Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Wreszcie po wyborach

Znowu będzie można w miarę spokojnie przespacerować się po mieście bez obawy, że ktoś doskoczy ze stosem ulotek i koniecznie będzie chciał je wręczyć. Przy drogach przestaną straszyć twarze z telewizji ziejące z plakatów. Zastąpią je nieco mniej straszące reklamy napojów czy sklepów. Słowem, będzie nieco spokojniej, choć prawie tak, jak było. Chodzi oczywiście o wyniki wyborów w Polsce.

Na początek wiadomość, która mnie autentycznie cieszy. Frekwencja wyborcza na poziomie ponad 61 procent jest historycznie najwyższym wynikiem po 1989 roku. Różne były tego przyczyny ale to, że obywatele chcą decydować o losach swego kraju, cieszyć musi.

Jak zawsze po każdych wyborach wszyscy, którzy dostali mandaty, mówią o zwycięstwie. Mają rację i nie mają. Gdyby się bardziej przyjrzeć wynikom to okazuje się, że mało kto ma powody do pełnej radości.

Prawo i Sprawiedliwość. Wygrali wybory. Będą mogli sami tworzyć rząd. Niby sukces ale…moim zdaniem są największym przegranym. Na skutek metody przeliczania głosów mają w Sejmie właściwie tyle samo mandatów, co w poprzedniej kadencji, pomimo znacząco większej liczby głosów, jakie uzyskali, pomimo znacząco większego procentowego zwycięstwa. Trudno to nazywać pewnym zwycięstwem. Na dodatek bardzo możliwe, że minimalnie, ale stracą panowanie nad Senatem. To już jest problem. Będzie spowolnienie procesu uchwalania ustaw. Nie to, że PiS nie będzie mógł tego ostatecznie przezwyciężyć – będzie mógł. Tylko, że to potrwa nieco dłużej.

Dodatkowo Senat ma silny wpływ na nominację wielu ważnych urzędników, na przykład takich którzy zajmują się rozdzielaniem środków na pomoc Polakom na Litwie. Rewolucji się nie spodziewam, ale pewne korekty raczej będą w tej materii. Wydaje mi się, że PiS w miarę upływu kadencji będzie swoją siłę wzmacniał. Pomimo tego, że nominalnie ich frakcja składa się z trzech partii (PiS – Jarosław Kaczyński, Porozumienie – Jarosław Gowin oraz Solidarna Polska – Zbigniew Ziobro) to w rzeczywistości jest monolitem. Pozycja Jarosława Kaczyńskiego jako lidera nie ulega żadnym dyskusjom. To, że przegrał w Warszawie z reprezentantką konkurencji – Małgorzatą Kidawą-Błońską, dla jego pozycji nie ma żadnego znaczenia. Może dostać nawet i 5 głosów, a liderem ugrupowania będzie, w odróżnieniu od jego konkurenta lidera PO – Grzegorza Schetyny. Właśnie w tym monolicie dostrzegam siłę przyciągającą dla niepewnych elementów z innych ugrupowań, a jest ich sporo – względnie marginalizację tychże. Być może to zachowanie jedności jest i będzie największym zwycięstwem PiS.

Koalicja Obywatelska i Zieloni. Czyli Platforma Obywatelska z przystawkami. Przegrali. W dużej mierze na własne życzenie. W kampanii wyborczej właściwie nie mieli żadnych pomysłów na pozyskanie nowych wyborców. Strzelili sobie samobója zapraszając na jedną z konwencji wyborczych Lecha Wałęsę. Wałęsa już dawno odleciał na inną orbitę, dlatego plecie co mu ślina na język przyniesie. Dzień po pogrzebie Morawieckiego seniora, wyzywał go od zdrajców. Wyborcy mogli zmarłego lubić albo i nie. Nie lubią jednak, kiedy w takim momencie obrzuca się nieboszczyka epitetami, nawet jeśli w głębi duszy uważają je za słuszne. Nie lubią i już. Gdyby jeszcze za Wałęsą stała jakaś pokaźna liczba głosów. Nie stoi. Wałęsa w ciągu ostatniego dziesięciolecia próbował poddać się weryfikacji wyborców i zawsze dostawał sromotne lanie. Więc po co go wyciągać na scenę?

Koalicja ta próbuje godzić różne nurty, ale na dłuższą metę to się nie może udać. Potrzeba lidera, który będzie budził szacunek wszystkich i przez to jednoczył. Grzegorz Schetyna takim liderem nie jest. Wyborcy go po prostu nie lubią. To są emocje, a z nimi walczyć najtrudniej. W swoim rodzinnym Wrocławiu (jednym z dużych miast gdzie PO zawsze wygrywa) poniósł klęskę z mało znaną kandydatką PiS – Mirosławą Stachowiak -Różecką. Słowem, im szybciej Schetyna odejdzie, tym większa szansa na utrzymanie pozycji Platformy Obywatelskiej jako głównej siły opozycyjnej. W innym przypadku czeka ten blok pełzające rezklekotanie.

Zjednoczona Lewica. Czyli SLD i przystawki. Wydawałoby się, że najwięksi wygrani. Po latach nieobecności w Parlamencie, wrócili. I to jako trzecia siła. Uważam, że dobrze, gdy Parlament reprezentuje szerokie spektrum poglądów. Na tym jednak dobre wieści dla Lewicy się kończą. Składa się ona z trzech ugrupowań. SLD – Włodzimierza Czarzastego, Razem – Adriana Zandberga oraz Wiosny- Roberta Biedronia. To, co napiszę, nie jest porównaniem. Nie chcę nikogo obrażać. Jest przykładem. Starzy wyrachowani „aparatczycy” jeszcze z czasów komunizmu, z SLD, przykładowo mogą być w sensie metod działania, takim wczesnym Stalinem. Znają mechanizmy władzy, potrafią je sobie nagiąć albo się dostosować. Biurokraci. Zaślepieni ideowcy idei lewicowych od Zandberga mogą być przykładem Trockiego kiedyś. No i jest Biedroń, który w wypowiedziach jest bliski Zandebrgowi, w działaniach potrafi być podobny do Czarzastego. Pewnie obaj będą zabiegać o jego wsparcie do czasu aż ten nie zorientuje się, że to on powinien być szefem Lewicy. Wojna zapowiada się ciekawie. Może PO na tym zyskać.

PSL. Czyli PSL i przystawką w postaci Kukiza i jego nielicznych już, akolitów. Ten sojusz przedwyborczy był chyba najbardziej pragmatyczny. PSL- Kosiniaka Kamysza, był i jest w głębokim kryzysie. Na wsi już się prawie nie liczy. Przegrywa tam nie tylko z PiS ale nawet i z PO. Ma jednak jeszcze pozostałe z czasów świetności partyjniackie struktury, pozwalające choćby na sprawne zebranie podpisów, aby móc startować w wyborach. Kukiz ma swoje anty-partyjniackie idee, ale one nie wystarczą, żeby te podpisy zebrać. Razem jakoś dostali się do Sejmu, a PSL nawet do Senatu. I tutaj sojusz się skończy. Jak PSL stanie się Kukizem, to obrazi tych już nielicznych partyjniackich zwolenników w terenie tak potrzebnych przy wyborach. Jak Kukiz stanie się partyjniackim PSL-em to straci swój jedyny argument dla wyborców. Oba ugrupowanie nie mają wyjścia i muszą się rozstać. Nie wykluczam, że jeszcze się spotkają. Jako sojusznicy PiS.

Konfederacja. Polityczny, tymczasowy folklor. Bez specjalnego znaczenia, ale będący pewnym drobnym kłopotem dla PiS. Pojawia się siła z prawej strony, która odbiera głosy PiS. Kłopot to drobny, ponieważ, znając choćby dwóch liderów tego zlepku politycznego czyli Korwina Mikke oraz Grzegorza Brauna, można stawiać dolary przeciwko orzechom, że pożrą się lada moment. Może jakiś tam poseł wstąpi do PiS, reszta będzie gardłowała pod ścianą i w następnych wyborach już ich nie będzie.

Czy moje przewidywanie się sprawdzą? Zobaczymy. Tym, którzy dotrwali do końca tych przydługich dywagacji proponuję teraz … iść na grzyby. Pogoda sprzyja.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!