Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Prawda w oczy kole

Trwa jazda „kół zbliżonych” do AWPL-ZCHR/ZPL po Prezesie Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” – Mikołaju Falkowskim. Ponieważ ośmiela się zachęcać do myślenia „czynniki”, o jakości polskich szkół na Litwie. Zachęca ich aby dostosowali je do realiów współczesności. A to najwyraźniej niektórych bardzo boli. Faktycznie, myślenie czy refleksja, a potem działanie - trudnym jest. Podobno zdarzają się osobnicy, których to wręcz boli. Przecież znacznie wygodniej jest siedzieć na…pupie i cieszyć się tym, co jest. A jakby ktoś próbował coś z tym zrobić to podnosimy wrzask o „niszczeniu polskości” przez „złych Litwinów” lub „polskich zdrajców”.

Miałem możliwość poznać Prezesa Falkowskiego i porozmawiać kilka razy. Trudno nas nazwać przyjaciółmi, ale jak ktoś mówi z sensem,, to mówi z sensem. Nieważne, kim jest i jak się nazywa. A w tym przypadku mówi z sensem. Co najlepiej – paradoksalnie – potwierdza artykuł go krytykujący, napisany przez Pana Jusiela. Falkowski całkiem sensownie mówi o koniecznych zmianach i uwspółcześnieniu polskich szkół. Ma rację mówiąc, że to, co się sprawdzało w latach 90-tych, dzisiaj jest rachitycznym przeżytkiem. Każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie, to widzi. Tak jest nie tylko w oświacie, ale i w innych dziedzinach naszego życia. Dlaczego to ma nie dotyczyć tylko polskich szkół na Litwie? Dlaczego muszą być „tradycyjne” i ciągle takie same?

Może idźmy na całość? Zróbmy je jeszcze bardziej „tradycyjnymi”. Ubierzmy dzieci w płócienne porcięta, przewiążmy biało-czerwoną opaską i uczmy z jakiegoś elementarza, najlepiej z czasów Józefa Piłsudskiego. A w rogu izby będzie kipiał sagan gotujących się kartofli. Będzie wtedy prawdziwie „po polsku” i bardzo miło. A to, że absolwenci takiej szkoły będą się nadawali w obecnych czasach co najwyżej do znoszenia kamieni z pola na pryzmę, to już nieważne.

Polskie szkolnictwo nie może już dłużej się bronić tyko liczbą szkół, która to jest broniona czasem wręcz z narażeniem życia. Przynajmniej takie się odnosi wrażenie czytając, czy słuchając radnej Cytackiej. Musi się bronić jakością, a nie pikietami. I ta jakość nie może być „w czołówce” litewskich rankingów. Dobrze, że NIEKTÓRE polskie szkoły w tej czołówce są. Chodzić jednak powinno o to, aby polska szkoła była automatycznym skojarzeniem z pojęciem – dobra szkoła. Elitarna. Falkowski to wie i to tym mówi. Ja pamiętam z czasów komunistycznych, kiedy takie skojarzenia powodowały szkoły katolickie. Nawet ważni „towarzysze partyjni” posyłali tam po cichutku swoje pociechy. Nie dlatego, że im się poglądy zmieniły. Bo oni najczęściej mieli jeden pogląd – pełne korytko. Tak bliski i współczesnym „aparatczykom”, również polskim. Tylko dlatego, że to były dobre szkoły i -co dzisiaj może zaskakiwać – wielowymiarowe. Dlatego właśnie konieczna jest refleksja, czy nie jest koniecznością czasów, budowanie właśnie takiego systemu szkolnictwa polskiego na Litwie.

Przy tej okazji przeczytałem dobry dowcip – Prezes Falkowski jest liberałem! Rozbawiło mnie to i to bardzo. To, że mówi o wielokulturowości, jest po prostu stwierdzeniem faktu. Wileńszczyzna jest wielokulturowa. Na tym polega jej urok. Polskie szkoły są wielokulturowe od bardzo dawna. Nie może być inaczej. Każdy,, kto choć raz był na korytarzu takiej szkoły i posłuchał jakimi językami posługują się uczniowie i nauczyciele, to wie. Nie może być inaczej. Są Polakami mieszkającymi na Litwie. Siłą rzeczy muszą rozmawiać o sprawach codziennego bieżącego życia. Dlatego robią to po litewsku czy rosyjsku, lub po polsku. A najczęściej mieszanką tych języków. Zapewniam „obrońców polskości”, że nie dyskutują z wypiekami na licach o ostatnim odcinku „Ojca Mateusza”. Słowem są „znienawidzonym” przez krytyków Falkowskiego multi-kulti. Ciekawe, że sam Waldemar Tomaszewski też jest multi-kulti. Ileż to razy przechwalał się jak to jego partia przyciąga Rosjan, Litwinów czy Karaimów. Rozumiem, że jakby zgłosił się Szwed, Czech czy Grek, to by było tak samo. Dlaczego tak nie wolno w polskich szkołach?

Przecież wszyscy uczniowie na tym zyskają. I ten młody Szwed i młody Polak. Wymienią się swoim doświadczeniem z dziedziny historii oraz tradycji swoich narodów. Może „lizną” nieco języka swego kolegi czy koleżanki. I będzie to im procentowało przez całe życie. Co w tym złego? Dlatego w pełni zgadzam się i popieram Mikołaja Falkowskiego oraz wyrażam szacunek, że ma odwagę i głośno o tym mówi. Bo to jest jakaś koncepcja na zmianę w dobrym kierunku. Jego krytycy nie mają żadnej. A raczej mają jedną, zwie się ona „trwaniem”. Niech się nie zdziwią jak kiedyś tak się „dotrwają”, że powieszą na nich tabliczkę o treści: „Obiekt zabytkowy. Naruszanie stanu surowo zabronione”. Pół biedy jeśli tylko na nich się taki napis pojawi. Zasłużyli sobie. Gorzej jeśli taki los spotka polskie szkoły.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!