• Opinie
  • 9 czerwca, 2015 16:33

Sitarz, Vologdina: W Polsce nie da się mówić o Litwie pomijając polską mniejszość

Kongres Lituanistów to już nie tylko prosta konferencja naukowa, ale dość skomplikowane przedsięwzięcie logistyczne. Trzy adresy w różnych częściach Wrocławia, do tego sprawy związane z zakwaterowaniem i wyżywieniem prelegentów i ekspertów, kontakt z mediami, sieci społecznościowe... Jedna osoba nie mogłaby tego ogarnąć. Dlatego podstawą jest zespół, a ten jest naprawdę rewelacyjny - mówi w rozmowie z portalem zw.lt organizator majowego Kongresu Lituanistów we Wrocławiu Wojciech Sitarz, wieloletni członek Koła Naukowego Lituanistów „Labas”.

Tomasz Otocki
Sitarz, Vologdina:  W Polsce nie da się mówić o Litwie pomijając polską mniejszość

Fot. Organizatorzy

Oczywiście różnimy się, odnosząc się do kontrowersyjnych spraw politycznych – Polacy reagują zbyt emocjonalnie, a Litwini starają się unikać tego typu tematów, skutkiem czego być może narasta wzajemny niepotrzebny dystans. Zakodowane przez historię i siły polityczne tryby naszego myślenia różnią się – dodaje dr Tatjana Vologdina, organizatorka Kongresu, pracownik naukowa Studium Języka i Kultury Litewskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Oczywiście pomysły na kolejne edycje krążą gdzieś z tyłu głowy, ale na razie musimy się porządnie wyspać i odpocząć. Niektórzy zaczęli nas już wypytywać, co planujemy na jubileuszową piątą edycję… – zdradza Wojciech Sitarz.

Tomasz Otocki, zw.lt: W dniach 13-15 maja odbył się III Kongres Lituanistów we Wrocławiu. To już powoli staje się tradycją, że lituaniści obradują na wiosnę w stolicy Dolnego Śląska. Jako że portal zw.lt patronował tegorocznym obradom, chciałbym zapytać o takie podstawowe wrażenia z Kongresu – jak udało się ogarnąć organizacyjnie tak skomplikowaną logistycznie imprezę, czy wszystko poszło tak jak chcieliście, czy może czymś jesteście rozczarowani. Wreszcie – jak spodobały się referaty studentów i doktorantów: czy coś was szczególnie zaintrygowało podczas tych wystąpień? Może nie wypada pytać organizatorów o taką rzecz, ale jak – w skali od 1 do 10 – oceniacie ten Kongres?

Wojciech Sitarz: Nie wypada chwalić samych siebie, ale wydaje się, że III Kongres, podobnie zresztą jak poprzednie edycje, trzeba zaliczyć do udanych. Przede wszystkim jest to zasługą dobrze zgranej grupy, która od trzech lat organizuje wydarzenie. To już nie tylko prosta konferencja naukowa, ale jak sam zauważyłeś dość skomplikowane przedsięwzięcie logistyczne. Trzy adresy w różnych częściach Wrocławia, do tego sprawy związane z zakwaterowaniem i wyżywieniem prelegentów i ekspertów, kontakt z mediami, sieci społecznościowe… Jedna osoba nie mogłaby tego ogarnąć. Dlatego podstawą jest zespół, a ten jest naprawdę rewelacyjny. Co ważne wszyscy zaangażowani w projekt robią to całkowicie bezpłatnie, a niektórzy wzięli nawet tydzień wolnego w pracy, bo zwłaszcza przed samym wydarzeniem organizacja pochłania tyle czasu, że ledwie starcza go na kilka godzin snu. Oczywiście nie wszystkie zamierzenia udało się zrealizować, ale przynajmniej mamy do czego dążyć w kolejnych edycjach.

Tatjana Vologdina: Zorganizowanie III edycji Kongresu było wyjątkowo skomplikowane i wymagało naprawdę dużego poświęcenia – wyszukiwanie funduszy, zapewnienie naszym uczestnikom stałych warunków (proszę mi wierzyć, niewiele jest tego typu przedsięwzięć, w których nie pobiera się opłat konferencyjnych, zapewniamy też noclegi i wyżywienie), odnalezienie, przygotowanie i realizacja wydarzeń kulturalnych, zaangażowanie podmiotów naukowych i kulturalnych z Litwy, Polski i innych krajów i etc.

To jest wielkie wyzwanie – przy tak niewielkim budżecie, organizować tak duże wydarzenie, w którym zaangażowanych było kilkanaście uniwersytetów, ponad stu gości z kilku krajów, dziesiątki wolontariuszy i prezentacja bogatego programu kulturalnego.

Po zakończeniu III Kongresu – co jest dla Was największym sukcesem?

Wojciech Sitarz: Szczególnie cieszy rosnąca liczba uczestników z Litwy. W tym roku stanowili oni już jedną trzecią przyjezdnych prelegentów. Jednak generuje to również pewne problemy organizacyjne. Z myślą o Litwinach zorganizowaliśmy oddzielne litewskojęzyczne panele, ale pojawiły się głosy, że nie sprzyja to integracji między polskimi i litewskimi uczestnikami. Z drugiej strony, gdy przy poprzedniej edycji mieszaliśmy języki w obrębie panelu, napotykaliśmy na problem ze wzajemnym zrozumieniem – nie każdy uczestnik zna język litewski, a i Litwini nie muszą przecież rozumieć polskiego, z angielskim też bywa różnie. Najlepiej byłoby oczywiście wprowadzić tłumaczenie symultaniczne, ale dla tego musielibyśmy mieć kilkakrotnie większy budżet…

Referaty, które wygłoszono na kongresie były niezmiernie różnorodne. Trochę historii (krajowcy na Litwie, relacje PL-LT w latach trzydziestych, normy prawno-karne w I Statucie Litewskim, Litewski Komitet Narodowy), wojskowości (Litwa w rosyjskich koncepcjach wojskowych), stosunków międzynarodowych (Euroregion Bałtyk, traktat polsko-litewski z 1994 r.), literatury (twórczość Jurgisa Kunčinasa, zależność między mitologią bałtyjską i słowiańską), językoznawstwa (gwara puńska) czy nawet socjologii sportu (fenomen koszykówki na Litwie). Na Kongresie pojawiła się także kwestia ruchu LGBT w krajach bałtyckich oraz temat „niewidzialności kobiet” w ustawie zasadniczej Litwy. Jak z roku na rok zmienia się tematyka referatów? Czy czegoś ubywa, czy czegoś przybywa? Zainteresowanie Litwą często kojarzone jest u nas z badaniem języka litewskiego, ale Kongres udowadnia, że tyle jest spraw o których można w kontekście Litwy mówić…

Tatjana Vologdina: Formuła Kongresu jest interdyscyplinarna, dlatego z założenia staramy się być bardzo elastyczni w stosunku do tematów zgłaszanych referatów. Panele i ich liczba formują się w naturalny sposób, na bieżąco. Już podczas przyjmowania zgłoszeń było oczywiste, że jest zapotrzebowanie, aby rozmawiać o Litwie nie tylko pod kątem filologicznym, ale szerzej, w szerszym zakresie kulturowym i tematycznym – historycznym, społecznym, politycznym i obyczajowym.

Wojciech Sitarz: Wydawać by się mogło, że skoro rozmawiamy o Kongresie Lituanistów, to najwięcej referatów powinno traktować o języku. Tymczasem wystąpienia są tylko jednym z elementów i to wcale nie najmocniej reprezentowanym. Zresztą zawsze powtarzamy, że słowo „lituanista” staramy się rozumieć jak najszerzej – dla nas lituanistą jest każdy kto interesuje się Litwą.

Jest jakaś tendencja, gdy chodzi o wystąpienia gości?

Wojciech Sitarz: Mam wrażenie, że referaty się coraz bardziej uszczegóławiają. Nie mamy już zgłoszeń od osób chcących w 15 minut streścić litewsko-polskie stosunki od Jagiełły po Dalię Grybauskaitė albo opowiedzieć, że litewski należy do języków bałtyckich i mówił nim Budda. Być może wiąże się to z tym, że przyjeżdża do nas coraz więcej doktorantów i pracowników naukowych, którzy referują wyniki swoich własnych badań. Każde z wystąpień to tylko mały wycinek, ale gdy się je połączy stworzą spójny obraz Litwy.

Czy któryś z referatów wzbudził szczególne zainteresowanie, wywołał jakieś kontrowersje, poruszenie, polemikę?

Wojciech Sitarz: Niezmiennie najwięcej emocji budzą stosunki polsko-litewskie, a zwłaszcza sytuacja polskiej mniejszości na Litwie. Czasem nawet w panelach zupełnie niezwiązanych z tym zagadnieniem wywiązywały się ni z tego, ni z owego burzliwe dyskusje, które zbaczały na temat wzajemnych stosunków. A że na Kongres przyjeżdżają ludzie o skrajnie różnych zapatrywaniach i doświadczeniach, to czasem moderatorzy musieli ucinać dyskusję, żebyśmy mogli zdążyć na kolejne punkty programu. To zrozumiałe, nie sposób rozmawiać w Polsce o Litwie bez poruszania takich tematów, a gdzie znaleźć lepsze miejsce do konfrontacji poglądów, jeśli nie na uniwersytecie?

Tatjana Vologdina: Oczywiście różnimy się, odnosząc (co jest nieuniknione) do kontrowersyjnych spraw politycznych – Polacy reagują zbyt emocjonalnie, a Litwini starają się unikać tego typu tematów, skutkiem czego być może narasta wzajemny niepotrzebny dystans. Zakodowane przez historię i siły polityczne tryby naszego myślenia różnią się.

Naszym zdaniem podstawową wartością Kongresu jest możliwość spotkania się, dyskutowania, szukania wspólnego języka oraz wspólnych celów. Niech będą to nawet małe kroki zbliżające nas do siebie, ale chodzi nam o to, by dążyć do porozumienia w tematach, w których wspólnie mamy szanse budować sąsiedzki kompromis.

Kongres to nie tylko referaty, ale także debata z udziałem Czesława Okińczyca, Marii Przełomiec, Eldoradasa Butrimasa oraz prof. Krzysztofa Buchowskiego, a także bezpłatny program kulturalny z udziałem Mindaugasa Kvietkauskasa, dyrektora Instytutu Literatury Litewskiej, występy wileńskiego zespołu folkowego Gryčia oraz dwie wystawy fotografii poświęcone transformacji na Litwie oraz życiu Michała Römera. Jakim zainteresowaniem cieszyły się te eventy?

Wojciech Sitarz: Tradycyjnie już najwięcej osób pojawiło się na koncercie. W zeszłym roku wypełniliśmy całą salę kinową, w tym również grubo ponad sto, a może i dwieście osób bawiło się na występie litewskiej Gryčii oraz polskiej grupy Yurodivi. W pewnym momencie musiałem nawet donosić krzesła, bo turyści, którzy przypadkiem zabłądzili do sali, postanowili w niej zostać na dłużej. Najbardziej wytrwali wyszli z budynku w okolicach godziny 23, czyli po czterech godzinach koncertu i wielokrotnych bisach. Wydawać by się mogło, że występ zespołu grającego na tradycyjnych instrumentach to anachronizm – nic bardziej mylnego! Oczywiście i na innych wydarzeniach sale nie świeciły pustkami – bynajmniej. Z roku na rok uczestników przybywa.

W 2010 r. niemiecki dziennikarz zamieszkały w Polsce Klaus Bachmann „namieszał” ze swym wyborczym prowokacyjnym hasłem „litewski Wrocław”. Bachmann zgłosił swą kandydaturę na urząd prezydenta miasta, zapowiadając „przyłączenie Wrocławia do Kłajpedy”. To oczywiście taki żart publicysty. Ale rzeczywiście Wrocław stał się bardziej litewski ostatnio – na UWr można się uczyć litewskiego, od 2013 r. organizowany jest wasz kongres, a od 2015 r. działa tu konsulat honorowy Litwy. Czy uważacie, że po Warszawie i Poznaniu stolica Dolnego Śląska wyrasta na jakiś ważny punkt na mapie dla relacji polsko-litewskich? Jeśli tak – co chcecie robić dalej, by wrocławianom przybliżać Litwę, a Litwinom – intrygującą krainę, jaką jest Dolny Śląsk? Jak widzicie tutaj swoją rolę?

Wojciech Sitarz: A dlaczego dopiero po Warszawie i Poznaniu? (śmiech)

Nie wiem, na ile Wrocław może się stać takim punktem, ale na pewno te dwa majowe dni jakoś pomagają budować kapitał społeczny we wzajemnych stosunkach. Pewnie nie zorganizujemy przy okazji Kongresu spotkania prezydentów z obu krajów, ale przecież nie taki jest nasz cel. Wydaje mi się, że ważniejsze jest wzbudzanie zainteresowania i pozytywnych skojarzeń. Może to trochę idealistyczne, ale dla kogoś, kto przypadkiem zaszedł na koncert Gryčii, a w przerwie skosztował litewskich potraw i trunków, Litwa już zawsze będzie miała bardzo konkretny wymiar. O takie małe kroki nam chodzi. Przecież u nas też tak to się zaczynało. Ktoś zobaczył ogłoszenie o kursie litewskiego, inny usłyszał o wyjezdzie na Litwę albo skosztował litewskiego piwa.

Tatjana Vologdina: Każda edycja Kongresu, a szczególnie ta ostatnia, przyniosła niesamowite doświadczenia. Kongres to właściwie autentyczny element stosunków polsko-litewskich, to unikalna możliwość bycia w centrum tych procesów, tworzyć i kształtować te relacje w środowisku akademickim. Gołym okiem można było podczas Kongresu zauważyć to co charakterystyczne naszego wzajemnego obcowania. Przede wszystkim łączyła nas wielka radość, wdzięczność, zaangażowanie, chęć poznawania się nawzajem.

Wróciłabym też do tematu miejsca Kongresu – mam na myśli sprzyjający nam Wrocław – miasto spotkań, oraz Uniwersytet Wrocławski. W tym miejscu chciałabym ogromnie podziękować władzom Rektorskim oraz władzom Wydziału Filologicznego, którzy nieustannie wspierają wszystkie nasze inicjatywy. Studium Języka i Kultury Litewskiej działający przy Instytucie Filologii Polskiej jest chyba najmniejszym centrum bałtystyki w Polsce, zatrudniona w nim jest jedynie moja skromna osoba, ale nad sobą mamy wspaniałego patrona, dyrektora i anioła stróża w jednej postaci – Pana Profesora Jana Miodka, wielkiego sympatyka Litwy. Dzięki takim ludziom możliwa jest realizacja misji i wielkiej idei na rzecz pojednania naszych narodów, która towarzyszy nam i w naszej codziennej pracy, i w realizacji bardziej zaawansowanych projektów, jakim jest Kongres Lituanistów.

Może nie wypada mówić o tym w parę chwil po zakończeniu Kongresu, ale zapytam: czy macie już plany na IV Kongres w 2016 roku? Jaka jest jego wizja? W jaki sposób chcielibyście to zorganizować?

Wojciech Sitarz: Oczywiście pomysły na kolejne edycje krążą gdzieś z tyłu głowy, ale na razie musimy się porządnie wyspać i odpocząć. Na planowanie szczegółów przyjdzie jeszcze pora, ale temat przewodni nasuwa się sam, bowiem w przyszłym roku Wrocław będzie Europejską Stolicą Kultury. Przyznam, że czujemy też pewną presję, bo niektórzy zaczęli nas już wypytywać, co planujemy na jubileuszową piątą edycję…

Kongres Lituanistów odbył się we Wrocławiu w dniach 13-15 maja już po raz trzeci. Portal zw.lt sprawował patronat medialny nad wydarzeniem.

PODCASTY I GALERIE