Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Naiwny poczciwiec, czy wyrachowany rasista?

Zawsze byłem i jestem zwolennikiem integracji europejskiej. Po prostu uważam, że to jest najlepsza droga i dla Europy jako całości i dla państw ją tworzących.

Tym bardziej więc irytuje mnie bezradność unijnych urzędników i przywódców naszych państw. Czasem przybierająca formę zwykłej głupoty, krótkowzroczności oraz tworzenia bzdurnych przepisów. Najlepiej te złe cechy naszej Unii pokazuje ostatni kryzys spowodowany napływającymi masowo uchodźcami z krajów arabskich. Nie pierwszy to przykład naszej słabości, ale chyba najwyraźniejszy.

Naturalną koleją rzeczy stworzyło to sytuację która podzieliła naszą społeczność na dwa obozy. Z jednej strony są ludzie pełni dobrych chęci i pragnący przygarnąć do siebie tych nieszczęśników. Bez względu na koszty czy inne konsekwencje. Szlachetnie. Niestety często podszyte to jest naiwnością i głupotą. Z drugiej strony są ci bardziej wyrachowani co to nie chcą się z nikim dzielić tym co ich. W końcu sami to sobie wypracowali.
Nie chcą też krzyków muezina w swojej spokojnej dzielnicy. Wolą dzwony kościołów. Mają do tego prawo bo faktycznie są u siebie i sami sobie zapracowali. Niestety często ta postawa jest podszyta ksenofobią, strachem i rasizmem. Jaki mam wybór? Po której stanąć stronie? Naiwnego, głupiego poczciwca czy może wyrachowanego rasisty? To żaden wybór i bardzo ubolewam, że większość z nas dała się wpakować w takie alternatywy. Trzeba jednak jakąś postawę mieć ale najpierw należy poznać problem.

Uchodźcy

Nieszczęśni ludzie wygnani przez biedą ale głównie wojnę z własnych domów czy lepianek. Podejmują próbę dostania się do lepszego świata ryzykując przy tym życie. Najgorszy jest los najsłabszych czyli dzieci. Długo zostanie mi w pamięci obraz zwłok chłopca na tureckiej plaży. Ludzka natura wymaga aby udzielić im pomocy. Tylko jak i komu?
Bo wyznam szczerze, że trochę dziwi mnie postawa ludzi którzy uciekli z miejsca gdzie zaraz mogli stracić życie do miejsca gdzie ich życiu nic nie zagraża. Na przykład Węgier, Bułgarii czy Grecji. Mimo to miast odetchnąć z ulgą, podziękować swemu Bogu za ocalenie i rozejrzeć się za możliwościami pracy dla siebie, aby choćby tak się odwdzięczyć tym co pomogli; chcą przedzierać się dalej. Tam gdzie zasiłki są wyższe. Do Niemiec czy Wielkiej Brytanii.

Owszem rozumiem to. W końcu jak już się musiało opuść swój dom, to warto być tam gdzie najlepiej. Tyle tylko, że tu się kończy naturalny odruch ratunku życia. Zaczyna się kalkulacja. Czy musimy pomagać w kalkulacjach innych? Nie twierdzę, że wszyscy oni tak uważają. Śmiem jednak mniemać, że większość. Pojawiają się też naturalne pytania. Czemu do nas nie do „swoich”?

W końcu wiele krajów znacznie bliższych uchodźcom pod względem kulturowym , religijnym i mentalnym, a przy tym bardzo bogatych leży też w podobnej odległości. Otóż nie kierują tam swych kroków właśnie dlatego, że znają ich mentalność i regulacje prawne. Bo to są te prawa które sami uznają. Wiedzą więc, że zapewne w ogóle by nie zostali tam wpuszczeni. Bardzo możliwe, że nawet zabici na granicy. A gdyby jakimś cudem się tam znaleźli zawsze by byli traktowani jako ta gorsza mniejszość. Z innego kraju z innego odłamu religijnego. Nikt by tam nawet nie debatował czy ze względów humanitarnych nie należy ich przygarnąć i uznać ich prawa. Już nie wspominając o pieniądzach bez pracy. Mało komu by tam to do głowy przyszło.

Tak jak i tym dzisiejszym uchodźcom to do głowy nie przychodziło kiedy atakowano kościoły, wyganiano lub nawet mordowano chrześcijan czy innych „obcych” w ich krajach kiedy jeszcze tam byli. Teraz to ich spotkał zły los. Dlatego chcą do Europy nie do „swoich”. Niestety trzeba sobie jasno powiedzieć, że całkiem wielu z nich uznaje swoje prawa za obowiązujące WSZYSTKICH. Także tych co są u siebie a prawa mają inne. Nasze pojęcia tolerancji i współistnienia to dla nich abstrakcja.

Owszem część dotyczącą tolerancji dla nich rozumieją i jej chcą. Natomiast niekoniecznie wykażą się tym wobec innych. Nie ma w tym nic dziwnego. Znajomy arabista wyjaśnił mi, że idą oni podobną drogą do nas tyle tylko, że marsz zaczęli kilka wieków później. Teraz są na etapie wojen religijnych i regulacji średniowiecza. Czy nas dzisiaj dziwi to, że nasi przodkowie mordowali się wzajemnie, palili na stosach „odstępców” we własnych szeregach? Czy dziwi nas, że z mieczem i zapałem ruszali na podbój innych aby zanieść im swoją wiarę i prawa? No nie. Tak było. Więc oni robią tak samo tylko, że świat ich otaczający jest w innych czasach więc i metody są inne.
Mentalność jednak – nie. Nie znaczy to, oczywiście, iż należy to wspierać i akceptować. Trzeba próbować to zmieniać. Można to jednak osiągnąć tylko wtedy gdy przyjmie się do wiadomości ten „punkt wyjścia”.

Unia Europejska

Czyli my. Bo na wstępie trzeba sobie powiedzieć, że nie ma i nie powinno być dla nas jakiejś abstrakcyjnej UE, co to jest obca i nas gnębi lub coś narzuca. Unia to my. Nie możemy przyjmować postawy, że jak chodzi o dotacje to jesteśmy „za” i chcemy równego traktowania jak inni. Kiedy jednak jest problem to niech to „Unia” sobie załatwia ale bez nas. Każdy kto tak myśli nie różni się zbytnio od postawy wielu z tych uchodźców wobec tolerancji, jaką opisałem w dość gorzkich słowach, powyżej. Niestety musimy przyznać, że katastrofa jaka ma miejsce w całym pasie państw arabskich, nie powstała bez naszego udziału.
Nie wyciągnęliśmy wniosków z niepowodzeń ostatnich lat USA w tym rejonie. Także z niepowodzeń ZSRR znacznie wcześniej. Tam się nie da siłą zaprowadzić swoich reguł i podbić tych państw. Musi być udział większości miejscowych. A większość miejscowych chętnie by zamordowała każdego obcego co ośmiela się tam wejść. Bez względu na to jaki ma kolor skóry i wyznanie czy jeździ Jeepem czy Gazem. Mogą sobie ci obcy (znaczy my) nawet szczerze opowiadać, że chcą ich dobra i wycofają się natychmiast kiedy tylko jakaś forma znośnych rządów zostanie zaprowadzona. Nic z tego. Obcy to obcy. Należy ich zabić.

Jestem przekonany, że niektórzy analitycy amerykańscy na to wpadli. Mimo to wcale nie uważali, iż należy odwołać inwazję na reżymy irackie czy afgańskie. Z bardzo prostego i cynicznego powodu. Obalamy reżym, który może nam zagrozić. To, że potem powstanie tam chaos też jest nam na rękę. Niech się mordują nawzajem. Grunt, że na chwilę zapomną o nas. Czasem to działało czasem nie. Chaos to chaos. Wcale nie daje gwarancji, że nie uderzy też jakiś odprysk w USA. Po drugie na miejscu złego reżymu może powstać jeszcze gorszy. Po trzecie chaos powoduje masy uchodźców. Tyle tylko, że to akurat USA nie dotyczy. Nas jednak tak. Tego nie wzięliśmy pod uwagę. Dlatego teraz mamy problem i musimy go rozwiązać. Czy nie warto by jednak oczekiwać wsparcia od USA w jego rozwiązaniu? W końcu pomagaliśmy im. Nasze ręce są ubrudzone tak jak ich. Umyjmy je razem.

Solidarność

Nasza wewnętrzna unijna spójność i solidarność przy rozwiązaniu problemu właściwie nie istnieje. Tutaj jest najwięcej głupot naszych przywódców i urzędników. Najlepszym przykładem jest sytuacja z Węgrami. Owszem budowa muru budzi bardzo niesympatyczne skojarzenia. Czy jednak nie jest jakoś tam uzasadniona? W końcu zgodnie z regulacjami „strefy Schengen” kraje graniczne są ZOBOWIĄZANE do strzeżenia granic.

Więc oni to robią. Na trudną sytuację zastosowali mocne środki. Starają się też nie przepuszczać dalej tych którzy sforsowali mur. Też zgodnie z regulacjami unijnymi. Spotyka ich za to krytyka na przykład ze strony niektórych mediów i polityków z Niemiec. Tego kompletnie nie rozumiem. To jakaś głupota. Przecież jakoś trzymają tę „falę” która chce płynąć do Niemiec. Ponoszą związane z tym koszty. Czy Niemcy chcą koniecznie wziąć na siebie te koszty i ten problem? Jeśli tak to proszę bardzo niech ich przepuszczają bez żadnych kontroli. Tylko, że wtedy inne media i inni politycy z tego samego kraju, wyleją kubły pomyj za łamanie unijnych regulacji. To niby co konkretnie Węgry mają robić? Tego akurat jakoś nikt nie wie.

Od wielkich „mężów stanu” po urzędniczynę od regulacji zakrzywienia banana. Kolejną głupotą w obecnej sytuacji, jest walka o liczby uchodźców jakie poszczególne kraje mają przyjmować. Ot jakiś „geniusz” wymyślił, że można sprawę załatwić tak jak z mlekiem. Ustali się ile kto ma wziąć do siebie uchodźców (tak jak ile kto mleka może wyprodukować) i sprawa załatwiona. Oczywiście natychmiast wylazło z nas to co w UE najgorsze. Ci biedniejsi zażarcie walczą aby jak najmniej. Bo biedniejsi są a w ogóle to wina tych bogatszych. Ci bogatsi chcą solidarności nie tylko jak trzeba brać kasę ale i jak trzeba „zjeść żabę”.
Obie strony mają swoje racje. Spór może więc trwać do śmierci ostatniego uchodźcy na torach czy innym drucie kolczastym. Najgłupsze jednak jest to, że to spór o nic. Bez sensu bo to NIC nie zmieni. Na przykład Litwa (czy Polska) może się zgodzić przyjąć 5 osób czy 50 tysięcy. To nie ma żadnego znaczenia. Koszty jakieś tam będą ale to by się dało załatwić unijnymi dotacjami. Zresztą tylko na chwilę te pieniądze będą potrzebne. Ponieważ natychmiast po tym jak uchodźcy zostaną nakarmieni, jakoś ubrani i dostaną jakikolwiek papier; dadzą dyla do Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii. No chyba, że mamy tworzyć obozy koncentracyjne. Chcemy tego? Bo ja nie. Taki obóz zawsze musiałby się wiązać ze strzelaniem do uciekinierów. Inaczej nie miałby sensu. Zatem tego problemu nie da się rozwiązać „kwotami mlecznymi”. To jak?
Rozwiązania.
Nie ma innego wyjścia. Tych którzy już są w naszych granicach musimy przyjąć i dać im swobodę poruszania. Unikać tworzenia się gett poprzez regulacje cen gruntów. Wprowadzać regulacje „integracyjne”. Konieczna nauka języka i zawodu. Kosztów się nie uniknie. Musimy jednak je ponieść ze względów humanitarnych. Nie tylko jednak z tych powodów, przecież w końcu starzejemy się. Potrzebujemy nowych pokoleń. Skoro sami nie potrafimy ich „powołać do życia”. Niestety musimy wypracować też nie tylko „marchewkę” ale i „bacik”.

Chcesz pracować i żyć zgodnie naszymi prawami to proszę bardzo – tu jest pomoc. Jeśli nie chcesz, to pomocy nie ma. A jeśli bez niej zaczniesz łamać prawo to trafisz do więzienia i możesz zostać deportowany. Tak właśnie. Deportacja do kraju pochodzenia dla przestępcy musi być. Przykre to ale prawdziwe. To wszystko razem musi być jasno na „dzień dobry” przedstawione przybyszom. Wybór należy do nich. Jeśli wybiorą to pierwsze to kolejnym krokiem powinna być nauka tolerancji. Chcesz chodzić w burce? Proszę bardzo. Spróbuj jednak dotknąć palcem dziewczynę w mini, a trafisz do więzienia. Chcesz mieć meczet i się w nim modlić? Proszę bardzo.

Jednak nie w centrum miasta ze względu na „zagospodarowanie przestrzenne” oraz „ochronę substancji zabytkowej”. Tak właśnie. My rozumiemy, że w waszych krajach nie chcecie kościołów w centrum Damaszku. Całkowitego zakazu budowy nie rozumiemy. Mordów chrześcijan tym bardziej nie rozumiemy i nie akceptujemy. Jednak zakaz budowy kościoła w centrum Damaszku czy Kairu rozumiemy. Wy także musicie to zrozumieć. Jeśli nie to znaczy, że nie jesteście zintegrowani nie akceptujecie reguł tolerancji.

W związku z powyższym nie oczekujcie, że tolerancja zaakceptuje was. To dla tych co już są. Ciągle jednak napływać będą następni. Tutaj możemy tylko uszczelniać granice aby ich przekraczanie nielegalne, było trudne. Nie możemy jednak pozwolić sobie na strzelanie to tych co nielegalnie będą ją przekraczać. W związku z tym to bardzo połowiczne rozwiązanie. Trochę jednak pomoże.

Prawdziwe rozwiązanie leży tam. W Syrii czy Iraku. Będzie ono kosztowne. Czy jednak większe niż połączone koszty prowadzenia wojny oraz utrzymywania (przynajmniej na początku) nielegalnych uchodźców? Koszty prowadzonych wojen były ogromne. Prowadzonych bombardowań teraz, też. Koszty „socjalu” dla uciekinierów też niemałe. Może zatem w porozumieniu i współpracy z USA i bogatymi krajami arabskimi, tworzyć „enklawy” bezpaństwowe pod zarządem ONZ? REALNYM zarządem.

Na obrzeżach terenów ogarniętych chaosem. Nie próbować zmieniać całego kraju. Tak jak poprzednio. To nie wyszło. Moim zdaniem właśnie z uwagi na skalę. Za dużo chcieliśmy zmienić na raz i jeśli chodzi o teren i jeśli chodzi o skalę zmian. Dlatego dostaliśmy po łapach i teraz mamy problemy jakie mamy. Zacznijmy od „kawałeczka”. Pilnie strzeżonego przez armię przed terrorystami. W końcu i tak te koszty już ponosimy. Tam w małej czy małych, enklawach zacząć inwestować w infrastrukturę, przemysł, oraz organizację społeczeństwa. Tam uczyć tolerancji. Tam przyjmować uchodźców i kierować do pracy w fabrykach czy umożliwiać tworzenie zakładów rzemieślniczych lub firm handlowych.

To tam uchodźca będzie mógł „awansować” i wyjechać do Unii, USA czy emiratów, ale już jako fachowiec „z językiem”. Chyba, że ktoś nie będzie chciał. Daje to szansę na to, że ci co zostali w „chaosie” też tak będą chcieli. Już bez nas. Może tylko z naszymi pieniędzmi. Powinni je otrzymać. Na określonych warunkach aby nie wykorzystali ich do uzbrojenia i budowy bomb ale otrzymać je powinni. Jest szansa, że to coś zmieni. Terroryści bez wsparcia miejscowej ludności są tylko bandą kretynów ze starymi kałachami. Łatwi do „załatwienia”. To ludność w swej masie, pozbawiona nadziei i perspektyw ich wspomaga. Wspomaga bo nie ma innej alternatywy. Trzeba im ją dać. To z pewnością będzie bardzo trudna droga. Nie wiadomo czy się uda. Co jednak innego mamy zrobić? Otworzyć szeroko granice dla wszystkich i za chwilę obudzić się na przedmieściach Kairu co to jeszcze nie tak dawno było Targówkiem czy Zarzeczem? A może umoczyć łapy we krwi uchodźców? Tudzież próbować wymordować wszystkich tam na miejscu? To jeszcze bardziej ohydne a na dodatek nierealne. Jeśli ktoś ma lepszy pomysł niż ten powyżej opisany (enklawy), to chętnie wysłucham.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!