnych.

Gdzie się powiodło najbardziej?

Z naszego polskiego punktu widzenia największe zwycięstwo osiągnięto w gminie Bystrzyca, gdzie Polacy uzyskali taką przewagę, iż umożliwiło to usunięcie nieprzychylnych dla nas byłych władz gminy i wybór na wójta dyrektora szkoły podstawowej Romana Wróbla. Ale dla pełnego obrazu warto spojrzeć na sprawę Czeskiego Cieszyna, gdzie Polacy kandydowali z sześciu list. Solą w oku części środowiska polskiego była sprawa zgłoszenia samodzielnej listy Coexistentii. Oczywiście przy propagandzie Kongresu Polaków Republiki Czeskiej, by głosować na osobistości i zakreślać te listy, na których one są umieszczone, lista Coexistentii bez takich wyrazistych nazwisk przepadła.

Jak wspomniałem w początkowym pytaniu, elektorat Coexistentii jest jednak od lat stały…

Można powiedzieć, że elektorat jest stały, ale jego liczebność waha się w zależności od frekwencji wyborczej. Co zaś do wieku wyborców, to nikt jeszcze takiej analizy nie przeprowadzał, ale można przypuszczać, że raczej głosują na nas osoby starsze i młodsi członkowie ich rodzin, więc średnia to około 40 ─ 50 lat.

Chciałbym przejść do historii. Ruch polityczny Coexistentia powstał już na samym początku aksamitnej rewolucji (1989). Można by przypuszczać, że wraz z wprowadzeniem demokracji w Czechosłowacji prawa mniejszości narodowych zostaną odpowiednio zabezpieczone. Więc po co partia… Mimo to – wraz z mniejszością węgierską i rusińską – zdecydowali się Państwo powołać ruch, który startuje w wyborach. Dlaczego?

Właśnie początek przemian ustrojowych upewnił nas w tym, że prawa mniejszości nie muszą być respektowane. Przede wszystkim do władz naczelnych Forum Obywatelskiego (FO) weszło bardzo wielu tzw. reformawalnych komunistów (takich, którzy po roku 1968 lansowali ideę „komunizmu z ludzką twarzą”, a po „normalizacji” w 1972 r. zostali wykluczeni z Komunistycznej Partii Czechosłowacji). Zaraz w grudniu 1989 r. po spotkaniu z władzami FO w Pradze zrozumieliśmy , że sprawy mniejszości są traktowane gorzej niż marginesowo. Na mityngach lokalnych przywództwo w powstałych komórkach FO obejmowali polakożercy, znani ze swych nastawień, z minionego okresu totalitarnego. Odbyła się tzw. akcja podpisowa w Czeskim Cieszynie nawołująca do natychmiastowego zamknięcia granicy z Polską, rzekomo dla tego, by Polacy nie wykupili towarów w czeskich sklepach. Konieczność powstania ruchu politycznego Coexistentia potwierdził ówczesny prezydent Europejskiego Komitetu Helsińskiego Karol Schwarzenberg (niegdysiejszy minister spraw Zagranicznych Republiki Czeskiej a obecny przewodniczący opozycyjnej partii konserwatywnej TOP 09).

Na Litwie jesteśmy świadkami ciekawej dyskusji. Jedyna istniejąca polska partia polityczna AWPL często jest krytykowana przez wileńskich Polaków za brak otwartości na dyskusję, „zabetonowanie”, „wodzowskość”. Z drugiej strony partie litewskie nie są zainteresowane walką o polski elektorat, polskie postulaty są odrzucane nawet przez tzw. lewicę (socjaldemokratów i populistów). Więc Polacy głosują na partię Waldemara Tomaszewskiego albo zostają w domu. W Czechach ma miejsce inne zjawisko – Coexistentia zbiera w wyborach samorządowych zawsze ponad 40 mandatów w regionie Zaolzia, ale jak już wspomnieliśmy, Polacy, także ci z PZKO, kandydują również z list partii czeskich (by wymienić kilka przykładów – wiceburmistrz Czeskiego Cieszyna Stanisław Folwarczny z ODS, Tadeusz Pustówka – wiceprezes Kongresu Polaków w Czechach – także radny w Czeskim Cieszynie, dyrektor polskiej szkoły Andrzej Szyja z listy chadecji w Karwinie czy dyrektor Tadeusz Grycz w Toszonowicach). Jak Wspólnota odnosi się do Polaków kandydujących z innych list? Wg Pana kandydowanie z ramienia partii czeskich to błąd, czy byłoby lepiej, gdyby wszyscy Polacy startowali z jednej listy, jak ma to miejsce na Litwie? Jaka jest Pana opinia?

Przed każdymi wyborami organizujemy spotkanie 3×3 (Rada Kongresu Polaków, Zarząd Główny PZKO, kierownictwo Polskiej Sekcji Narodowej Coexistentii), by ustalić strategię przed wyborami. Zależy nam na tym, by jak najwięcej Polaków weszło do rad. Ale efekt jest taki, że kiedy Polska Sekcja Narodowa Coexistentii opracuje strategię wyborczą, to reszta zaczyna wybrzydzać… i mówić, że trzeba współpracować z dużymi partiami, bo to jest tylko pewny sukces…

I co wtedy mówicie?

Nasz punkt widzenia – polskiej partii Coexistentia – jest taki, że jeśli polski kandydat jest na liści dużej partii czeskiej na miejscu wybieralnym, to i tak większość zwolenników tej partii odda na niego swój głos. Natomiast, jeśli kandydat polski jest na końcu listy, to głosy preferencyjne Polaków są stracone, bo przy takim rozkładzie kandydujących partii (ok. 11) przeskoczyć dzięki głosom preferencyjnym jest trudno… Już na naszym Śląsku Cieszyńskim jest tak od czasów austriackich, że podział jest między Polakami na katolików, ewangelików, prawicowców, lewicowców i narodowców. Potem trudno o jedną listę wyborczą…

Przez Polaków z Litwy Czechy uważane są za liberalny kraj, który gwarantuje prawa wszystkich mniejszości. Istnieją na Zaolziu dwujęzyczne tablice (w Wilnie – nie), dwujęzyczne oznakowanie na kolei (w Wilnie – nie), Polacy mogą pisać swe nazwiska zgodnie z polską pisownią (na Litwie – nie). Od 2001 r. funkcjonuje ustawa o mniejszościach narodowych (na Litwie – nie). Mimo to Polacy z Czech – wiem to z własnego doświadczenia – zgłaszają liczne zastrzeżenia co do przestrzegania praw mniejszości. Czy mógłby Pan poinformować czytelników z Wilna, jakie są wasze główne zastrzeżenia do strony czeskiej.

Zacznijmy od historii… Zaraz po powstaniu kontraktowego Parlamentu Federalnego w 1990 r. robiono wszystko, by sprawy dotyczące mniejszości narodowych były postponowane i określane jako godzenie w istotę tworzącej się młodej demokracji. Pamiętam, że na zakończenie działalności Zgromadzenia Federalnego (ZF) przed głosowaniem podziału federacji na republiki narodowe Czeską i Słowacką wystąpiłem z expose, które mieli posłowie w ławach przetłumaczone na język czeski, ale kierownictwo robiło wszystko bym tego tekstu nie mógł przedstawić po polsku. I żeby było śmieszniej, sam tekst wygłososzny miał mieć siedem minut, a ja się użerałem na trybunie z innymi posłami przeszło 25 minut, by mi pozwolono przeczytać po polsku tylko zakończenie. Po tym bardzo serdecznie podziękowałem swoim adwersarzom za taką „reklamę” w masmediach. Już w Czeskiej Republice dochodziło nagminnie do pogwałcania praw mniejszości, pomimo tego, że Konstytucja zawiera treści uniemożliwiające tego rodzaju naganne działania. Było to spowodowane brakiem rozporządzeń wykonawczych i dopiero przystąpienie do Unii Europejskiej zmusiło władze Czech do realizacji zobowiązań z Mastricht…

Ale, obecnie, w 2015 r., co jest największym problemem w przestrzeganiu praw mniejszości?

Olbrzymim problemem jest z realizacja zasady 10 % mniejszości w gminach i miastach, bo jest to uzależnione od Spisu Powszechnego. A pamiętajmy, że ten próg dotyczy spraw żywotnych jak istnienie polskich przedszkoli, szkół, komisji do spraw mniejszości narodowych w gminach, napisów dwujęzycznych itp. Gdy przeprowadzono w 2011 r. spis powszechny, narodowość była punktem nieobowiązkowym i 28% obywateli Czech nie zgłosiło żadnej narodowości. Umożliwiono także zgłaszanie podwójnej czy potrójnej narodowości (Europejczyk+Polak+Czech, Morawianin+Czech, Ślązak+Polak itp). Oczywiście władze przystąpiły do obliczeń „po swojemu”, tzn. nie zgłaszających żadnej narodowości doliczono do Czechów, a u podających podwójne obywatelstwo – zaliczono pierwsze. Z tymi praktykami się nie zgadzamy i już zgłosiliśmy ten problem do Komisji Rady Europy. Czekamy na wizytę ekspertów, którzy przyjadą na rutynowe rozmowy, dotyczące sprawozdań okresowych, dotyczących realizacji Traktatów Europejskich wysyłanych prze RC do Rady Europy. Ale mam przeczucie, że sprawa będzie musiała zostać przedstawiona do Trybunału Konstytucyjnego RC.

Na Litwie jedną z najpilniejszych kwestii jest zwrot ziemi zagrabionej przez Sowietów, który ślimaczy się i jest największym problemem właśnie na tzw. Litwie Wschodniej. Jedni mówią, że to przypadek, drudzy, że zła wola władz. Działacze polscy narzekają także, że przedwojenny majątek mniejszości polskiej na Litwie jest już nie do odzyskania, a Polacy posiadali w Kownie swój dom przy ul. Orzeszkowej, bank spółdzielczy, gimnazjum im. Adama Mickiewicza…

W Czechach najważniejszą sprawą jest zwrot majątków polskich organizacji przedwojennych. W czasie II wojny światowej został zagrabiony przez nazistów, a po drugiej wojnie światowej na podstawie dekretów prezydenta Beneša nie pozwolono na wznowienie tych organizacji. Następnie rząd komunistyczny w 1953 roku zkomunalizował cały ten majątek szacowany na 1,5 miliona. dolarów amerykańskich (dokładnie zinwentaryzowany przez naszych działaczy po II wojnie światowej). Nasze starania o zwrot majątku opierają się na ustawie o przestępczej działalności reżimu komunistycznego.

Nic Państwo nie odzyskaliście?

Doszło do cząstkowego zwrotu niektórych nieruchomości, gruntów czy majątku ruchomego. Obecnie wiemy, że całego tego majątku ruchomego, gruntów i nieruchomości, już nie można przejąć z powrotem i stanowisko polskiej partii Coexistentia jest takie, że rząd czeski powinien to potraktować jako zaciągniętą pożyczkę i po utworzeniu Fundacji z udziałem przedstawicieli władz czeskich oraz polskich organizacji, wpłacać na rzecz Fundacji kwoty w wysokości odsetek bankowych, które będą później przekazywane poszczególnym polskim podmiotom w Czechach, proporcjonalnie do liczby członków działających w tych organizacjach. By to mogło stać się rzeczywistością, potrzebne jest intensywniejsze wsparcie władz polskich, bo większość tych majątków wspierały finansowo organizacje przedwojennej RP.

Jeśli chodzi o napisy dwujęzyczne to chyba w Czechach nie ma żadnego problemu, choć czasem słyszymy, że ktoś zamalował taki napis sprajem, jak kiedyś u nas w litewskim Puńsku…

W zeszłym roku wystąpiliśmy do prokuratury ze skargą na nagminne niszczenie napisów polskich oraz nie usuwanie niewybrednych epitetów na stronach internetowych. Po trwającej rok przeprawie, udało się nam uzyskać decyzję sądu, iż te sprawy powinny być przez organa ścigania traktowane jako przestępstwo, a nie wykroczenie. Pomimo tego, każdy przypadek jest traktowany nadal jak wykroczenie i nikt nie jest władny pociągnąć do odpowiedzialności prawnej osób podżegających do nienawiści, występujących pod pseudonimami na blogach internetowych.

Mógłby Pan przybliżyć naszym czytelnikom jak wygląda kwestia pisowni nazwisk w języku polskim w Czechach. To bardzo interesuje Polaków na Litwie. Czy Pan w dowodzie ma prawo zapisywać się jako „Stanisław Gawlik”, czy „Stanislav Gawlik”? Czy polskie znaki takie jak „ł” czy „ą” i „ę” są dopuszczalne w zapisie nazwiska w czeskich dokumentach? Ilu Polaków zmieniło swe nazwiska – z pisanych po czesku – po 1990 r. na polskie?

Prawo do oryginalnej pisowni nazwiska jest gwarantowane ustawowo i każdy może swoje imię i nazwisko w dowodzie lub innym dokumencie urzędowym napisać w transkrypcji polskiej. My starsi to robimy, bo nam jest potrzebny tylko dowód osobisty czy paszport. Ale ci młodsi, którzy pracują i potrzebne jest im dużo dokumentów, to nie kwapią się do tego, bo od aktu urodzenia przez akt ślubu, świadectwa maturalne, dyplomy uczelni wyższych, dowód osobisty, prawo jazdy i dokumenty potrzebne w pracy, wszystko by musieli zmieniać (za darmo zmienić można tylko dowód osobisty). Do tego dochodzi sprawa dotycząca kobiet, by nie musiały w nazwisku umieszczać końcówki „–ová” (taką końcówkę muszą mieć wszystkie Czeszki). Te kobiety, które udokumentują inną narodowość, mogą stosować pisownię nazwiska bez tej końcówki.

Obecnie jest dalsza sprawa, którą nagłaśniamy, mianowicie fakt, że Republika Czeska zmuszona została do anulowania ustawy o zapobieganiu o podwójnym obywatelstwie i wszyscy Polacy w Czechach mogą zwracać się do władz w Polsce o przyznanie obywatelstwa polskiego bez straty obywatelstwa czeskiego. Najwięcej to dotyczy obywateli polskich żyjących na stałe w Czechach, by mogli uzyskać obywatelstwo czeskie bez straty polskiego, ale również nas starszych, którzy polskie obywatelstwo posiadali, ale po wojnie musieli się go wyrzec, by nie zostać wywiezionymi do Polski.

Coexistentia, podobnie jak AWPL, próbowała poruszać polskie problemy na forum europejskim…

W 2008 roku wyjechałem do Brukseli, by przed Komisją Petycyjną złożyć skargę na opieszałość władz Czech, dotyczącą wdrażania postanowień Traktatów Europejskich do prawodawstwa czeskiego. Chociaż uzyskałem pozytywną opinię, to nowe władze Parlamentu Europejskiego nie wprowadziły tego zalecenia. Pomogło to jednak, bo obecnie wadze centralne poważnie traktują nasze postulaty… Stwierdziły, że jesteśmy zdeterminowani i wiemy, że niczego nie otrzymamy za darmo.

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie od lat próbuje przyciągnąć elektorat litewski, np. zawiązując koalicję z Litewską Partią Ludową (o złej reputacji wśród Litwinów). Czy z ruchu Coexistentia w wyborach kandydują także Czesi? Jak układając się relacje polsko-czeskie w radach? Jak duża część Czechów otwarta jest na Wasze postulaty? Czy udaje wam się załatwiać w radach postulaty typowo polskie, dotyczące polskiej społeczności? Jeśli tak, jakie?

Nasz ruch polityczny od 2004 roku starał się współpracować oraz tworzyć koalicje do wyborów parlamentarnych z mniejszymi partiami politycznymi, ale tylko z takimi, które traktowały sprawy mniejszości poważnie. Niestety nigdy nie udało się przekroczyć 5% progu wyborczego i dlatego do tej pory nie mieliśmy własnego posła w Izbie Poselskiej. Wybory do Izby Senackiej są jednoosobowe, i tam kandydaci przez nas preferowani (ale nie przedstawiciele naszego ruchu politycznego) zdobywali mandat i byli nam pomocni w załatwieniu dręczących nas problemów.

W wyborach komunalnych znajdują się na naszych listach lub listach koalicyjnych z niezależnymi obywatele narodowości czeskiej, lecz są to najczęściej osoby z małżeństw mieszanych, którzy aktywnie uczestniczą w działalności czy to Macierzy Szkolnej w Czechach, PZKO lub PTTK i dlatego są gwarantem, przy wyborze do samorządów, działania na rzecz naszej polskiej tożsamości.

Polscy działacze angażują się jednak w sprawy ogólnoczeskie, nie tylko polskie….

Typowym przykładem było przed 4 laty zaangażowanie przedstawicieli z naszej listy w Karwinie w sprawę petycji, dotyczącej zakazu budowy spalarni odpadów wtórnych, którą forsowało Ministerstwo Ochrony Środowiska, bez konsultacji ze społeczeństwem tego miasta. I tam po raz pierwszy zdobyliśmy 3 mandaty z naszej listy. Dalszym przykładem niech będzie sprawa wyboru wójta gminy Wędryni. Przed 4 laty Coexistentia tam wygrała i miała prawo nominować ze swej listy wójta gminy. Uzgodniliśmy jednak, że wybierzemy na wójta Czecha, a zastępcą zostanie Polak. Ten się tak sprawdził, że w tych wyborach chociaż Coexistentia wygrała nie z taką przewagą, większość radnych głosowała za wyborem na wójta byłego zastępcy wójta Bogusława Raszki.

Czy z wszystkich radnych jesteście zadowoleni…

Niestety, są przykłady małego zaangażowania wybranych przedstawicieli z naszej listy. Niektórzy uważają, że nie warto walczyć z wiatrakami i wychodzić przed szereg, co nie rzuca dobrego światła na nasz ruch polityczny. Najgorzej jednak z takimi, którzy dla własnych ambicji, wkupiają się w łaski wójta czy burmistrza i nie patrzą, czy ich działania są na korzyść mniejszości narodowej, przytakują mu we wszystkim, byle być na świeczniku.

Patrząc z perspektywy 25 lat demokracji w Czechach – w porównaniu z socjalizmem czechosłowackim…. Jak bardzo zmieniła się sytuacja Polaków na Zaolziu? Gdzie są zmiany na lepsze, gdzie na gorsze?

Z mojej praktyki długoletniego prezesa Miejscowego Koła PZKO w Jabłonkowie, za czasów reżymu totalitarnego to zaangażowanie ludzi było większe, bo to było coś innego, nie tak skrępowanego, z rodzinną atmosferą i pomimo tego, że była niesamowita inwiligacja realizowana na szczeblu partyjnym, Komitetów Ulicznych, Powiatowego Komitetu Komunistycznej Partii Czechosłoweacji oraz Wojewódzkiego Komitetu KPCz na tajnych służbach skończywszy, to robiliśmy swoje, dla potrzymania tradycji, w patriotycznym polskim duchu w myśl hasła „TU BYLIŚMY ─ TU JESTEŚMY ─ TU BĘDZIEMY W NASZEJ NADOLZIAŃSKIEJ ZIEMI”.

Po dwudziestu pięciu latach mogę stwierdzić, że nie jest jeszcze tak źle, chociażby i dlatego, że jest pluralizm w działaniu, więcej ludzi stara się w innowacyjny sposób realizować działalność społeczno-kulturalną. Można jednocześnie zauwayżyć, że polska społeczność, ta zorganizowana, jest najbardziej aktywną w swoich gminach czy miastach. Teraz nikt nie narzuca nam, co można robić i ten kto ma pomysły, sam je realizuje, stara się dobrać do swoich zamierzeń innych, i trzeba temu przyklasnąć, i nie pozwolić, by im przeszkadzano w tej pracy. Ta aktywność jest problemem dla niektórych superpatriotów czeskich, bo nie potrafią, lub im się nie chce nic robić, choć wybrzydzać potrafią.

Na koniec pozwolę sobie przedstawić opinię jednego z niewielu prawdziwych czeskich dysydentów, Petra Cibulki. „Za bolszewika wiedziałem, że będę miał pracę, dach nad głową, i że nie umrę z głodu. Wtedy dużo ludzi kradło, ale mało rzeczy. Teraz nie mam pracy, nie mam za co zapłacić czynszu i krew mnie zalewa, kiedy widzę tę garstkę złodziei, którzy tak wiele nakradli. I za to wtedy dzwoniłem kluczami na Placu Wacława?”.

Stanisław Gawlik (74 l.) – polski inżynier, doktor nauk rolniczych i działacz społeczny pochodzący z Karwiny (obecnie mieszka w górach w Jabłonkowie). Ukończył Akademię Rolniczą we Wrocławiu. Jeszcze w czasach Czechosłowacji zaangażowany w działalność w Polskim Związku Kulturalno-Oświatowym, największej organizacji polonijnej na tamtych terenach, w którym jest aktywnym działaczem do dnia dzisiejszego (prowadzi Sekcję Historii Regionu przy Zarządzie Głównym PZKO, jest odpowiedzialny za realizację projektu Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego). W 1992 roku sprawował mandat posła do Rady Federacji Czechosłowacji, która głosowała za podziałem kraju na Czechy i na Słowację. Od początku lat dziewięćdziesiątych związany z partią polityczną Coexistentia-Wspólnota-Együttélés, która skupia m.in. mniejszość polską na Zaolziu, wystawia listy w w każdych wyborach samorządowych, posiada trzy sekcje narodowe: polską, węgierską i ukraińską.

PODCASTY I GALERIE