• Opinie
  • 17 kwietnia, 2015 6:02

Stabilizacja rosyjskiej gospodarki może stanowić dla niej większe wyzwanie

Paradoksalnie stabilizacja rosyjskiej gospodarki może stanowić dla niej większe wyzwanie niż rozchwiany rynek walutowy i towarowy. Putin może chcieć osłabienia rubla.

Anna Głąb
Stabilizacja rosyjskiej gospodarki może stanowić dla niej większe wyzwanie

Fot. PAP/EPA / SERGEI CHIRIKOV / POOL

Dla rosyjskiego budżetu federalnego dochody z eksportu surowców energetycznych są kluczowe. Wstępne dane za 2014 rok śladem lat poprzednich wskazują, że głównym źródłem wpływów budżetowych były w tym roku tzw. dochody z międzynarodowej działalności gospodarczej – odpowiadały za 37,7 procent wpływów. Owe dochody to w rzeczywistości cła wywozowe nakładane na ropę naftową i gaz ziemny. Kolejne 20 procent dochodów federalnych stanowiły podatki i opłaty z tytułu korzystania ze złóż naturalnych. Uzależnienie od surowców zwiększały dochody akcyzowe i podatki od majątku oraz od zysku, jakie płaciły firmy sektora surowcowego.

Pod koniec 2014 roku wraz ze spadkiem cen ropy naftowej spadał również kurs rubla. Niższe niż zakładano dochody ze sprzedaży surowca były bilansowane relatywnie tanim rublem w stosunku do dolara amerykańskiego. Uspokojenie sytuacji na rynku finansowym (na przełomie 2014/2015 dolar amerykański kosztował około sześćdziesięciu pięciu rubli, obecnie około pięćdziesięciu jeden) przy wciąż niskiej cenie ropy oznacza niższe zyski. Tylko w marcu rosyjska waluta wzmocniła się o 11 procent, a bank centralny prognozuje dalszą 10-procentową aprecjację – nawet w przypadku spadku cen ropy.

Pesymista: dobrze poinformowany realista
10 kwietnia Rosyjska Duma Państwowa zakończyła debatę nad poprawkami do budżetu federalnego. Dotychczas zakładał on, że cena ropy naftowej na rynkach światowych będzie kształtować się na poziomie około 100 dolarów za baryłkę. Obecna prognoza przewiduje dwukrotne obniżenie ceny. Dochody budżetowe miały wynieść około 15,1 biliona rubli, mogą być jednak aż o 20 procent niższe. Taki spadek sprawi, że w relacji do PKB wyniosą one 17 procent i jest to najniższy wskaźnik od początku rządów Władimira Putina. Najwyższy z kolei, zaraz po kryzysowym 2009 roku, będzie wskaźnik wydatków – 20,2 procent PKB.

Konieczność nowelizacji budżetu była oczywista już w momencie jego podpisywania przez prezydenta na początku grudnia 2014 roku. Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego przedstawiało wtedy kilka scenariuszy makroekonomicznych, żaden z nich nie był jednak tak pesymistyczny jak rzeczywistość. Szacuje się, że rosyjskie PKB skurczy się w 2015 roku o 3 procent (chociaż szefowa Izby Obrachunkowej Tatiana Golikowa mówi nawet o 3,5-4 procentach).

Dziurę budżetową trudno załatać środkami ze źródeł zewnętrznych. Z jednej strony możliwości pozyskania kapitału przez rosyjskie firmy i banki są ograniczone sankcjami, z drugiej śmieciowy rating rosyjskich obligacji oznacza dla inwestora wysokie ryzyko, które trzeba wynagrodzić wysokim oprocentowaniem, a zatem wysokim kosztem zewnętrznego finansowania

Topniejące oszczędności
Źródłem finansowania dla pustoszejącej kasy państwowej są Fundusz Rezerwowy i Fundusz Narodowego Dobrobytu – ich środki denominowane są w dolarach, euro i funtach.

Podobnie jak ropa naftowa, wspomniane dwa Fundusze są dla Rosji błogosławieństwem i przekleństwem. Z jednej strony zawsze mogły być wykorzystane do ustabilizowania gospodarki, z drugiej stworzyły taką iluzję bezpieczeństwa, że pozostały jedynym mechanizmem antykryzysowym.

Jednak to, co Rosja oszczędzała przez prawie jedenaście lat (Fundusz Stabilizacyjny, z którego wydzielono później dwa powyższe, funkcjonował od początku 2004 roku), może wydać w niecałe dwa. Deficyt federalnego budżetu na 2015 roku wynosi 2,67 biliona rubli i w całości ma być pokryty ze środków pochodzących ze wspomnianych Funduszy.

Łącznie nowy projekt budżetu pozwala na wydanie z Funduszu Rezerwowego w 2015 roku 3 bilionów rubli, co stanowi niemal 70 procent całości „zaoszczędzonych” środków (w sumie zgromadzono 4,4 biliona rubli). Kolejny bilion rubli planuje się wydać w 2016 roku. To jednak ile Rosja realnie posiada na kontach funduszu zależy od kursów zagranicznych walut: dolary, euro i funty muszą być najpierw wymienione na ruble. Ministerstwo Finansów wyliczało wielkość środków przechowywanych w ramach funduszu według kursu około pięćdziesięciu ośmiu rubli za dolara (dla ułatwienia dane statystyczne resort podaje jedynie w amerykańskiej walucie). Jednak 15 kwietnia, kiedy dolar kosztuje już około pięćdziesięciu dwóch rubli, Fundusz Rezerwowy jest wart 3,9 bilionów, a więc Rosja wydaje de facto prawie 80 procent środków. Jeśli kurs spadłby do poziomu 40 rubli za dolara amerykańskiego Rosja rozdysponuje w ciągu roku wszystkie środki. Im silniejszy będzie rosyjski rubel, tym większą część rezerw trzeba będzie wydać. 

Z kolei z Funduszu Narodowego Dobrobytu (FND) planowane są wydatki budżetowe na poziomie 19,7 miliardów rubli. Suma ta jest niska, ponieważ mechanizm odpływu środków z FND pomija proces budżetowy i podlega jedynie decyzji rządu. Środki mają być przeznaczane na inwestycje w projekty infrastrukturalne. Na początku lutego bieżącego roku Putin zatwierdził osiem pierwszych projektów, wśród których znalazły się między innymi modernizacja kolei transsyberyjskiej oraz Bajkalsko-Amurskiej Magistrali, budowa portu LNG Jamał, budowa przez Rosatom elektrowni w Finlandii czy likwidacja tzw. wykluczenia cyfrowego. Łącznie zagospodarowano już 625 miliardów rubli, czyli około 15 procent środków. Kolejne 300 miliardów być może zostanie przeznaczone na dokapitalizowanie Wniesztorgbanku, w kolejce po swoją część stoi również Rosnieft. Oficjalnie są to kredyty oprocentowane na zasadzie „inflacja plus jeden punkt procentowy”, władze oświadczą więc, że zostały one zainwestowane, a nie wydane. W ten sposób środki FND mogą się po prostu rozpłynąć.

Tymczasem pierwotnie FND miał zwiększać dobrowolne oszczędności emerytalne rosyjskich obywateli oraz pokrywać deficyt Funduszu Emerytalnego. O tym można raczej zapomnieć. Władze zmieniły przeznaczenie również tych środków, które przyszli emeryci do tej pory odkładali w prywatnych funduszach (zabieg jest analogiczny do dokonanego w Polsce przesunięcia oszczędności emerytalnych z OFE do ZUS, dotyczy jednak składek bieżących, a nie już zgromadzonych). Już w 2014 roku ta część składki pozostała w budżecie państwa (łącznie około 550 miliardów rubli). Tak samo ma być w tym roku. Oficjalna wersja mówi o konieczności wzmocnienia systemu ubezpieczenia obywateli oraz niskiej efektywności prywatnych funduszy. Prosta matematyka pokazuje jednak, że Fundusz Emerytalny jest w znaczącej części dotowany przez budżet, a powyższy zabieg pozwoli czasowo zmniejszyć ten ciężar.

Konieczne wydatki
Niepowodzeniem zakończyła się druga część działań antykryzysowych – ograniczenie 15,5 biliona rubli wydatków. Planowano je zmniejszyć o 1,1 biliona, jednak ostatecznie „zaoszczędzono” jedynie 300 miliardów, co stanowi 2 procent ogólnej sumy (w planach jest jeszcze zmniejszenie wydatków na lata 2016 oraz 2017 – odpowiednio o 1,2 i 1,7 biliona rubli; dla przypomnienia, dochody spadły o 20 procent). Odroczenie w czasie lub rezygnacja z realizacji projektów inwestycyjnych, zamrożenie wypłaty wynagrodzeń w sektorze budżetowym i inne ograniczenia okazały się niewystarczające wobec konieczności indeksacji zasiłków i emerytur o poziom inflacji. Dodatkowe wydatki socjalne mogą się pojawić w postaci zasiłków dla bezrobotnych oraz coraz biedniejszych obywateli Rosji.

Polityka społeczna to jeden z trzech obszarów, w których nie dokonano cięć budżetowych – zwiększono je nawet o 5 procent. Inną oznaką kryzysu jest podniesienie o 4 procent wydatków na media. Problemy najdobitniej uzmysławia jednak koszt obsługi długu państwowego i lokalnego, który wzrasta o 30 procent. Na wszystko inne – między innymi na ochronę środowiska, edukację, sport, kulturę, transfery budżetowe, a nawet na bezpieczeństwo wewnętrzne i obronę narodową – wydatki zmniejszono.

Jak się jednak okazuje, w tym trudnym dla gospodarki czasie, rosyjskie władze wydają pieniądze jak nigdy przedtem – i to wcale nie na cele socjalne. Jeszcze przed zakończeniem pierwszego kwartału bieżącego roku Izba Obrachunkowa informowała o wydaniu 25 procent łącznej sumy zaplanowanych wydatków. Nie jest to częste zjawisko. Jeszcze większy udział, 35 procent rocznego planu, wykorzystano na realizację zamówień publicznych, z których większość przypadła na Ministerstwo Obrony. Sprawiło to, że deficyt budżetowy sięgnął już 44 procent poziomu prognozowanego w nowelizacji. Wobec ograniczenia środków, każdy departament wydaje jak może – zanim środki się skończą.

***

Paradoksalnie, stabilizacja rosyjskiej gospodarki może stanowić dla niej większe wyzwanie niż rozchwiany rynek walutowy i towarowy. Jak wskazano wyżej, umacniający się rubel zmniejsza sumę środków do dyspozycji, zgromadzonych w specjalnych funduszach i uzyskiwanych na bieżąco ze sprzedaży surowców energetycznych, zwiększając dziury w rosyjskim budżecie.

Putin jest w ślepym zaułku. Jeśli cena ropy będzie się utrzymywać na niskim poziomie, rosyjskiemu prezydentowi będzie na rękę obniżenie wartości rubla. To z kolei najłatwiej osiągnąć rozpoczynając kolejne działania na Ukrainie. 

Anna Głąb jest doktorem nauk ekonomicznych, absolwentką Stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej.

RÓWNIA POCHYŁA

PODCASTY I GALERIE