Opinie
zw.lt

Sokołowska: Kultura debaty na Litwie – obecna czy nie?

Bieżący 2019 rok dla litewskiego wyborcy stał się prawdziwym maratonem, trwającym od marca aż do maja. Pokonaliśmy o wiele więcej niż 42 kilometry, gdyż zaangażowanie w proces wyborczy - to nie tylko przybycie do obwodu w święty wyborczy dzień niedzieli. Przez cały ten czas z naszych ust częściej niż zwykle padało słowo “polityka”, gdy w kręgach rodzinnych czy towarzyskich stawaliśmy po stronie jednego bądź drugiego kandydata, z czego nierzadko wynikały także gorące kłótnie - nie bez powodu przecież istnieje powiedzenie, że przy stole w towarzystwie nie mówi się o sporcie, religii i poglądach politycznych. O wiele większą niż zwykle dawkę informacji i zdań na ten temat otrzymaliśmy także z mediów i serwisów społecznościowych, jak również większość z nas z własnego doświadczenia dowiedziała się, czym są “dyskusje” w komentarzach na Facebooku, do czego one najczęściej prowadzą i dlaczego nie warto w nich uczestniczyć

Niemniej jednak, kultura debaty politycznej na Litwie nadal kuleje. Niechętnie w niej uczestniczymy (mówię o debacie jako o wydarzeniu, evencie), obawiając się tego formatu, zbyt mało widzów przychodzi na debaty z chęcią zobaczenia, jakiej pozycji trzymają się walczący o poparcie, w jaki sposób argumentują swoje zdanie i co naprawdę nowego mają do powiedzenia, transmisje live także nie są mocno popularne. Na szerszą skalę nie korzystamy z możliwości zobaczenia naszych potencjalnych przedstawicieli na żywo, a przecież tak często narzekamy, jak duża jest przepaść między nami, demosem, a naszymi reprezentantami w instytucjach.

Wszakże, moim zdaniem, rozwój kultury debatowej w większym stopniu hamuje nie pasywność ze strony społeczeństwa, lecz właśnie ta przeciwna strona medalu, a mianowicie jej podstawowi uczestnicy, politycy. Oznajmiam to nie zgodnie z potoczną tendencją “zwalić winę i odpowiedzialność na polityków”, lecz opierając się na swym skromnym doświadczeniu – nie tyle uczestnictwa w debatach, ile ich organizowania. Organizacja pozarządowa “Žinau, ką renku”, do której należę, już od 5 lat nie tylko zajmuje się edukacją młodzieży w zakresie tematów wychowania obywatelskiego i aktywności społecznej, lecz przede wszystkim w okresie przedwyborczym organizuje debaty na terytorium całego kraju, podczas których są zadawane pytania z sali oraz te opublikowane w postaci komentarzy w sieciach społecznościowych – w taki sposób przez nas realizowana jest koncepcja komunikowania z politykami, możliwości dopytania się ich o to, co wydaje się najważniejsze i najbardziej aktualne.

Do sieci wolontariuszy dołączyłam przed rokiem, na dany moment oprócz kilkunastu lekcji w szkołach i na uniwersytecie za sobą mam zorganizowane 4 debaty – warto podsumować takie doświadczenie, kryjące w sobie wszystko: od telefonów, listów i ustalania daty i miejsca aż do nastrajania mikrofonów i przekazywania dla moderatora pytań z sali.

1. Najbardziej dziecinna, lecz najbardziej rzucająca się w oczy wada polityków – nieumiejętność mówienia krótko, zwięźle i zrozumiale. Debata jest formatem bardziej uregulowanym niż wywiad czy dyskusja, ponieważ jej uczestnicy mają ustaloną ilość czasu na odpowiedź na pytania czy repliki. Obecnie z kolegami głowimy się nad tym, w jaki sposób nie dać kandydatom mówić po upływie konkretnej liczby minut, gdyż ani pokazywana przez wolontariuszy czerwona kartka, ani uwagi prowadzącego nie utrzymują polityków w ramach czasu. Takie zachowanie, prawdopodobnie, ukazuje nie tylko brak kompetencji czy doświadczenia uczestnictwa w debatach, lecz także stosunek kandydata do samej gry – tak, zasady są, lecz jestem ponad to i dla mnie one nie są ważne. (Tu tylko pragnę dodać, że poważni i dorośli kandydaci czasami zachowują się okropnie niegrzecznie – na przykład, odwołują uczestnictwo w dzień debaty bez naprawdę poważnej przyczyny, jak to ostatnio zrobił lider socjaldemokratów Gintautas Paluckas przed debatą w Żyrmunach bądź mer rejonu wileńskiego Maria Rekść przed marcową debatą kandydatów na stanowisko mera rejonu).

2. Czarne czy białe – politycy najwięcej mówią o sprawach przesadnie abstrakcyjnych albo zbyt konkretnych i praktycznych. Ludzkość ciągle szuka złotego środka jeszcze od czasów antycznych, lecz uczestnikom debat poszukiwania idą z jeszcze większym trudem niż zwykle. Zbyt wiele minut debaty tracimy na rozmowy o abstrakcyjnych pojęciach i pustych tematach (na przykład: jakim to błędem było w tym i tym roku wybrać tę czy inną partię bądź przyjąć to czy owo postanowienie prawne) albo skupiamy się na zbyt konkretnych, lecz podobnie bezwartościowych sprawach (na przykład: ten i ten mer obiecał zasfaltować odcinek tej i tej drogi, a tego nie zrobił). Oczywiście, debata uczestników wyborów samorządowych bardzo często się kręci wokół dróg, przedszkoli i oświetlenia ulic, lecz ważne, by były to konkretne rozmowy, a nie lamenty o gruszkach na wierzbie.

3. Brak jakiejkolwiek wizji, perspektywa sięgająca tylko najbliższych wyborów. Każda prosperująca firma ma swoją własną wizję i, co niemniej ważne, strategię rozwoju. Podobnie każdy samorząd, gmina bądź całe państwo potrzebuje określonego celu – czego chcemy osiągnąć. Natomiast debaty najczęściej tylko wykazują krótkowzroczność urzędników i ich niechęć dyskutowania o przyszłości. Tak oto i ujawnia się egoistyczne dążenie do władzy, a nie zamiar dokonania zmian na lepsze.

4. Marna kultura dyskusji – przerywanie sobie nawzajem, mówienie kilku naraz, podnoszenie głosu, przekrzykiwanie. Słowem, problemy poziomu szkolnego – niestety, określają one nie lekcje w podstawówce, lecz moderowaną, publiczną dyskusję dorosłych osób, ubiegających się o wiodące pozycje. Mówiąc szczerze – czasami mam ochotę wyłączyć przemawiającym mikrofony i w taki sposób przerwać benefis z cyrkowymi elementami…

Listę można kontynuować. Lecz warto do niej dołączyć nie tylko słabe strony. Mimo wszystko debata pozwala wyłuszczyć istotne różnice między kandydującymi, dowiedzieć się o ich konkretnych planach na zdobytym miejscu oraz zobaczyć, jak się zachowują w dosyć trudnych sytuacjach, zarzucani kontrowersyjnymi pytaniami. Trzeba także przyznać, że sukces dyskusji zależy właśnie od pytań, czyli od naszej z Państwem pracy domowej.

Nie możemy, na wzór starożytnych Grekom, całkowicie utożsamić się z państwem, lecz rozumiemy – reprezentować nas mają odpowiednie, kompetentne osoby. Oprócz specyficznego wykształcenia i doświadczenia, mają one także wyróżniać się wysoką kulturą osobistą i publiczną, tak zwaną inteligencją. Zachęcam jednak zadać to pytanie także sobie – jaka kultura cechuje mnie osobiście? Czy mogę pochwalić się wspomnianą inteligencją?

O polityce można i trzeba dyskutować nie tylko w ciągu bieżącego wyborczego roku, wszakże jestem skłonna wierzyć, iż “rzecz publiczna”, a stąd – dobro publiczne, sprawa publiczna i polityka na ogół, jest odzwierciedleniem istoty społeczeństwa. Innymi słowy mówiąc, polityka – to lustro nas jako ogółu, ze wszystkimi zaletami i wadami, w końcu politycy nie reprezentują nikogo oprócz nas samych. Dlatego wymienione przeze mnie uwagi dotyczą nie tylko “ich”, ale także “nas” – przypomnijmy chociażby, jak wygląda kultura naszych pospolitych debat, wspomnianych komentarzy na Facebooku.

Dorota Sokołowska

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!